logo
logo

Zdjęcie: Gigaman/CC/Flickr/ -

Nie spodobał się im plakat obrońców życia

Czwartek, 2 sierpnia 2012 (22:24)

Dwóch członków Fundacji PRO - Prawo do Życia zostało zatrzymanych przez policję podczas Przystanku Woodstock. Funkcjonariusze podjęli interwencję mimo wcześniejszego zgłoszenia zgromadzenia w urzędzie.

 

Fundacja zgłosiła tydzień temu w Urzędzie Miasta Kostrzyna nad Odrą zawiadomienie o organizacji zgromadzenia publicznego na terenie miasta, niedaleko głównego wejścia na festiwal – poinformowała Fundacja PRO - Prawo do życia w komunikacie przesłanym NaszemuDziennikowi.pl.

Jak podkreślają organizatorzy podczas legalnego zgromadzenia, członkowie i sympatycy fundacji pokazywali prawdę na temat aborcji. Trzymano duży banner ze zdjęciem zmasakrowanego w wyniku aborcji dziecka z zespołem Downa oraz podobizną Adolfa Hitlera. Należy jednocześnie podkreślić, że zgromadzenie odbywało się całkowicie pokojowo.

„Prawda na temat aborcji nie spodobała się jednak policji. Członkowie Fundacji zostali zmuszeni przez funkcjonariuszy do przerwania legalnego zgromadzenia. Policjanci tłumaczyli, że potrzebna jest zgoda i zezwolenie na wszelkiego rodzaju demonstracje i pikiety” – czytamy w oświadczeniu organizacji. „W myśl polskiego prawa niepotrzebne jest żadne zezwolenie na organizację zgromadzenia, wystarcza jedynie wcześniejsze poinformowanie władz miasta o swoich zamiarach, co bezspornie Fundacja uczyniła tydzień wcześniej, mimo tego dwóch członków Fundacji, którzy trzymali banner, zostalo zatrzymanych i przewiezionych na sygnale do komisariatu w Kostrzynie” – przypominają przedstawiciele fundacji.

Policja broni jednak swojej interwencji. Rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego policji w Gorzowie Wielkopolskim podkomisarz Sławomir Konieczny przekonuje, że nie chodziło o zgromadzenie, lecz o sposób eksponowania pewnych treści.

- Nie było żadnego zatrzymania, było to jedynie podjęcie interwencji na prośbę i na wniosek osób, które były zażenowane i zdruzgotane przekazem płynący z billboardu o wymiarach 5 x 2 m nie na samym Przystanku Woodstock, ale opodal. Taką informację otrzymała policja od rodziców idących z małymi dziećmi, którzy poprosili o interwencję, ponieważ na tym billboardzie widniały zdjęcia martwych dzieci, płodów ludzkich. Ustawodawca przewidział w takim wypadku zastosowanie art. 141 kodeksu wykroczeń, który mówi, że prezentowanie treści, które wychodzą poza pewne ogólnie przyjęte normy i w sposób radykalnie rażący naruszają prawa innych, stanowi wykroczenie – przekonuje w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl podkomisarz  Konieczny.

Policja doszła do wniosku, że "sposób eksponowania" banneru, "narzuca przymus odbioru wszystkim przechodniom".

- Jeden z mężczyzn podający się za autora tej wystawy został przesłuchany w charakterze sprawcy wykroczenia i nie możemy mówić tu formalnie o zatrzymaniu. Został on jedynie doprowadzony do komisariatu i wysłuchano jego wyjaśnień, i najprawdopodobniej ta sprawa zakończy się sporządzeniem wniosku do sądu grodzkiego – podkreślił podkomisarz Konieczny.

Prawdopodobnie niespodziewana nadgorliwość policji związana była z faktem wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego na Przystanku Woodstock.

Wielce prawdopodobne jest też, że zatrzymanie było kolejną inicjatywą ludzi związanych z Przystankiem Woodstock. Przypomnijmy, że w 2009 roku organizatorom Przystanku nie podobała się już taka wystawa. Przedstawiciele Fundacji PRO – Prawo do Życia mieli usłyszeć, że rozstawiona legalnie wystawa - jeśli organizatorzy jej nie zabiorą - zostanie zniszczona. W nocy grupa zamaskowanych nieznanych sprawców, uzbrojonych w noże i pałki, zdemolowała wystawę. Pobito też osoby, które starały się ją ochronić. Na drugi dzień członkowie „pokojowego patrolu” WOŚP przywłaszczyli sobie resztki ekspozycji...

MM

Aktualizacja 3 sierpnia 2012 (10:08)

NaszDziennik.pl