logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Nie dajmy upaść Lasom

Sobota, 4 stycznia 2014 (02:00)

Leśnicy nie zamierzają biernie przyglądać się temu, jak rząd próbuje zmienić prawo, aby ogołocić z pieniędzy Lasy Państwowe. Związki zawodowe w przyszłym tygodniu podejmą decyzję, w jaki sposób przeciwstawić się tym planom. Zaczną od perswazji.

Swoje stanowisko wobec rządowej propozycji zmian w ustawie o Lasach w najbliższych dniach ma przedstawić zarówno Związek Leśników Polskich w RP, jak i NSZZ „Solidarność”. Jak powiedział „Naszemu Dziennikowi” Kazimierz Uleniecki, przewodniczący Krajowej Sekcji Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność”, na środę, 8 stycznia, zaplanowane zostało posiedzenie Komisji Krajowej „S”, na którym władze związku podejmą decyzję o dalszych krokach. W podobnym czasie zaplanowano spotkanie prezydium Związku Leśników Polskich.

Jak ustaliliśmy, związkowcy „S” w pierwszej kolejności będą chcieli przekonać parlamentarzystów koalicyjnego PSL, by nie popierali projektu ustawy.

– Jedyną formą nacisku, po jaką możemy sięgnąć, jest złożenie stosownych listów, wniosków do parlamentu, i prawdopodobnie to uczynimy – podkreślił Uleniecki. Związek może też zadecydować o zorganizowaniu protestu. Jednak jak podkreślił nasz rozmówca, „S” zależy bardziej na tym, by podjęte działania były „efektywne, a nie efektowne”.

– Nie wiem, jaki scenariusz zostanie zrealizowany, ale z pewnością nie będziemy bezczynnie czekać. Już teraz próbujemy rozmawiać z posłami – zapewnił Uleniecki. Jak dodał, liczy, że uda się przekonać posłów PSL, by nie poparli projektu.

Przewodniczący przyznał, że „Solidarność” z dużą dezaprobatą przyjęła projekt zmian ustawy o Lasach, gdyż rząd chce sięgnąć po środki stanowiące kapitał Lasów Państwowych.

– Są to środki, które na różnych poziomach zobowiązań zabezpieczają Lasy Państwowe jako firmę, czyniąc ją wiarygodną – podkreślił. Jak zauważył, jedynym sposobem na samofinansowanie jest zabezpieczanie odpowiednich środków na działalność na czasy dekoniunktury. W ocenie przewodniczącego, konsekwencją zmian – w sferze handlowej – może być utrata płynności lub wiarygodności Lasów jako poważnego partnera biznesowego. Zmiany odbiją się też na działaniach przyrodniczych.

Rządowego rozwiązania obawiają się także Lasy Państwowe. – Rozumiemy konieczność podzielenia się pieniędzmi z budżetem państwa, jednak obowiązek wypłaty 1,6 mld zł w dwóch najbliższych latach bardzo ograniczy nasze możliwości nakładów na inwestycje. Według naszych analiz kwota 1,6 mld jest zbyt dolegliwa – podkreśliła Anna Malinowska, rzecznik prasowy Lasów Państwowych.

Jak dodała, obecnie nadwyżki finansowe wynoszą 1 mld zł i taką kwotę Lasy Państwowe mogłyby przekazać budżetowi. Miałoby to jednak swoją cenę. – Są to nakłady przeznaczone na budowę środków trwałych, głównie dróg. W tej sytuacji zrezygnowalibyśmy z tych inwestycji – dodała. Lasy obawiają się też zaproponowanej w projekcie zryczałtowanej wysokości wpłat od 2016 roku i proponują bardziej racjonalne rozwiązanie: podział zysku. Malinowska wyjaśniła, że najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłby odpis do budżetu w wysokości 30 proc. zysku.

Niech minister wytłumaczy

Być może także w środę minister środowiska wyjaśni, jakie ma długoletnie plany wobec Lasów Państwowych. Wniosek o poszerzenie harmonogramu najbliższych obrad Sejmu RP o taką informację złożony został przez PiS do marszałek Sejmu Ewy Kopacz.

Parlamentarzyści nie ukrywają, że ma to bezpośredni związek z zaproponowanym przez Ministerstwo Środowiska projektem zmian w ustawie o Lasach, który nakłada na Lasy Państwowe obowiązek dokonywania wpłat do budżetu państwa. W tym i przyszłym roku miałaby być to kwota 800 mln zł, a od roku 2016 – 100 mln złotych. Nowela procedowana jest w ekspresowym tempie i choć pierwsza wpłata dotyczy tego roku, dokument został opublikowany tuż przed Bożym Narodzeniem.

– Za kilka lat okaże się, że Lasy Państwowe są deficytowe. I co nas czeka? Zapewne prywatyzacja, o ile do tego czasu nie zmieni się władza – stwierdził Mariusz Błaszczak, przewodniczący klubu PiS. Jak zauważył, działania rządu mają związek z deficytem finansów publicznych, a pieniądze mają być czerpane ze źródeł, które służą celom ogólnonarodowym.

– Takim źródłem było OFE. Teraz mamy kolejny skok na kasę, tym razem na Lasy Państwowe – dodał Błaszczak.

W ocenie prof. Jana Szyszko, posła PiS, byłego ministra środowiska, majątek Lasów Państwowych to ziemia – ok. 25 proc. terytorium Polski, oraz 2 mld m sześc. drewna o wartości 400 mld złotych. Jak przypomniał, Lasy Państwowe działają od 90 lat w oparciu o dwie zasady: samofinansowania i posługiwania się 10-letnimi planami urządzeniowymi lasu.

– One zakładają, że trzeba korzystać z lasów, rąbać drewno, ono ma służyć człowiekowi, ale równocześnie tego drewna na koniec dziesięciolecia ma być więcej – podkreślił. Lasy Państwowe wychodzą też naprzeciw potrzebom społeczeństwa, to miejsca pracy związane z przerobem drewna, zbieractwo, bezpieczeństwo ekologiczne państwa.

– Główną misją Lasów Państwowych jest ochrona zasobów przyrodniczych, m.in. stwarzanie warunków do tego, byśmy mieli dobre powietrze, czystą wodę. Lasy mają funkcje glebochronne i zapewniają byt wszystkim gatunkom występującym w naszych układach przyrodniczych – zaznaczył prof. Szyszko.

Rząd psuje

Jak przypomniał, skok na kasę Lasów odbywa się w okresie, kiedy na forum Unii Europejskiej powstała nowa strategia dotycząca leśnictwa, a Lasy Państwowe są dla UE niedoścignionym wzorcem w zakresie koncepcji zrównoważonego rozwoju: korzystania z zasobów przyrodniczych przy równoczesnym ich rozwoju.

Jak przypomniał Jan Szyszko, LP nie dość, że się samofinansują, to także wspomagają budżet, bo płacą samorządom podatek leśny w wysokości 120 mln zł rocznie, płacą też podatki VAT i CIT w kwocie 1 mld zł rocznie. Pieniądze zabrane Lasom Państwowym nie uratują budżetu, a na pewno podetną możliwość funkcjonowania LP. I to zakończy się prywatyzacją. – To będzie klęska dla Lasów Państwowych. Przestaną one być dostępne dla społeczeństwa oraz przestaną pełnić rolę gwaranta bezpieczeństwa ekologicznego państwa – dodał prof. Szyszko.

Z kolei poseł Dariusz Bąk (PiS) przypomniał, że leśnicy dbają o utrzymanie trwałości lasu, o zachowanie zrównoważonego rozwoju wszystkich funkcji lasu, chronią jego zasoby. Przez ostatnie 20 lat LP przeszły restrukturyzację, ograniczono zatrudnienie w nich do minimum. W jego ocenie, w sytuacji gdy Lasy Państwowe mają opracowany plan utrzymania lasów, to wyprowadzenie z nich kwoty 800 mln zł w tym roku zmusi leśników do zaniechania niektórych prac lub koniecznych inwestycji, a być może i do zwolnienia następnych pracowników.

– Proszę wyobrazić sobie, że leśnicy w terenie zostaną zmuszeni do niewykonywania koniecznych zadań pielęgnacyjnych, koniecznych remontów, budowy dróg. To jest wielka instytucja będąca dobrem Narodu. Tymczasem minister środowiska pozwala sobie na taką nonszalancję. Jak mamy to rozumieć? – pyta Bąk.

Obecne pomysły resortu środowiska to nie pierwszy zamach na Lasy Państwowe. Już rząd Jerzego Buzka proponował, by LP przekształcić w spółkę Skarbu Państwa. Wobec protestu społecznego od projektu odstąpiono. W 2011 roku rękę po pieniądze Lasów Państwowych wyciągnęła koalicja PO – PSL, która chciałaby włączyć firmę do sektora finansów publicznych. W końcu powstał pomysł, by pieniądze zebrane na funduszu leśnym i na środkach własnych nadleśnictw przejąć do budżetu państwa.

Marcin Austyn

Nasz Dziennik