logo
logo

Zdjęcie: M.Marek/ Nasz Dziennik

Prawdziwa historia Kuklińskiego

Czwartek, 16 stycznia 2014 (02:02)

„Jack Strong” to historia misji płk. Ryszarda Kuklińskiego, świetnie opowiedziana, w której różnica między zdrajcami w sowieckich mundurach a bohaterstwem jest bardzo widoczna.

Na ekrany polskich kin wchodzi świetny film. Szpiegowski, sensacyjny i w dużej mierze historyczny obraz, opowiadający o autentycznych wydarzeniach, jakie rozegrały się w ciągu przedostatniej dekady istnienia PRL i Związku Sowieckiego, przez wielu znawców stosunków międzynarodowych, wojskowości i geopolityki uważanych za jedną z głównych przyczyn zakończenia zimnej wojny.

Historia samotnej walki płk. Ryszarda Kuklińskiego prowadzonej w cieniu tych wydarzeń, historia, której jest głównym aktorem, od dawna wydawała się idealnym scenariuszem dla filmu sensacyjnego. I taki scenariusz i film nareszcie powstał. Dynamiczny, wprowadzający w realia Polski doby realnego socjalizmu. Nie ma w nim zbędnych scen, zdjęć i bzdurnych wypełniaczy. Jest 120 minut akcji; widzowie mogą poznać kontekst sytuacji, w której oficer Sztabu Generalnego postanawia przekazać Amerykanom sowieckie plany wojenne, zarówno te prawdziwe, jak i tworzone na polityczny użytek prowokacyjne blefy wymierzone w USA.

Kukliński, zgodnie z prawdą, nie jest płatnym szpiegiem ani tym bardziej zdrajcą, ale – jak mówi jego oficer prowadzący z CIA – aliantem. Pierwszym Polakiem w NATO. Im więcej dowiadywaliśmy się o tej historii, tym pewniej można tak określać misję pułkownika.

Marcin Dorociński odegrał tę postać wspaniale, udowadniając, że należy do aktorskiej pierwszej ligi. Trzeba przyznać, że Władysław Pasikowski doskonale oddał klimat, realia i w bardzo dużym przybliżeniu rzeczywisty przebieg współpracy polskiego oficera z amerykańskim wywiadem.

Nie chcę zdradzać wszystkich szczegółów, bo warto samemu zobaczyć ten film i sięgnąć choćby do jednej z kilku pozycji, jakie na temat misji Kuklińskiego napisał np. śp. Józef Szaniawski. Pasikowski pokazał, też dzięki świetnej grze kilku polskich aktorów (oprócz Dorocińskiego, Mirosława Baki, Zbigniewa Zamachowskiego, Ireneusza Czopa czy Krzysztofa Dracza w kapitalnej drugoplanowej roli Wojciecha Jaruzelskiego), bardzo sugestywny obraz kadry dowódczej Ludowego Wojska Polskiego. To bezwolna, podporządkowana kierownictwu partyjnemu i jej sowieckim namiestnikom magma, armia będąca w pełnej dyspozycji Moskwy i w razie wojny mająca być jej mięsem armatnim. Samej Polsce przydzielono rolę spalonej ziemi przeciętej rowem atomowym – konsekwencji odwetowego ataku rakietowego USA.

Uświadomienie sobie przez Kuklińskiego istnienia niezwykle ofensywnych planów taktycznych Sowietów zakładających użycie, a w istocie wykrwawienie Polaków do zdobycia Danii i Niemiec w ramach I rzutu strategicznego oraz transferu przez nasze terytorium dwumilionowej armii sowieckiej w ramach tzw. II rzutu strategicznego, wreszcie apokaliptyczna groźba zatrzymania sowieckiego pochodu na Zachód zmasowanym atakiem jądrowym na linii Wisły, było impulsem do zrzucenia pęt oficerskiej przysięgi.

Na tle sowieckich marionetek w polskich mundurach Kukliński myśli i czuje jak Polak. Nie ma żadnych wątpliwości, jak ma postąpić. Ostatecznie decyzję o nawiązaniu współpracy z Amerykanami podejmuje po grudniowej masakrze robotników Wybrzeża w 1970 roku. To wszystko film pokazuje bez fałszywych retuszy. Nie ma wątpliwości, kim są: Jaruzelski, Siwicki, Kufel, Skalski, Tuczapski i inni. Jak mówi jeden z bohaterów, oficer Marian Rakowiecki, byli oficerami LWP z „duszami o sowieckich gębach”.

Film jednoznacznie pokazuje, że Kukliński był nieprzeciętnym oficerem. Niezwykle zdolnym i zaufanym sztabowcem głównodowodzących wojskami Układu Warszawskiego, w tym marszałka Wiktora Kulikowa. Czujemy wielkie napięcie, w jakim żył przez ponad 10 lat, siedząc w samym sercu sowieckiej machiny wojennej. Wiemy, co mu groziło w razie dekonspiracji: brutalne śledztwo, śmierć i złamanie życia najbliższej rodziny.

Na początku film nawiązuje do innej prawdziwej historii. Widzimy scenę egzekucji Olega Pieńkowskiego, wysokiego rangą oficera GRU, spalonego żywcem w piecu hutniczym po jego dekonspiracji. Później nagranie pokazywano kadetom sowieckiej Akademii Wojskowej im. Woroszyłowa. Dekonspiracja Pieńkowskiego, jednego z cenniejszych źródeł, jakie udało się pozyskać Zachodowi w ZSRS, kilkakrotnie jest przywoływana w filmie jako przykład poważnej amerykańskiej wpadki.

Czy podobna kara za zdradę groziła Kuklińskiemu? Na samym końcu Pasikowski pokazuje samotnego Kuklińskiego czekającego na syna Waldemara, który miał po niego przyjechać. Planowali wspólnie udać się na cmentarz, gdzie pochowany został drugi syn Kuklińskiego – Bogdan. Jednak samochód, którym jedzie, taranuje ciężarówka, kierowca ginie na miejscu. To oczywiście symboliczna scena. Bogdan zginął podczas wyprawy jachtem w 1993 r., jego ciała nigdy nie odnaleziono. Rok później Waldemara rozjechał samochód terenowy. Zdaniem świadków, była to egzekucja.

Jedno jest pewne, Kukliński, a więc tytułowy Jack Strong, zapłacił ogromną cenę za to, czego się podjął. Na lata stracił kontakt z przyjaciółmi, rodziną i Polską. Przyszło mu żyć w USA w warunkach izolacji, a potem osamotnienia po śmierci synów. Na honory w III Rzeczypospolitej nie mógł się długo doczekać, a próby jego rehabilitacji torpedował m.in. ówczesny prezydent Lech Wałęsa.

Pochówek prochów jego i jego syna na warszawskich Powązkach odbył się bez obecności władz państwowych. A to naprawdę nieodległa historia.

Niestety, Pasikowski w jednej ze scen się zagalopował. Pokazując moment, gdy pułkownik dostaje do rąk gotowy plan wprowadzenia stanu wojennego wraz z listą kilku tysięcy działaczy „Solidarności” wytypowanych do zatrzymania i internowania, symbolicznie rzuca okiem kamery na kilka nazwisk. Są wśród nich starannie wyselekcjonowane nazwiska Wałęsy, Henryka Wujca, Jacka Kuronia, Zbigniewa Bujaka i Adama Michnika. To jednak chichot historii, bo żadna z tych osób (Wałęsa i Michnik w szczególności) nie zrobiła nic, by doprowadzić do rehabilitacji Kuklińskiego i zwrotu skonfiskowanego mu przez władze PRL majątku.

O tym, co działo się w tej sprawie w latach 90., mówią tylko materiały promocyjne, jakie dziennikarze dostali do ręki podczas prasowego pokazu tego filmu. Choć dla uzupełnienia obrazu kilka słów na ten temat pojawia się w napisach końcowych, to jednak dobrą puentą byłoby pokazanie widzom, że za zdrajcę i osobę niegodną rehabilitacji uważali Kuklińskiego właśnie tacy ludzie jak Wałęsa.

Maciej Walaszczyk

Aktualizacja 16 stycznia 2014 (12:11)

Nasz Dziennik