logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Propagandowy podręcznik

Piątek, 7 lutego 2014 (02:06)

Projekt darmowego podręcznika dla pierwszoklasistów jest fatalnie przygotowany. Krytykują go nie tylko posłowie opozycji, ale i Biuro Analiz Sejmowych.

O projekcie ustawy w sprawie podręczników szkolnych dyskutowała sejmowa Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży. Zdecydowała ona o powołaniu podkomisji, która ma swoje sprawozdanie o projekcie sporządzić do 14 lutego. Rząd zapowiedział, że od 2015 r. wszystkie podręczniki będą mogły służyć uczniom kilku roczników. Do użytku szkolnego mają bowiem być dopuszczone jedynie te książki, które nie będą zawierać: pytań, poleceń, zadań i ćwiczeń wymagających uzupełnienia w podręczniku oraz odwołań i poleceń wymagających korzystania przez uczniów z dodatkowych płatnych materiałów dydaktycznych. Nie będzie też można łączyć sprzedaży podręczników z innymi dodatkowymi materiałami.

– To pierwszy krok, nie jedyny, ale niezbędny. Moim celem jest także doprowadzenie do stanu, by wszystkie podręczniki, do wszystkich przedmiotów, dla wszystkich etapów edukacji mogły przez wiele lat służyć kolejnym rocznikom i żeby stanowiły własność szkoły, a uczniom były wypożyczane. Miałyby być one opłacane z budżetu państwa lub budżetu samorządów – tłumaczyła minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska.

Posłowie opozycji podkreślali, że projekt jest szczątkowy, mało czytelny i nie zawiera żadnych konkretów.

– Pani minister pomyliła posiedzenie komisji ze studiem którejś z przychylnych sobie stacji telewizyjnych. Mówiła tak, jakby stała przed kamerą telewizyjną, a nie przed posłami, którzy oczekują konkretnych merytorycznych informacji. Znajomość polityki oświatowej jest naprawdę słaba – komentuje Sławomir Kłosowski (PiS). I podkreśla, że PiS zawsze popierało pomysł zmian na rynku podręczników szkolnych i odciążenia finansowego rodziców, dlatego przy sprawozdaniu komisji klub zgłosi pakiet własnych poprawek.

Posłowie zwracali na przykład uwagę, że przepisy ustawy o systemie oświaty i ustawy Karta Nauczyciela dają nauczycielom prawo wyboru podręcznika. Na ten problem wskazywało też Biuro Analiz Sejmowych. Najciekawsze jest jednak to, że BAS uznało, że propozycja zmiany ustawy o systemie oświaty wymaga ponownego rozważenia, w szczególności pod kątem samej koncepcji i celowości proponowanego rozwiązania.

Sejmowi eksperci po prostu zaapelowali do rządu o poważny namysł nad próbą tak radykalnej i nagłej zmiany. Ocenili również, że projekt jest niekompletny, niezgodny z Regulaminem Sejmu, a być może także z Konstytucją RP. Eksperci poza tym podkreślili, że w projekcie nie określono sposobów weryfikacji merytoryczno-dydaktycznej i językowej podręcznika w odróżnieniu od podręczników dopuszczanych obecnie do użytku, oraz zwrócili uwagę na zbyt krótki termin realizacji projektu.

Podczas obrad komisji pytano także o los podręczników już dopuszczonych do użytku szkolnego. Tym bardziej że do 15 czerwca dyrektorzy szkół muszą podać do wiadomości publicznej, z jakich podręczników uczniowie będą korzystali w nowym roku szkolnym.

– Jeden podręcznik funkcjonuje tylko w Grecji, Islandii, na Węgrzech oraz w pewnym sensie na Ukrainie i w Rosji, gdzie prezydent Władimir Putin zalecił opracowanie jednego podręcznika do historii. W pozostałych krajach Europy nauczyciele wybierają spośród wielu istniejących podręczników. Namawiam państwa do refleksji, czy w Polsce rzeczywiście powinna być jedna książka – mówił Jarosław Matuszewski, przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książki. Zaznaczył, że wydawcy także popierają pomysł zapewnienia uczniom bezpłatnych podręczników.

Podczas dyskusji wrócił temat zapowiadanego szumnie przez rząd w 2012 roku e-podręcznika. Wtedy kampania propagandowa była identyczna z tym, co premier zapowiadał w ubiegłą sobotę. Krystyna Szumilas (PO), która do niedawna pełniła funkcję ministra edukacji, zapewniała, że prace nad e-podręcznikami trwają i zgodnie z planami będą one dostępne w 2015 roku.

– Katarzyna Hall jako pierwsza mówiła o e-podręczniku, teraz, widząc tę nieuchronną katastrofę towarzyszącą e-podręcznikowi, pani minister Kluzik-Rostkowska stara się temat zasłonić podręcznikiem darmowym. Rok 2014 obfituje w wybory, więc to wszystko wiązałbym z nimi, ale nie ma to nic wspólnego ani z rozwojem dziecka, ani z polityką oświatową – komentuje poseł Kłosowski.

Maciej Walaszczyk

Nasz Dziennik