logo
logo

Zdjęcie: E.Sądej/ Nasz Dziennik

Genderowa ofensywa

Poniedziałek, 13 sierpnia 2012 (06:04)

Jesienią ruszy propagandowa ofensywa rzecznika ds. równego traktowania w sprawie przeforsowania genderowego projektu Rady Europy. Rząd zajmie się wnioskiem w sprawie ratyfikacji konwencji Rady dotyczącej zwalczania dyskryminacji kobiet.

Walka z tradycją, wprowadzenie nowej definicji płci czy usprawiedliwienie dla dyskryminowania innych na rzecz walki z dyskryminacją kobiet - to tylko niektóre, mocno dyskusyjne zapisy Konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania przemocy wobec kobiet.

Według zapowiedzi Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, pełnomocnika rządu ds. równego traktowania, wnioskiem o podpisanie konwencji polski rząd zajmie się tuż po wakacjach. Do końca tego miesiąca trwają jeszcze konsultacje społeczne w tej sprawie, ale już w lipcu zarówno pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, jak też minister pracy i polityki społecznej zostali zobligowani przez premiera Donalda Tuska do przygotowania wniosku o akceptację konwencji. Chodzi o dokument podpisany 11 maja 2011 roku w Stambule przez mniejszość państw Europy i ratyfikowany dotąd przez jeden kraj.

Konwencja wprowadza m.in. definicję pojęcia "płeć". W myśl art. 3 oznacza ona "społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn".

Zapis ten całkowicie zmienia utrwaloną w europejskiej tradycji prawnej definicję płci, podstawową dla całego prawa rodzinnego i osobowego. To skrajnie feministyczna definicja, sprzeczna z założeniami, na których opiera się polska Konstytucja, rozumiejąca płeć w wymiarze naturalnym, biologicznym. W tej kwestii nie można abstrahować od biologii, anatomii czy znaczenia płci dla gatunku ludzkiego.

Takie ujęcie jest poważnym zagrożeniem cywilizacyjnym. Tak określona definicja zagraża więziom rodzinnym i małżeńskim chronionym wprost przez art. 18 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej przez to, że nakazuje uznawać dowolnie określone role i zachowania za wyznacznik płci, a w konsekwencji wymusza instytucjonalizację tzw. nowych form rodzinnych - wskazują krytycy konwencji. I takie stanowisko zostało przesłane na ręce premiera.

Wątpliwości jest jednak więcej. Niesie je chociażby art. 12 pkt 1 konwencji w brzmieniu: "Strony stosują konieczne środki, aby promować zmiany w społecznych i kulturowych wzorcach zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji i wszelkich innych praktyk opartych na pojęciu niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn".

Przyjęcie tego zapisu oznaczać będzie obowiązek walki z tradycją i dorobkiem cywilizacyjnym, które są traktowane jako zagrożenia. Tymczasem tradycja, dorobek cywilizacyjny, pewne wzorce kulturowe są zdobyczą, a nie zagrożeniem. Zagrożeniem jest zerwanie z tymi korzeniami.

Konwencja idzie jeszcze dalej, bo w art. 14 nakłada na państwo obowiązek szerokiej edukacji i promocji "niestereotypowych ról płci", które to zostały, zdaje się dla niepoznaki, wrzucone między równość i wzajemny szacunek.

Jak czytamy w dokumencie: "Strony podejmują, w stosownych przypadkach, konieczne działania w celu uwzględnienia materiałów dydaktycznych na temat kwestii takich jak równość między kobietami i mężczyznami, niestereotypowe role płci, wzajemny szacunek, rozwiązywanie konfliktów w relacjach interpersonalnych bez użycia przemocy, przemoc wobec kobiet uwarunkowana płcią oraz prawo do integralności osoby, dostosowanych do rozwijanych zdolności uczących się, w formalnych programach zajęć i na wszystkich poziomach edukacji".

Dalej konwencja zakłada, że strony podejmują konieczne działania w celu promowania wymienionych zasad "w nieformalnych obiektach edukacyjnych, jak również w obiektach sportowych, kulturalnych i rekreacyjnych oraz w mediach". Dokument nie mówi tego wprost, ale nietrudno odgadnąć, że w takich niestereotypowych zachowaniach zmieszczą się zarówno zachowania homoseksualne, jak i transseksualne. I nietrudno wyobrazić sobie, że szybko znajdą się organizacje, które zechcą zająć się ich promocją, skrupulatnie wykorzystując wytyczne konwencji.


Dyskryminować dla niedyskryminacji

W ocenie krytyków konwencji, dokument narusza zasadę równości wobec prawa. Bo w imię ideologicznej walki z niejasno definiowaną dyskryminacją pozwala dyskryminować i naruszać powszechnie uznane zasady prawa.

Wynika to wprost z zapisu art. 4.4: "Środki specjalne konieczne do zapobiegania przemocy wobec kobiet uwarunkowanej płcią i ich ochrony przed taką przemocą nie stanowią dyskryminacji zgodnie z postanowieniami niniejszej Konwencji".

Jakie to środki? Do końca nie wiadomo, ale mówią o nich zapisy zawarte w art. 10: "Strony wyznaczają lub ustanawiają co najmniej jeden oficjalny organ odpowiedzialny za koordynowanie, wdrażanie, monitorowanie i ocenę polityk i środków służących do zapobiegania i zwalczania wszelkich form przemocy uwzględnionych w niniejszej Konwencji". Organy te dodatkowo mają gromadzić dane, o których wyżej mowa, i analizują oraz rozpowszechniają swoje wyniki.

Te uwarunkowania pozwalają sądzić, że budżet państwa odczuje tu pewne obciążenie. Bo ktoś - co najmniej jeden "oficjalny organ" - będzie czuwał nad skutecznością wprowadzania zapisów konwencji. Nietrudno odgadnąć, że nawet jeśli zadanie to przypadnie którejś z już istniejących instytucji, to na realizowanie dodatkowych zadań potrzebne będą fundusze.


Sprzeciw do premiera

Polska Federacja Ruchów Obrony Życia, Forum Kobiet Polskich oraz Związek Dużych Rodzin 3+ już wystąpiły do premiera Donalda Tuska z prośbą o spotkanie w sprawie konwencji. Organizacje apelują o nieprzyjmowanie dokumentu, który może stać się narzędziem walki z rodziną i oznaczać rezygnację Polski "z suwerennego prawa do decydowania o sprawach moralności i rodziny".

Polskie prawodawstwo posiada dostateczne narzędzia, żeby zwalczać przemoc, w tym przemoc wobec kobiet i przemoc domową. Organizacje prowadzą też akcję, w ramach której namawiają do wysyłania do premiera, marszałka Sejmu i ministra sprawiedliwości (sceptycznego wobec dokumentu) sprzeciwu wobec pomysłu podpisania konwencji.

Konwencję skrytykowało też Prezydium Episkopatu Polski, uznając, że dokument w definicji płci pomija naturalne różnice biologiczne pomiędzy kobietą i mężczyzną. W ocenie księży biskupów, niepokojący jest też obowiązek edukacji i promowania m.in. niestereotypowych ról płci.

Konwencja nakłada na państwa strony obowiązek zapewnienia oficjalnej, działającej 24 godziny na dobę, infolinii dla ofiar przemocy oraz portalu z informacjami, a także odpowiedniej liczby schronisk oraz ośrodków wsparcia, przygotowanie procedur przesłuchań policyjnych chroniących przed wtórną wiktymizacją, monitorowanie, zbieranie danych na temat przestępstw z uwzględnieniem płci, prowadzenie akcji informacyjnych w zakresie przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, w tym szkoleń i informacji dla chłopców i mężczyzn.

Marcin Austyn

Nasz Dziennik