logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Chronimy dziecko, nie ciążę

Piątek, 16 maja 2014 (02:00)

Z prof. dr. hab. Krzysztofem Wiakiem, kierownikiem Katedry Prawa Karnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Anna Ambroziak

Resort sprawiedliwości w dużej noweli kodeksu karnego chce częstszego stosowania kar ograniczenia wolności i grzywien przy ograniczeniu orzekania kary pozbawienia wolności z zawieszeniem jej wykonania.

– Projekt znajduje się na razie na etapie weryfikacji, trudno dlatego jednoznacznie oceniać, czy w takiej formie zostanie ostatecznie zaaprobowany przez rząd i skierowany do prac w Sejmie. Wiele więc może się tu zmienić. Część ogólna przeszła już etap uzgodnień międzyresortowych i została zatwierdzona przez ministerstwo. Nie wiadomo jednak jeszcze, jak resort oceni tzw. część szczególną projektu, czyli tę dotyczącą m.in. ochrony małoletnich przed przestępstwami seksualnymi oraz ochrony życia i zdrowia w okresie prenatalnym. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego zaproponowała w niej istotne zmiany dotyczące kryminalizacji działań na szkodę dziecka poczętego.

 

Chodzi o postulat zwiększenia zakresu ochrony życia dzieci w fazie prenatalnej.

– Kwestia ochrony dziecka pozostającego w łonie matki w ostatnim etapie ciąży pojawiła się w związku z pewnymi problemami, przed jakimi w ostatnich latach stanęły polskie sądy, w tym Sąd Najwyższy. Chodziło o przypadki, gdy na skutek rażących zaniechań lub błędów medycznych dochodziło do narażenia dziecka na niebezpieczeństwo powikłań, obrażeń, a w skrajnych wypadkach dochodziło nawet do śmierci. Były to zdarzenia następujące w ostatnich tygodniach, a nawet w ostatnich dniach ciąży. Pojawiło się zatem pytanie, czy osoby z kręgu personelu medycznego winne takich konsekwencji, wynikających z niedopełnienia obowiązków, mogą ponieść za nie odpowiedzialność karną. Okazało się, że polskie prawo nie jest na to przygotowane. Nieco upraszczając, można powiedzieć, że jest to wynikiem wyodrębnienia w kodeksie karnym dwóch grup przepisów. Pierwsza obejmuje normy zapewniające pełną ochronę człowiekowi – zarówno przed czynami umyślnymi, jak i nieumyślnymi, powodującymi negatywne skutki, jak i jedynie narażającymi na niebezpieczeństwo życie i zdrowie – ale dopiero od rozpoczęcia porodu. W okresie prenatalnym ochrona ta jest znacznie ograniczona, by nie rzec – szczątkowa. W obrębie drugiej grupy przepisów, skoncentrowanych na karalności umyślnego przerwania ciąży, brak jest regulacji, które dawałyby podstawy do odpowiedzialności karnej za nawet rażące błędy, będące ze swej istoty czynami nieumyślnymi, oraz za samo narażenie dziecka na poważne konsekwencje zdrowotne.

Komisja zaproponowała zrównanie ochrony życia i zdrowia dziecka poczętego z ochroną człowieka po urodzeniu, ale od momentu osiągnięcia zdolności do samodzielnego życia poza organizmem matki. Miano na uwadze przede wszystkim działania nieumyślne ze strony osób, które były zobowiązane do ochrony dziecka: nie tylko lekarza czy personelu medycznego, ale też np. osobę, która doprowadza do śmierci dziecka – choćby przez pobicie kobiety.

Osobna kwestia to proponowane zmiany dotyczące początkowego okresu ciąży, gdy dziecko nie osiągnęło jeszcze zdolności do samodzielnego życia poza organizmem matki. Tu również słusznie postuluje się zastąpienie przepisów kryminalizujących „przerwanie ciąży” normami zakazującymi pod groźbą kary „powodowania śmierci dziecka poczętego” czy „powodowania uszczerbku na zdrowiu dziecka poczętego”.

Jak Pan ocenia te propozycje?

– Pozytywnie. W tym zakresie projekt jest spójny w świetle aksjologii i dogmatyki prawa karnego. Zastrzeżenia można zgłosić jednak wobec przywiązywania tak dużego znaczenia do kryterium zdolności dziecka do samodzielnego życia poza organizmem matki jako momentu sztucznie dzielącego życie ludzkie na dwie fazy. W odbiorze społecznym może to budzić błędne przekonanie o istnieniu zasadniczej gradacji życia ludzkiego, w trakcie którego występują okresy „jakościowo” ważniejsze i mniej istotne. Przypomnę, że przeciwko takiemu poglądowi już w 1997 r. wypowiedział się Trybunał Konstytucyjny, jednoznacznie stwierdzając, że życie ludzkie jest procesem ciągłym, rozpoczynającym się w momencie poczęcia i trwającym aż do śmierci, oraz że w całym tym okresie wartość ludzkiego życia podlega ochronie prawnej i nie może być różnicowana.

Duże kontrowersje wzbudziły przepisy zakładające karalność matki. Słusznie?

– W aktualnym stanie prawnym matka nigdy nie ponosi odpowiedzialności karnej za czyny skierowane przeciwko własnemu dziecku – aż do czasu porodu. W projekcie proponuje się, aby matka podlegała odpowiedzialności, chociaż znacznie złagodzonej, za umyślne spowodowanie śmierci dziecka poczętego zdolnego do samodzielnego życia poza jej organizmem. Uważam, że jest to logiczna konsekwencja przyjętych założeń zrównujących ochronę życia w tym okresie z ochroną człowieka po urodzeniu. O potrzebie wprowadzenia takiego rozwiązania świadczą choćby medialne informacje o skrajnie nieodpowiedzialnych zachowaniach matek w końcowych tygodniach ciąży trafiających do szpitali w stanie upojenia alkoholowego. Sądzę, że członkowie komisji mieli też w pamięci takie choćby przypadki, jak opisywane niedawno zdarzenie, kiedy to taka nietrzeźwa młoda matka kładła się przed samochodem, chcąc uniemożliwić kierowcy jazdę. Efekt tego był tragiczny.

Profesor Andrzej Zoll, członek Komisji Kodyfikacyjnej, tłumaczył, że jej zamysłem było jedynie sprecyzowanie, że dobrem prawnym jest dziecko poczęte. Problem ochrony prawnej powinien jednak chyba dotyczyć w ogóle dziecka, również na etapie najwcześniejszych stadiów rozwoju?

– Zgadzam się z panią. Komisja stwierdziła, że obecne rozwiązania prawne dotyczące przerywania ciąży, te w kodeksie karnym, jak i w ustawie z 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, nie są właściwie doprecyzowane. Jak pani trafnie zauważyła, należało uściślić, że ochroną powinno być objęte życie nie tylko w sytuacji „przerwania ciąży”, ale w każdym przypadku „spowodowania śmierci dziecka poczętego”. Unikamy wówczas dyskusji o tym, czy początkiem ciąży, a w konsekwencji początkiem ochrony prawnej, jest poczęcie czy też późniejszy moment.

W stosunku do drugiej z poruszonych kwestii – ujęcia tzw. przesłanek do przerwania ciąży – projekt rzeczywiście zmierza do doprecyzowania ich zakresu, co faktycznie oznacza powrót do stanu prawnego, jaki obowiązywał w pierwotnej wersji ustawy z 1993 roku. Propozycje te mają jednak ważne konsekwencje. I tak przesłanka tzw. medyczna, wymagająca, aby ciąża stanowiła „zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej”, została doprecyzowana przez dodatkowy warunek, aby zagrożenie dla zdrowia matki było „poważne”. Argumentując za potrzebą wprowadzenia zmiany, komisja słusznie zwróciła uwagę, że w aktualnym stanie prawnym możliwe jest wyprowadzenie wniosku, że każde zagrożenie krótkotrwałym i przemijającym rozstrojem zdrowia (psychicznego i fizycznego) może stanowić argument za przeprowadzeniem aborcji, nawet w ostatniej fazie ciąży, tuż przed urodzeniem. Druga przesłanka do przerwania ciąży, tzw. eugeniczna, obecnie jest spełniona, gdy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. W projekcie została zastąpiona wymaganiem, aby „zachodziło ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie dziecka poczętego”.

Nie lepiej byłoby przesłankę eugeniczną w ogóle wykreślić?

– Komisja z pewnością wzięła pod uwagę to, że jeżeli z takim postulatem wystąpi, może on nie zyskać poparcia większości sejmowej i zostanie odrzucona całość proponowanych rozwiązań. Chodziło raczej o przyjęcie metody drobnych, ale skutecznych kroków, i wprowadzania zmian po kolei. Tak oceniałbym dokonanie redefinicji pewnych pojęć, jak zastąpienie „przerwania ciąży” pojęciem „spowodowania śmierci dziecka poczętego”. Z bardzo prostego powodu: przecież to nie ciąża jest przedmiotem ochrony prawa, ale dziecko poczęte.

A co do tej tzw. przesłanki eugenicznej, to może ona budzić zasadnicze wątpliwości, również w świetle zgodności z Konstytucją RP. Nie do przyjęcia wydaje się, aby stan zdrowia był podstawą do zróżnicowanej ochrony, dyskryminującej człowieka w okresie prenatalnym. Jest to chyba jedyna norma w całym systemie prawa, która daje podstawy do umniejszenia ochrony ze względu na zły stan zdrowia. Zwykle jest odwrotnie – przyznaje się wyższy stopień ochrony. Sugestia, by przesłanka tzw. eugeniczna została wykreślona z ustawy, jest w pełni zasadna jako niezgodna z konstytucyjnym nakazem ochrony zdrowia i z zasadą równości.

Proponowane przez Komisję rozwiązania są, w Pana ocenie, tamą dla zamysłów rozszerzenia prawnego katalogu przesłanek aborcyjnych?

– Zdecydowanie tak. Obowiązujące normy prawne dotyczące aborcji zostały określone bardzo ogólnie. Są one otwarte na różnego rodzaju interpretacje w kierunku rozszerzającym dopuszczone wyjątki. Doprecyzowanie treści przepisów miałoby zapobiegać takim właśnie tendencjom rozszerzającym.

Nowa „filozofia karania” ma polegać na częstszym stosowaniu kar grzywny i ograniczenia wolności, czyli np. prac społecznych, niż kary pozbawienia wolności. To właściwy trend?

– Najkrócej mówiąc: jestem ostrożnym zwolennikiem tych zmian.

Dlaczego?

– Dyskusję o propozycjach warto rozpocząć od przypomnienia, że w Polsce wciąż utrzymuje się wysoki poziom populacji osób osadzonych w zakładach karnych w stosunku do innych państw UE. Według statystyk, jest to ponad 200 osób na 100 tys., podczas gdy w państwach Europy Zachodniej – poniżej 100 osób na 100 tys. mieszkańców. Powszechnie też dostrzega się niewydolność systemu probacji, od którego zależy powodzenie resocjalizacji osób skazanych na karę z warunkowym zawieszeniem jej wykonania. Dowodzi tego już samo zjawisko wielokrotnego skazywania tej samej osoby na karę pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania. Statystyki wskazują, że są osoby mające na koncie ponad 20 wyroków skazujących z warunkowym zawieszeniem. A negatywny przebieg okresu próby powinien prowadzić do zarządzenia wykonania kary wcześniej warunkowo zawieszonej. Dochodzi do tego pewna prawidłowość: sąd orzeka często karę pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania w wymiarze wyższym, niż gdyby orzekał ją bez warunkowego zawieszenia.

Projekt wzmacnia zasadę kontradyktoryjności, role stron procesu będą rozszerzone, a sąd stanie się bardziej arbitrem w sporze między oskarżeniem a obroną, do których w głównej mierze ma należeć inicjatywa dowodowa.

– Do tego dodać trzeba przepisy, które mówią o umorzeniu postępowania wtedy, gdy nastąpi ugoda między stronami. Wśród uchwalonych już rozwiązań, które wchodzą w życie w przyszłym roku, warto wskazać na art. 59a kk, który przepisuje w szerokim zakresie umorzenie, na wniosek pokrzywdzonego, postępowania karnego o każdy występek zagrożony karą nieprzekraczającą 3 lat pozbawienia wolności, a także o występek przeciwko mieniu zagrożony karą nieprzekraczającą 5 lat pozbawienia wolności, i to już przed rozpoczęciem przewodu sądowego, pod warunkiem, że sprawca naprawił szkodę lub zadośćuczynił wyrządzonej krzywdzie. W pewnym sensie można mówić tu o „prywatyzacji” wymiaru sprawiedliwości, który w dużym zakresie będzie się realizował poza systemem sądownictwa.

Kara pozbawienia wolności ma być zarezerwowana dla bardzo poważnych przestępstw albo dla sprawców, którzy nie rokują poprawy.

– Z uzupełnieniem, że mówimy o karach bezwzględnych – podlegających wykonaniu. Karom długoterminowym powinni podlegać recydywiści, nierokujący poprawy, sprawcy poważnych przestępstw, jak np. zabójstw, zgwałceń, rozbojów, zwłaszcza osoby dopuszczające się czynów w ramach przestępczości zorganizowanej czy wręcz „zawodowo”. Na pewno nie dotyczy to sprawców drobnych przestępstw, czego przykładem jeszcze do niedawna były liczne przypadki karania za prowadzenie roweru w stanie nietrzeźwości.

Projekt zakłada, że alternatywą dla krótkoterminowej kary pozbawienia wolności będzie kara ograniczenia wolności, orzekana za drobne występki, połączona z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej pracy na cele społecznie użyteczne. Sąd miałby też możliwość orzeczenia obowiązku przebywania w miejscu stałego pobytu z zastosowaniem dozoru elektronicznego. Stosowanie dozoru jest kilkakrotnie tańsze niż utrzymanie skazanego w zakładzie karnym, ten wydatek już dawno przekroczył kwotę 2 tys. zł miesięcznie w przeliczeniu na jednego osadzonego.

 

Czy ministerstwo nie podeszło zbyt optymistycznie do kwestii ściągalności grzywien?

– Ale faktem jest też bardzo niski poziom orzekanych grzywien w stosunku do innych państw europejskich. Zgadzam się, że nie można zapominać o niewysokim poziomie zamożności polskiego społeczeństwa czy też o tym, że ze swej istoty kary pieniężne mogą być dotkliwe nie tylko dla sprawcy przestępstwa, ale także dla osób mu bliskich i dotykać np. członków rodziny. Pamiętając o tych uwarunkowaniach, trzeba jednak ocenić, że wartość przeciętnej grzywny aktualnie jest relatywnie niska.

 

Projekt wprowadza 30-letni okres zatarcia w razie skazania za przestępstwo przeciwko wolności seksualnej i obyczajności, jeżeli pokrzywdzonym był małoletni. Maksymalna kara pozbawienia wolności ma zostać podniesiona z obecnych 15 do 20, obok dotychczasowych kar 25 lat pozbawienia wolności i dożywocia.

– Co do pierwszego problemu – to jest to raczej liberalizacja w stosunku do obowiązującego stanu prawnego, w którym w ogóle nie podlega zatarciu skazanie na karę pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia jej wykonania za przestępstwo przeciwko wolności seksualnej i obyczajności, jeżeli pokrzywdzony był małoletnim poniżej lat 15.

Możliwość orzeczenia w pewnych sytuacjach kary 20 lat pozbawienia wolności oceniam pozytywnie. Obecnie istnieje zbyt duża rozpiętość pomiędzy możliwością wymierzenia kary 15 lat pozbawienia wolności a następną po niej co do stopnia surowości – karą dożywotniego pozbawienia wolności. Taka sugestia w każdym razie płynie od sędziów.

Nie odnosi Pan wrażenia, że kodeks karny jest w Polsce zbyt często zmieniany?

– Problem nie polega na zmianie przepisów – bo nie ulega wątpliwości, że one będą co pewien czas wymagały przejrzenia i dostosowania ich treści do zmieniających się warunków społecznych, ekonomicznych itp., a co za tym idzie – do nowych form przestępczości. Ważne, aby były to zmiany przemyślane i nieburzące sprawdzonych rozwiązań. W ostatnich latach mieliśmy wiele przykładów zmian populistycznych, opartych na przekonaniu, że nowelizacja niemal automatycznie równa się rozwiązaniu problemu. Zdarzało się, że projektodawcy nie przemyśleli wszystkich konsekwencji przyjmowanych rozwiązań i konieczne stawało się pilne „nowelizowanie nowelizacji”. Dość powiedzieć, że obowiązujący kodeks karny w trakcie 16 lat był zmieniany ponad 60 razy. A przecież prawo karne, jak żadna inna dziedzina prawa, powinno cechować się stabilnością i pewnością. Wydaje się jednak, że takie całościowe, krytyczne „przyjrzenie się” polskiemu prawu karnemu, jakiego dokonała Komisja Kodyfikacyjna, było potrzebne.

Sądzę, że system prawa karnego mamy całkiem niezły. Problem polega na właściwym egzekwowaniu jego postanowień i na praktyce funkcjonowania organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, a także instytucji go wspomagających, w tym organów kuratorskich.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik