logo
logo

Zdjęcie: Collevalenza.it/ -

Ofiarowała życie za Jana Pawła II

Sobota, 31 maja 2014 (02:18)

Pozornie byli sobie obcy, spotkali się tylko dwa razy. Ona – hiszpańska mistyczka przebywająca stale w umbryjskiej wsi, on – Papież pielgrzym z „dalekiego kraju”. W rzeczywistości jednak byli sobie bardzo bliscy: łączyły ich kult Bożego Miłosierdzia, zawierzenie Pośredniczce Łask i oddanie życia na ofiarę.

Na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku znajdowali się w zupełnie innej sytuacji. Matka Speranza była znana, choć może nie w takim stopniu jak współczesny jej kapucyn z Pietrelciny – św. Ojciec Pio. Wieści o walce duchowej, jaką toczyła nocami w swojej celi w Collevalenzy, roznosiły się po całych Włoszech. W wielu miastach powstawały Stowarzyszenia Miłości Miłosiernej, którym nadała charyzmat. Niektórzy duchowni pamiętali jeszcze czasy, gdy stawała przed Świętym Oficjum, by bronić przed fałszywymi pomówieniami tego, co jej przekazał Zbawiciel. Karol Wojtyła natomiast był wtedy arcybiskupem krakowskim, który zaczął być rozpoznawany podczas soborowych debat nad konstytucją „Gaudium et spes”. Co mieli ze sobą wspólnego zewnętrznie? Oprócz stanu duchownego chyba jedynie familijną nomenklaturę: ją najbliżsi nazywali po prostu Matką, jego – Wujkiem.

Dar z Polski i Siostra Faustyna

Czy zatem Karol Wojtyła znał Matkę? Tego nie wiemy, choć możemy przypuszczać, że mógł o niej słyszeć. Do ich pierwszego spotkania doszło dzięki osobie, którą oboje znali i której – miejmy nadzieję – świętość zostanie kiedyś ogłoszona. W 1963 roku, zgodnie z relacją nieżyjącego już świeckiego współpracownika Matki, Ennio Fierro, zakonnica otrzymała podarunek – obrazek Matki Bożej Częstochowskiej, którego ofiarodawcą był… ks. kard. Stefan Wyszyński, z jego dedykacją i podpisem, opatrzony datą 25 listopada 1963 roku.

Chcąc się odwdzięczyć arcybiskupowi z Polski, Matka zaprosiła go w następnym roku do Collevalenzy. W dniu, w którym miało dojść do spotkania, gdy Fierro przyjechał po Prymasa, ten powiedział: „Nie mogę powiedzieć ’nie’ Matce, gdy prosi, lecz mam gorączkę. Chodźmy na Mszę, po niej zdecyduję, co zrobimy!”. Po skończeniu Liturgii ks. kard. Wyszyński zatelefonował do przyjaciela z prośbą o zastępstwo. Tym przyjacielem okazał się arcybiskup Krakowa Karol Wojtyła.

Tematem tamtego spotkania – jak przekazują duchowe dzieci Matki – był proces beatyfikacyjny Siostry Faustyny Kowalskiej. 6 marca 1959 roku ogłoszona została notyfikacja Świętego Oficjum, która zalecała wstrzymanie się z szerzeniem kultu Miłosierdzia Bożego w formach przekazanych przez zakonnicę. Przyczyną tego, według Świętego Oficjum, były pewne nieprawidłowości w nowych formach nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, a także niedokładnie zrobione odpisy z rękopisu „Dzienniczka” i ich błędne tłumaczenia na język francuski i włoski. Proces utkwił więc w martwym punkcie, co było sporym zmartwieniem dla metropolity krakowskiego. Matka zasugerowała wówczas, że warto ponownie przejrzeć rękopisy Siostry Faustyny pod kątem wprowadzonych dodatków i lepszego brzmienia tekstu. Wspierała przy tym przyszłego Papieża, by pośród tylu przeciwności nie zaprzestał starań o rozszerzanie kultu Bożego Miłosierdzia.

Na owoce tego spotkania nie trzeba było długo czekać. Po rozmowie z ks. kard. Alfredo Ottavianim, sekretarzem Świętego Oficjum, podczas III sesji soborowej, w listopadzie 1964 roku, ks. abp Wojtyła powiedział: „Nie tylko mi pozwolono, ale nakazano rozpocząć proces Siostry Faustyny i to jak najprędzej, dopóki istnieją żywi świadkowie”. Etap diecezjalny zakończył się we wrześniu 1967 roku, a już w styczniu 1968 roku Kongregacja do Spraw Świętych otworzyła proces beatyfikacyjny.

Oddani Maryi

Kwestia wspomnianego wcześniej wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej odsłania inny wymiar bliskości duchowej, która już wtedy łączyła mistyczkę i krakowskiego kardynała – głębokie nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny. Obrazek Królowej Polski zawisł w pokoju, w którym Matka przyjmowała gości i pielgrzymów, i znajduje się tam do dziś.

Z tekstów dzienniczka i ze wspomnień Matki wyraźnie wynika, że mistyczka szczególnym kultem darzyła Maryję, Pośredniczkę Wszelkich Łask. Swoim dzieciom stawiała Ją za najlepszy wzór do naśladowania: „Jeśli naprawdę pragniemy kroczyć ku doskonałości, kochajmy i przyzywajmy Maryi Pośredniczki! Jeśli pragniemy stać się tak słodko oddani jak Maryja, musimy całkowicie zaufać Jezusowi, Bogu, przez pośrednictwo Maryi!”. Matka Speranza w 1960 r., gdy świat lękał się kolejnej wojny i różnych kataklizmów, tak się modliła: „Matko moja, (…) uzyskaj dla mnie łaskę, by w 1960 roku na całym świecie zamiast kary, o której tyle się wszędzie mówi, zatriumfowały Jego Miłość i Miłosierdzie!”. Ogromny marmurowy pomnik Maryi Pośredniczki w sanktuarium w Collevalenza, postawiony z inicjatywy Matki, jest pięknym zewnętrznym wyrazem jej „Totus Tuus”.

Łaska cierpienia

22 listopada 1981 roku Karol Wojtyła – już jako Papież Jan Paweł II – wrócił do Collevalenzy. Było to pierwsze miejsce, do którego pielgrzymował po zamachu na swoje życie. Dlaczego właśnie tutaj? „Przed rokiem została ogłoszona encyklika ’Dives in misericordia’” – mówił podczas modlitwy „Anioł Pański” Ojciec Święty. – „Ta okoliczność sprowadza mnie właśnie w dniu dzisiejszym do sanktuarium Miłości Miłosiernej. Pragnę tą obecnością w pewien sposób potwierdzić orędzie encykliki. Pragnę je odczytać na nowo i wypowiedzieć na nowo”. Podczas homilii i przemówień dziękował za Miłość Miłosierną i wzywał do uznania królowania Chrystusa „przygotowanego od założenia świata”, które jest królowaniem tej Miłości. Lecz czy to wciąż jedyny powód?

12 maja 1981 roku Matka Speranza poczuła się gorzej i zaczęły jej dokuczać silne krwotoki. Następnego dnia jej stan zdrowia nie poprawiał się. Ona zaś zaczęła prosić wszystkich, by modlono się za Jana Pawła II, gdyż ogromnie tego potrzebuje. O godz. 17.19 Matka Boża ocaliła Namiestnika Chrystusowego od śmierci na placu Świętego Piotra. Matka Speranza wiedziała o tym, co miało się stać, jak przekazują niektóre jej dzieci duchowe. Objawione jej zostało, że życie Papieża jest w niebezpieczeństwie. Wtedy, z miłości do Ojca Świętego, zdecydowała się ofiarować swoje życie za jego życie.

Jan Paweł II nigdy o tym wprost nie wspominał, a całe swoje dziękczynienie skierował ku Matce Bożej z Fatimy. Lecz decyzja o pielgrzymce do Collevalenzy, choć spotkała się ze zdziwieniem, a nawet sprzeciwem współpracowników, była wyłącznie jego inicjatywą. Święty wiedział, że tzw. cierpienie zastępcze niesie ze sobą ogrom łask dla osoby, za którą się cierpi. W liście z okazji 50-lecia założenia Zgromadzenia Synów Miłości Miłosiernej w 2001 roku pisał: „Była to moja pierwsza podróż apostolska po wypadku na placu św. Piotra 13 maja 1981. Powracam teraz w duchowej pielgrzymce wraz z wami i wraz z wami klękam i modlę się przed wymownym krzyżem”. Trudno mniemać, że nie zdawał sobie sprawy, komu i co zawdzięcza…

W oficjalnych planach pielgrzymki nie było czasu przeznaczonego na oficjalne spotkanie Jana Pawła II z Matką. Mniemano bowiem, że byłoby to równoznaczne z nadmiernym wywyższeniem, a nawet uświęceniem Matki jeszcze za jej życia. Dlatego starano się nawet trzymać Papieża jak najdalej od niej, by w żadnym momencie nie pokazać ich razem, nie uwiecznić na żadnym zdjęciu. Jednakże w pewnym momencie dostrzegł ją w windzie, siedzącą, wręcz skurczoną na wózku inwalidzkim, odgrodzoną szpalerem ochroniarzy. Przemknął między nimi, podszedł, przywitał się i po ojcowsku pocałował ją w głowę. Jest wiele interpretacji tego gestu przez duchowe dzieci Matki: w kontekście Kościoła lub dzieła. Może jednak nie trzeba głęboko się doszukiwać. W pełnym czci papieskim pochyleniu się nad Matką Speranzą przebija proste: „Dziękuję”.

Marcin Perłowski

Aktualizacja 31 maja 2014 (08:55)

Nasz Dziennik