logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Wielodzietni za burtą

Środa, 4 czerwca 2014 (02:00)

„Nasz Dziennik” ujawnia:  Prawie co czwarte polskie małżeństwo z czworgiem i więcej dzieci żyje w skrajnym ubóstwie. Ponad pół miliona najmłodszych z powodu biedy nie korzysta z opieki lekarzy specjalistów

W skrajnym ubóstwie, czyli poniżej minimum egzystencji, w ubiegłym roku żyło w Polsce 7,4 proc. osób. Najbiedniejsze są rodziny wielodzietne.

Według raportu GUS „Ubóstwo ekonomiczne w Polsce w 2013 r.” z 30 maja najbardziej dotknięte skrajną nędzą są województwa: warmińsko-mazurskie – 13,2 proc., podlaskie – 10,5 proc., oraz świętokrzyskie – 10,3 procent. Wyraźnie poniżej średniej krajowej są też województwa: pomorskie, lubelskie, kujawsko-pomorskie oraz wielkopolskie.

Skala nędzy się nie zmniejsza. W 2013 r. w gospodarstwach domowych poniżej granicy ubóstwa skrajnego (tzn. poniżej poziomu minimum egzystencji) żyło aż 7,4 proc. osób, czyli o 0,6 punktu procentowego więcej niż w poprzednim roku. W ubiegłym roku wzrósł też po raz pierwszy od lat odsetek zagrożonych ubóstwem ustawowym. Poniżej tzw. ustawowej granicy ubóstwa, czyli poniżej progu interwencji socjalnej, żyło w 2013 r. aż 12,8 proc. osób, czyli o 5,6 punktu procentowego więcej niż w 2012 roku.

Tak znaczny wzrost ubóstwa ustawowego to wynik tego, że w IV kwartale ub.r. po raz pierwszy od lat podniesiono granicę ubóstwa ustawowego z 477 zł do 542 złotych.

Ubóstwem skrajnym zagrożone są najczęściej gospodarstwa domowe z osobami bezrobotnymi i niepełnosprawnymi. I rodziny wielodzietne. Wysoka stopa ubóstwa skrajnego dotyczy przede wszystkim osób mieszkających na wsi i w małych miastach, do 20 tys. mieszkańców.

W 2013 r. w gospodarstwach domowych, gdzie przynajmniej jedna osoba była bez pracy, stopa ubóstwa skrajnego wynosiła ok. 14 procent.

Większa liczba osób bezrobotnych w gospodarstwie domowym znacząco zwiększa ryzyko ubóstwa skrajnego. W gospodarstwach domowych, w których bezrobotne były przynajmniej dwie osoby, stopa ubóstwa skrajnego to już 33 procent.

Najbardziej zagrożone ubóstwem skrajnym są rodziny wielodzietne. W 2013 r. poniżej minimum egzystencji żyła co dziesiąta osoba w gospodarstwach małżeństw wychowujących troje dzieci oraz ok. 23 proc. osób w rodzinach z czworgiem i większą liczbą dzieci. Osoby tworzące rodziny niepełne były we względnie lepszej sytuacji. Wskaźnik zagrożenia ubóstwem skrajnym dla rodzin niepełnych wyniósł ok. 8 procent.

Prognozy na przyszłość też nie są najlepsze. Raport GUS podaje, że w 2013 r. większość osób żyjących poniżej minimum egzystencji (62 proc.) nie przewiduje w ciągu kolejnych 12 miesięcy zmian swojej sytuacji materialnej. Częściej niż w co czwartym ubogim gospodarstwie domowym obawiano się pogorszenia materialnych warunków życia. Zmian na lepsze spodziewało się jedynie ok. 12 proc. ubogich rodzin.

– Ubóstwo wzrasta. Widać to gołym okiem, nie potrzeba żadnych statystyk. Są całe dzielnice, gdzie ludzie żyją na skraju ubóstwa. Ludzie biedni nie mają właściwie żadnych szans, by uzyskać pomoc socjalną – kryterium dochodowe jest bowiem żenująco niskie i nie wystarcza, by otrzymać minimum pomocy. Najdramatyczniejsze jest to, że rośnie liczba biednych dzieci, czego przyczyną było kilkuletnie wstrzymywanie przez obecny rząd waloryzacji progów uprawniających do opieki socjalnej – komentuje dane GUS Stanisław Szwed (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

Dane na temat biedy polskich dzieci są zatrważające. Z badania GUS pt. „Warunki życia rodzin w Polsce” wynika, że aż 2,5 mln dzieci korzysta ze świadczeń przeznaczonych dla osób żyjących w skrajnej nędzy. Co trzecie dziecko żyje w biedzie, a co szóste w nędzy. Ponad pół miliona dzieci nie dojada, bo ich rodziców nie stać, by „zapewnić im przynajmniej w co drugi dzień posiłek z mięsa, drobiu, ryby lub odpowiednika wegetariańskiego”, a także na to, aby swoim dzieciom zakupić raz w tygodniu świeże owoce i warzywa. Na 8,9 mln dzieci w wieku 0-24 lata „na utrzymaniu” w niedostatku lub biedzie żyje 1,4 miliona. Z powodu biedy 530 tys. dzieci nie chodzi do lekarzy specjalistów, a blisko 600 tys. do dentysty.

Anna Ambroziak

Aktualizacja 4 czerwca 2014 (14:17)

Nasz Dziennik