logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: arch./ -

Tusk ogłosi koniec afery?

Wtorek, 26 sierpnia 2014 (02:04)

Premier chce narzucić ton rozpoczynającej się kampanii przed wyborami samorządowymi, za jednym zamachem uciszając temat afery podsłuchowej w swoim rządzie.

 

Donald Tusk może jutro wystąpić przed Sejmem, ogłaszając plany swojego rządu na kolejne miesiące. Marszałek Sejmu Ewa Kopacz zapowiedziała, że na dzisiejszym Prezydium Sejmu zgłosi wniosek o wprowadzenie tego punktu do porządku obrad.

Sejm zbierze się po ponadmiesięcznej przerwie wakacyjnej. Na rozpoczęcie nowego politycznego sezonu przemówić ma premier. Najpewniej w środę szef rządu ogłosi plan pracy na ostatni rok kadencji swojego gabinetu. Wystąpieniem premier może narzucić ton rozpoczynającej się kampanii wyborczej przed wyborami samorządowymi, jednocześnie przykrywając temat afery podsłuchowej. Do końca wakacji politycy rządzącej koalicji zapowiadali wyjaśnienie tzw. afery taśmowej, a szef koalicyjnego PSL, wicepremier Janusz Piechociński podawał nawet w wątpliwość sens dalszego istnienia koalicji, jeżeli do końca sierpnia afera nie zostanie wyjaśniona.

Wyjaśnienie, czyli zanudzenie

Sformułowanie „wyjaśnienie afery” jest chyba inaczej rozumiane przez tych, którzy w aferę bezpośrednio są zamieszani. W ich rozumieniu „wyjaśnienie” oznacza znudzenie opinii publicznej tematem rozmów nielegalnie nagranych polityków partii rządzącej i – po przerwie wakacyjnej – podrzucenie przez rządzących innych, wiodących tematów debaty politycznej. W ten sposób zdaje się rozumować jeden z bohaterów nielegalnych podsłuchów, minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. W ostatnich tygodniach, udzielając licznych wywiadów, szedł w zaparte. Próbował przekonywać, że to „nic takiego”, że rozmawiał z prezesem mającego, zgodnie z Konstytucją, prowadzić niezależną politykę Narodowego Banku Polskiego o tym, by w sytuacji potężnej dziury budżetowej NBP prowadził na tyle łagodną dla rządu politykę, żeby rząd wspólnie z NBP nie ułatwił Prawu i Sprawiedliwości dojścia po wyborach do władzy. Bagatelizował przy tym fakt, że spełnione zostały warunki postawione przez prezesa Marka Belkę podczas tej rozmowy, a dotyczące dymisji ministra finansów Jacka Rostowskiego i powstania, zgodnego z oczekiwaniami szefa banku centralnego, rządowego projektu nowelizacji ustawy o NBP.

Jeszcze niedawno – po wybuchu afery taśmowej – Sienkiewicz ogłaszał, że nie ma przed sobą przyszłości politycznej. Aktualnie o być albo nie być Sienkiewicza w rządzie premier może zdecydować po przejrzeniu wyników sondaży dotyczących tego, czy opowiastki ministra przekonały wyborców.

 

Prekampania

Zniecierpliwienie przeciąganiem się sprawy afery taśmowej widać już w całej koalicji. Rzecznik rządu Małgorzata Kidawa-Błońska wyrażała wczoraj rozczarowanie, że sprawa afery nie zostanie wyjaśniona do końca wakacji, a występujący podczas wspólnej konferencji prasowej wiceprzewodnicząca Platformy Hanna Gronkiewicz-Waltz oraz marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik (PSL) podpowiadali nawet Polakom, że bardziej interesuje nas to, czy nam się wygodniej żyje, niż jakieś taśmy. W ciągu ostatnich tygodni premier Tusk bardzo oszczędnie dysponował swoją obecnością w mediach. Teraz jednak, w sytuacji rozpoczęcia nowego sezonu politycznego, może przejść do kontr- ofensywy, a niewygodne dla rządzących tematy przykryć nowymi.

Sprzyjają temu okoliczności. W środę w Dzienniku Ustaw opublikowane zostanie rozporządzenie premiera ustalające datę wyborów samorządowych na 16 listopada – tym samym będzie można uznać kampanię wyborczą przed wyborami samorządowymi za rozpoczętą. A już 7 września odbędą się uzupełniające wybory do Senatu w trzech okręgach. Co może obiecać w środę Donald Tusk? Za kilka dni rozpoczyna się nowy rok szkolny. Premier może więc zapunktować np. obietnicą „laptopa dla każdego ucznia”. Niezwykle poważne są problemy w służbie zdrowia, szczególnie jeśli chodzi o możliwość korzystania przez pacjentów z porad lekarzy specjalistów. Dlatego oczekiwane jest przedstawienie realnej propozycji rozwiązania problemu kolejek do lekarzy. Niewykluczone, że minister zdrowia Bartosz Arłukowicz dostanie od premiera ultimatum – i jeżeli „do wiosny” nie przedstawi realnego do realizacji planu skrócenia kolejek, to zostanie srogo rozliczony.

Nie mniej poważna jest również sytuacja poza granicami Polski. Zaostrzający się konflikt na Wschodzie może skutkować zakłóceniami w dostawach gazu do naszego kraju. Donald Tusk może ogłosić, że na forum unijnym będzie dzielnie walczył o powstanie unii energetycznej, zabezpieczającej interesy wszystkich państw członkowskich UE. Wspomniane obietnice brzmią oczywiście dziwnie znajomo. Jest wielce prawdopodobne, że to, co w środę możemy usłyszeć od premiera, będzie miało takie samo znaczenie, jakie miały te wyżej wymienione, jedne z wielu, składanych w przeszłości obiecanek, które de facto pozostały w sferze rządowej propagandy. Szczytem możliwości premiera Donalda Tuska zdaje się dziś skorzystanie z rady ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który w innej, nielegalnie podsłuchanej rozmowie z byłym ministrem finansów Jackiem Rostowskim rzucił pomysł: „można za…ć PiS komisją śledczą w sprawie Macierewicza” […] „zrobić im dwuletni cyrk i niech oni się tłumaczą”. Nawet jeżeli taka komisja śledcza ostatecznie nie powstanie, to za możliwość relacjonowania tygodniami prac nad wnioskiem o jej powołanie wspierające rząd media na pewno będą wdzięczne. I tak, aby do wyborów.

Artur Kowalski

Nasz Dziennik