logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Zerówka w kontenerze

Czwartek, 4 września 2014 (02:00)

Dostawianie kontenerów ma być rozwiązaniem dla nadwyżki 5- i 6-letnich uczniów przyjętych do szkół po reformie MEN.

 

Z całego kraju napływają sygnały o szkołach, które nie mogą sobie poradzić z ilością uczniów, jaka weszła w ich progi 1 września. Oprócz systemu zmianowego powszechnego w większości szkół w większych miastach, sposobem na pomieszczenie najmłodszych jest rozpoczynanie zajęć lekcyjnych o bardzo wczesnych godzinach, a także dostawianie tzw. kontenerów.

Z takim problemem boryka się np. Szkoła Podstawowa nr 8 w Stargardzie Szczecińskim. W dniu rozpoczęcia roku szkolnego rodzice pięciolatków uczęszczających do szkolnej zerówki dowiedzieli się, że ich pociechy będą zaczynały zajęcia o godz. 6.30. To szczególnie uciążliwe dla uczniów dojeżdżających do placówki z okolicznych miejscowości: Witkowa Pierwszego, Witkowa Drugiego, Golczewa, Kurcewa i Strzyżna. Rodzice byli oburzeni i szykowali protest. Efekt? Wczoraj w tej szkole usłyszeliśmy, że dyrekcja zmieniła decyzję: dzieci będą przychodziły na pierwsze zajęcia godzinę później, czyli o 7.30.

Po zmianach wprowadzonych przez minister edukacji Joannę Kluzik-Rostkowską obowiązkiem „zerówkowym” objęte zostały w tym roku wszystkie pięciolatki. W efekcie szkoły zmuszone są wprowadzać systemy zmianowe. W stargardzkiej podstawówce dzieci chodzą do zerówki na dwie zmiany. Pierwsza rozpoczyna zajęcia o godz. 7.30 i kończy o godz. 12.30, druga zaczyna po 12.30 i kończy o 16.30. O ile pierwsza zmiana nie jest tak bardzo uciążliwa dla maluchów, bo po południu większość z nich zostaje do godz. 16.00 na świetlicy, to już dzieci, które w planie lekcji mają drugą zmianę, często rano przychodzą do szkoły na świetlicę, a zajęcia rozpoczynają dopiero po południu. Rodzice martwią się, czy tak małe dzieci są w stanie cokolwiek z tych zajęć skorzystać.

Utrudnień, z jakimi muszą zmierzyć się dzieci oraz ich rodzice, jest więcej. Na internetowym profilu Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców aż kipi od emocji i żalu. Rodzice z różnych stron kraju piszą, że dzieci za wcześnie rozpoczynają zajęcia, za późno je kończą, w niektórych placówkach klasy liczą nawet 28 osób. W niektórych brakuje nawet krzesełek i ławek. Standardem jest również tylko jeden opiekun na całą grupę zerówkową. Oznacza to, że dzieci nie mogą liczyć na pomoc w czynnościach higienicznych, same chodzą do często bardzo oddalonych toalet.

Rodzice są przerażeni chaosem panującym na szkolnych korytarzach. Nie są spokojni o swoje dzieci. Twierdzą, że mogą one wyjść ze szkoły same, przez nikogo niezauważone. Niektóre placówki, aby powiększyć swoje możliwości lokalowe, zdecydowały się na postawienie specjalnych kontenerów, w których uczą się najmłodsi. Takie rozwiązanie przyjęto np. w Szkole Podstawowej nr 3 im. Małego Powstańca w Ząbkach. W tym roku szkolnym dzieci zerówkowe uczą się w kontenerze piętrowym, postawionym na dziedzińcu szkolnym.

Rodzice dzieci z różnych szkół sygnalizują też brak oddzielenia podstawówki i gimnazjum w jednym budynku. W efekcie najmłodsi muszą się odnaleźć na korytarzach pełnych o wiele starszych uczniów, co naraża je na stres i nie ma co ukrywać – również na niebezpieczeństwo.

Jeśli rodzice zauważą tego typu nieprawidłowości, powinni interweniować u dyrekcji szkoły, a także w MEN i kuratorium oświaty.

Izabela Borańska-Chmielewska

Nasz Dziennik