logo
logo
zdjęcie

Dr Tomasz M. Korczyński

Korupcja polityczna

Czwartek, 25 września 2014 (22:31)

Przeciętny obserwator życia publicznego może nie nadążyć za rewelacjami, jakie nas bombardują od rana do wieczora z udziałem czołowych polityków Platformy Obywatelskiej. Powtarzałem to kilka razy, ale znów muszę to przypomnieć: sytuacja w PO jest analogiczna do schyłku SLD, gdy afera goniła aferę. Skandale korupcyjne i quasi-korupcyjne kwitną, dwór Tuska syty i zadufany w swoją niekończącą się moc urządza uczty na oczach głodujących widzów, zwykłych Polaków, którzy zniesmaczeni dowiadują się, jak wygląda kuchnia rządu, ogony i poliki wołowe, drogie wina, kubańskie cygara, pięciogwiazdkowe hotele, a wszystko na koszt podatników.

Tłusty nasycony polską krwią peowski kleszcz dalej pasożytuje na chorej tkance naszego Narodu. Niestety, organizm jest na tyle zakażony, że Polacy cierpiący na upolitycznioną, ideologiczną boreliozę, wydają się rzeczywiście nie dostrzegać patologii, jaka toczy struktury naszego państwa i nadal w swej ślepocie popierają PO. Poziom tego poparcia jest wciąż wysoki.

By się lepiej żyło…

Dla osoby, która Polskę kocha, żal i cierpienie są codziennymi uczuciami w diagnozowaniu stanu naszej Ojczyzny. Trudno bowiem przechodzić obojętnie wobec korupcji politycznej, jaka obecnie rozkwita. Wczoraj wspominałem Czytelnikom portalu NaszDziennik.pl m.in. o sutej rekompensacie za lata dewastacji kolei dla nowej minister transportu Marii Wasiak, która jako wiceprezes spółki PKP otrzymała ponad pół miliona złotych odprawy (zob. TUTAJ).

Sprawa Sławomira N. – przyjaciela i najbliższego współpracownika Donalda Tuska, a dziś doradcy Ewy Kopacz - jeszcze nie ucichła, a kolejny przyjaciel i najbliższy współpracownik premiera otrzymuje pracę w Orlenie, gdzie może zarabiać, bagatela, nawet do 2,5 mln złotych rocznie. Igor Ostachowicz został wynagrodzony za skuteczną służbę dla PO, czyli de facto za przyczynianie się od siedmiu lat do pauperyzacji i dewastowania Polski.

Bezkarność i cynizm tej ekipy wciąż nie osiągnęły dna i przekraczają kolejne granice smaku. Platforma Obywatelska to nieszczęście naszego kraju. Jej ludzie są bezkarni, wyniośli i butni. Mainstream ich broni, ociepla wizerunek, a ubożejące społeczeństwo polskie zmuszone jest oglądać uczty pańskie zza szyby.

Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że gdy dojdzie do upadku, to ten upadek znów odczują zwykli Polacy, nagle brutalnie przebudzeni ze snu o potędze, a ci, którzy do niego nas z pełną świadomością prowadzą, na pewno sobie poradzą w Brukseli czy w innych miejscach na świecie i życie na nowo ułożą, z dala od „dzikiego kraju” (patrz: Miro – najbliższy współpracownik Donalda Tuska i jego przyjaciel), „polskiego folkloru” i „polskiego syfu” (patrz: Graś – najbliższy współpracownik Donalda Tuska i jego przyjaciel).

Dno upadku moralnego jeszcze chyba nieosiągnięte, ale już dziś mogę z całym przekonaniem założyć, że rewelacji będzie więcej.

Jeżeli Polacy nie pójdą za głosem sumienia, nie obudzą się w porę z tego marazmu opętani i zaczadzeni Platformą Obywatelską, to koniec naszego kraju będzie bolesny. „Państwo teoretyczne” dostało się aktualnie w szpony - nie mogę uwierzyć w to, co piszę - najgorszej ekipy po 1989 roku. Osoby niekompetentne zarządzają naszym bezpieczeństwem, krajowym i zagranicznym, żeby wymienić tylko nazwiska Schetyny (szef dyplomacji!) oraz pani Piotrowskiej od MSW.

Media przez długie tygodnie zajmowały się konkursem piękności, analizując, kto obejmie jakie funkcje i stanowiska w nowym rządzie, ale nie poświęciły żadnej uwagi temu, jaki program, jakie zadania, jakie obowiązki mają nowi (starzy) rządzący pełnić i co dla kraju mają wypracować.

Narracja o „żelaznej damie” prysła jak bańka mydlana, gdy tylko ta „dama” odezwała się podczas pierwszego publicznego wystąpienia jeszcze jako kandydat na premiera. Kopacz to wstyd nie tylko na całą Polskę, ale obciach na świecie. Słaba przeciętniaczka stanęła dziś na czele rządu w Polsce, a jej priorytetem okazało się budowanie jedności w Platformie Obywatelskiej i zapewnienie sobie i swoim zwycięstwa w kolejnych wyborach. Żenujący i haniebny spektakl na Politechnice był raczej kongresem partii, a nie wystąpieniem premiera 40-milionowego Narodu.

Niemcy się cieszą, Rosjanie także. Polacy będą płakać.

Dr Tomasz M. Korczyński

Publicysta "Naszego Dziennika"

NaszDziennik.pl