logo
logo

Zdjęcie: arch/ -

Nacjonaliści przeciwko polskiej pisowni

Wtorek, 19 marca 2013 (21:13)

Prawie 17 tys. obywateli Litwy zaapelowało do władz o niezezwalanie na polską pisownię nazwisk oraz nazewnictwo miast i ulic, gdzie mieszkają Polacy, gdyż jest to „polonizacja”. Działacze polscy wskazują natomiast, że apel został podpisany przez niewielką liczbę osób, inspirowanych przez środowiska nacjonalistyczne, które chciałyby żeby innych narodowości na Litwie w ogóle nie było.    

Apel w sprawie „obrony litewskiego języka państwowego i integralności terytorialnej kraju”, został wręczony prezydent Dalii Grybauskaite i premierowi Algirdasowi Butkevicziusowi.

Inicjatorami jego wystosowania są znani od lat z antypolskich wypowiedzi przewodniczący Towarzystwa Vilnija (Wileńszczyzna) Kazimieras Garszva i Związku Narodowców Gintaras Songaila (na zdjęciu), a także posłowie: Rytas Kupczinskas, Vaclovas Patackas i Vytautas Juozapaitis.

W apelu domagają się m.in. by „władze kraju nie naruszały Konstytucji Litwy i ustawy o języku państwowym” i nie zniekształcały „poprzez polonizowanie” nazw ulic i miejscowości „etnicznych ziem Litwy”.

Protestują ponadto przeciwko planom zapisywania w formie oryginalnej polskich nazwisk w litewskich dokumentach oraz przeciwko wydawanej na Litwie Karcie Polaka. Apelują też o nieodraczanie realizacji decyzji o ujednoliceniu egzaminu maturalnego z języka litewskiego w szkołach litewskich i mniejszości narodowych. W tym ostatnim przypadku, chodzi o przyjętą w 2011 r. ustawę o oświacie, która dyskryminuje szkolnictwo polskie na Litwie.

Apel sprzeciwia się zatem postulatom zgłaszanym od wielu lat przez wchodzącą w rządzącą koalicję Akcję Wyborczą Polaków na Litwie. Obecny program rządu Litwy, przewiduje rozwiązanie konkretnych problemów, z którymi boryka się m.in. społeczność polska. Wśród nich jest zalegalizowanie podwójnej pisowni nazw miejscowości i ulic w rejonach zwarcie zamieszkanych przez mniejszości narodowe oraz oryginalnej pisowni polskich nazwisk w dokumentach, a także rewizję niektórych założeń krytykowanej przez Polaków ustawy o oświacie.

Liczba 17 tys. podpisów pod antypolskim apelem nie robi wrażenia na Stanisławie Pieszce, wiceprezesie Związku Polaków na Litwie. – My zebraliśmy aż 60 tys. podpisów pod zmianą ustawy o oświacie, ale reakcji pani prezydent na to nie było. Chodziło o to, żeby młodzież w polskich szkołach nie musiała w tydzień opanować materiału obejmującego dwuletnie nauczanie w litewskich szkołach – zaznacza Pieszko w rozmowie z Naszym Dziennikiem.pl.

Wiceprezes wskazuje także na absurd rozwiązania, by polskie nazwiska zapisywać litewską transkrypcją – Miałem pewną przygodę z tym związaną. Kiedy jechałem z Urugwaju do Argentyny, dysponowałem biletami zapisanymi po polsku na moje nazwisko. Natomiast w paszporcie moje dane osobowe są napisane transkrypcją  litewską. W związku z tym, nie chciano uznać mojego biletu, ponieważ pisownia się różniła. Np. w wersji litewskiej nie było spółgłoski „sz”. Uznano zatem, że bilet jest wystawiony na inną osobę – mówi Pieszko.

Według niego, należy zrobić porządek z pisownią. – Ale czy to ma oznaczać obowiązek wprowadzenia litewskiej transkrypcji do polskich nazwisk na całym świecie? – ironizuje wiceprezes.

Zauważa jednocześnie, że apel do prezydent i premiera powstał z pobudek nacjonalistycznych. – Takie osoby jak Songaila, razem  z konserwatystą Vytautasem Landsbergisem, chciałaby usunąć wszystkie mniejszości z Litwy – konkluduje.

Jacek Dytkowski, PAP

NaszDziennik.pl