Gmina Byczyna przyjmuje repatriantów
Gm. Byczyna (Opolskie) przyjęła w ub. roku 13 kolejnych rodzin repatriantów z Kazachstanu, Uzbekistanu i Gruzji; łącznie 41 osób. Od 2003 r. gmina ta przyjęła już w sumie 31 takich rodzin. Największy problem w ich adaptacji to słaba znajomość języka polskiego.
Sekretarz gm. Byczyna Maciej Tomaszczyk powiedział PAP, że 13 rodzin repatriantów sprowadzonych zostało w ramach realizowanego od 2013 r. tzw. projektu Polanowice. Gmina realizuje go we współpracy z wojewodą opolskim i starostą kluczborskim. Tomaszczyk zaznaczył, że jest to jedna z większych repatriacji, bo dotyczyła jednorazowego zaproszenia w sumie 14 rodzin.
– Pierwsza z tych rodzin przyjechała do nas w kwietniu 2014 roku, na ostatnią jeszcze czekamy. Prawdopodobnie przyjedzie w pierwszym kwartale tego roku – podkreślił.
Wszyscy zaproszeni w ramach projektu Polanowice repatrianci dostali – zgodnie z ustawą o repatriacji z 2000 r. – wyremontowane i wyposażone przez gminę mieszkania w budynku dawnego zespołu szkół w Polanowicach. Gmina odkupiła go od powiatu i wyremontowała w nim – w 2013 i 2014 roku – 19 mieszkań. Według Tomaszczyka czternaście mieszkań wyremontowano i wyposażono z pieniędzy z budżetu państwa przewidzianych na repatriację.
Pozostałe 5 mieszkań wyremontowano z pieniędzy gminy (za ok. 350 tys. zł) i przeznaczono je na mieszkania komunalne dla mieszkańców.
Pytany o proces adaptacji sekretarz gminy Byczyna wskazał, że największym problemem, utrudniającym repatriantom i ich rodzinom przystosowanie się do nowych warunków, jest brak znajomości języka polskiego lub jego słaba znajomość. To z kolei – mimo iż duża część repatriantów to osoby ze średnim lub wyższym wykształceniem oraz doświadczeniem zawodowym – utrudnia znalezienie pracy odpowiadającej ich aspiracjom.
– Przy braku znajomości języka proponujemy tym ludziom zatrudnienie najczęściej jako pracownikom fizycznym – zaznaczył Tomaszczyk. Jak dodał, choć ze wszystkich rodzin przyjętych w ostatnich 11 latach przez gminę większość ich członków ma pracę, to zdarzyło się już kilka przypadków wyjazdów niezadowolonych z oferowanych warunków repatriantów „za lepszym życiem”. Jedna z rodzin przeniosła się np. do Poznania, inna wyjechała do Niemiec, a jeszcze inna do Rosji.
Dlatego – jak wyjaśniła PAP dyrektor Wydziału Spraw Obywatelskich i Cudzoziemców opolskiego urzędu wojewódzkiego Agnieszka Królikowska – prócz gwarantowanego repatriantom rządowego kursu adaptacyjnego i kursu języka polskiego, który odbywa się zazwyczaj w Lublinie – w Polanowicach zorganizowano dodatkowy kurs polskiego, również na prośbę samych repatriantów.
– Wojewoda opolski, by wyjść naprzeciw ich potrzebom, wszedł we współpracę z Wyższą Szkołą Zarządzania i Administracji w Opolu, która pozyskała na ten cel dofinansowanie unijne i prowadziła taki kurs języka polskiego w Polanowicach od października do grudnia ub. roku. Na początku zainteresowanie nim było bardzo duże, na koniec niestety znacznie spadło – dodała Królikowska.
Ponadto, by ułatwić repatriantom adaptację, służby wojewody zorganizowały cykl spotkań, na których omawiane były tematy wskazane przez repatriantów: pomoc społeczna, praca, opłaty czy np. uznawalność dyplomów.
Także sekretarz gminy podkreślał w rozmowie z PAP, że gmina stara się jak najbardziej pomagać przyjmowanym rodzinom. Np. odbiera te rodziny po przyjeździe z lotnisk czy dworców; zaopatrza ich mieszkania nie tylko w meble i wyposażenie, ale też w środki czystości i higieny oraz żywność na pierwsze dni; pomaga w tłumaczeniu czy wyrabianiu dokumentów i ubezpieczaniu, przyznaje jednorazowe zasiłki na start – z pieniędzy własnych i rządowych. Kontaktuje też, podobnie jak PUP, z potencjalnymi pracodawcami, którzy jeśli zdecydują się zatrudnić repatrianta na min. 2 lata, mogą otrzymać 45 tys. zł na utworzenie miejsca pracy.
– Mimo to niestety zdarzało się, że repatrianci kilkakrotnie odrzucali proponowane im zatrudnienie – powiedziała PAP Królikowska.
Zaznaczyła jednocześnie, że każda rodzina, zanim przyjedzie do Polski, w polskim konsulacie ma przedstawiane wszelkie informacje na temat miejsca, do którego może wyjechać – np. gdzie i w jakich warunkach będzie mieszkać, jakie są szacowane koszty utrzymania w tej miejscowości itp.
Sekretarz gminy Byczyna uważa, że po kilkunastu latach realizacji ustawy o repatriacji przez gminę istnieje potrzeba jej nowelizacji. Tłumaczył, że dobrym pomysłem byłby np. na początek czasowy, jednoroczny pobyt jednego z członków rodziny repatrianta w gminie, np. na staż w pracy. Zdaniem Tomaszczyka, dałoby to szansę na poznanie warunków, w jakich ostatecznie repatriant i jego rodzina mieliby zamieszkać, poznania pracy i środowiska.
Sprowadzanie rodzin przez samorządy odbywa się w oparciu o ustawę o repatriacji z 2000 r. Według jej zapisów gmina, która zapewnia repatriantowi i jego rodzinie mieszkanie oraz zobowiąże się do zawarcia umowy nadającej mu tytuł prawny do tego lokalu na czas nieokreślony, otrzymuje dotację z budżetu państwa. Pieniądze mogą dostać gminy, które nie określiły imiennie zapraszanych repatriantów. Anonimowe oferty gmin są rejestrowane w bazie Rodak i przydzielane rodzinom, zgodnie z kolejnością wpływu wniosków o wydanie wizy repatriacyjnej.
Według informacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, na dzień 9 stycznia na repatriację do Polski oczekuje ok. 2600 osób.
RP, PAP

