logo
logo

Zdjęcie: Rufus46 / Licencja: CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Inauguracja bez Lewandowskiego

Czwartek, 11 stycznia 2018 (21:37)

Robert Lewandowski (Bayern Monachium) jest już zdrowy, ale nie zagra w jutrzejszym meczu Bundesligi z Bayerem Leverkusen.

Lewandowski – najlepszy obecnie strzelec Bundesligi, wybrany niedawno przez prestiżowy magazyn „Kicker” najlepszym zawodnikiem z pola ligi niemieckiej, przygotowywał się do rundy wiosennej z dużymi przygodami. Przez uraz rzepki nie mógł przez pewien czas trenować razem z kolegami, pracował indywidualnie, na szczęście leczenie przebiegało sprawnie, bez żadnych komplikacji. We wtorek „Lewy” dołączył do zespołu i wydawało się, że będzie brany pod uwagę przy ustalaniu składu na pierwszy w 2018 roku oficjalny mecz Bawarczyków – a dokładnie, jutrzejszy z Bayerem Leverkusen. Trener Bayernu Jupp Heynckes znany jest jednak z tego, że nie szafuje zdrowiem podopiecznych i woli pewne sprawy kilka razy przemyśleć, niż podjąć szybką i niepewną przy okazji decyzję. Dziś to się potwierdziło, utytułowany szkoleniowiec potwierdził, że mistrzowie Niemiec rundę wiosenną rozpoczną bez polskiego napastnika. – Nie ma sensu ryzykować, lepiej być ostrożnym – powiedział Heynckes wiedzący doskonale, że Lewandowski – w pełni zdrowy, w formie – będzie mu niezwykle potrzebny, ale głównie na najważniejsze boje sezonu. Obecnie Bayern z dorobkiem 41 punktów prowadzi w tabeli Bundesligi i ma 11 „oczek” przewagi nad Schalke 04 Gelsenkirchen oraz 13 nad Borussią Dortmund, Bayerem Leverkusen, RB Lipsk i Borussią Moenchengladbach.

Wiele na to wskazuje, że na nieobecności Lewandowskiego skorzysta Sandro Wagner, który dołączył do zespołu w przerwie zimowej z Hoffenheim. To wychowanek Bayernu, uważany swego czasu za wielką nadzieję niemieckiego futbolu. Kariery, takiej na miarę oczekiwań, jednak nie zrobił, w pierwszej drużynie Bawarczyków wystąpił do tej pory tylko cztery razy, po czym rozpoczął wędrówkę po klubach Bundesligi. Ostatnio, w Hoffenheim, radził sobie dobrze, na tyle, że za 13 milionów euro wrócił do Monachium.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl