logo
logo

Zdjęcie: Steindy/ Licencja: CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Trzy lekcje. Teraz wnioski

Poniedziałek, 30 października 2017 (14:48)

Polscy piłkarze ręczni na towarzyskim turnieju Bygma Golden League w Danii doznali trzech porażek, ale zebrali mnóstwo doświadczeń, które – miejmy nadzieję – zaprocentują w przyszłości.

Taki scenariusz nie był oczywiście żadnym zaskoczeniem czy rozczarowaniem. Biało-Czerwoni są w fazie budowy, zespół w ostatnich miesiącach przeszedł niesamowitą metamorfozę, z występów w nim zrezygnowało wielu znakomitych, utytułowanych zawodników, których ot tak, w jednej chwili zastąpić się nie dało. Do tego w duńskiej imprezie rywalami naszych byli najlepsi z najlepszych, czyli mistrzowie olimpijscy oraz mistrzowie i wicemistrzowie świata. Na ich tle Polacy mogli przekonać się, w jakim są aktualnie miejscu, czego im brakuje, co muszą w pierwszym rzędzie poprawić…

I zaczęli od lekcji bardzo bolesnej. Jeszcze przez kwadrans potyczki z Francją radzili sobie bardzo dobrze, głównie dzięki kapitalnie interweniującemu Piotrowi Wyszomirskiemu. Nasz bramkarz w tym okresie obronił aż trzy rzuty karne, ale potem i on nie mógł za wiele poradzić. Koledzy popełniali bowiem błędy w defensywie, w ataku nie trafiali i tak naprawdę wynik powiedział wszystko: 15:29. Była to klęska, klęska historyczna, bo tak wysoko z Trójkolorowymi nasi nie przegrali nigdy.

Ale się podnieśli, i to trzeba podkreślić. W następnym spotkaniu, z Danią, walczyli chwilami jak lwy. Znów opokę mieli w bramkarzu, tym razem Adamie Malcherze, grali ze zdecydowanie większą koncentracją i lepszym pomysłem. Po przerwie przegrywali 9:14, jednak w 51. minucie wygrywali 23:19 i byli krok od sprawienia sensacji. Ostatecznie nie dali rady, przegrali 25:26, ale pokazali, że nawet w starciu z tak mocnym rywalem są w stanie podjąć walkę.

Podobnie było w trzecim, ostatnim meczu – z Norwegią. Zaczęli go koszmarnie, od stanu 0:6 i 2:9, jednak się nie poddali. Uparcie odrabiali straty i na 10 minut przed końcem doprowadzili do remisu 23:23. Ba, mieli nawet szanse, by wyjść na prowadzenie, bo rywale wędrowali na ławkę kar, jednak ich nie wykorzystali, samemu popełniając proste, niepotrzebne błędy. I zamiast wygrywać, po kilku minutach znów przegrywali pięcioma golami i pięcioma przegrali cały mecz: 27:32.

Trener Piotr Przybecki przed tym turniejem nie ukrywał, że chodzi głównie o naukę i zbieranie doświadczeń. Że nasz młody zespół potrzebuje takich sprawdzianów, potrzebuje, często bolesnych, lekcji. – Dla nas 60 minut z zespołami klasy Francji czy Danii jest bezcenne. Pokazaliśmy, że potrafimy nawiązać z nimi walkę, ale mamy problemy z ustabilizowaniem gry i trzymaniem poziomu. Potrafimy bowiem zagrać świetne dziesięć minut, po czym następuje dziesięć minut fatalne, kiedy to rywale bezlitośnie wykorzystują nasze słabości – przyznał Piotr Chrapkowski, jeden z liderów kadry, brązowy medalista mistrzostw świata z 2015 roku.

Reprezentanci spotkają się po raz kolejny pod koniec grudnia, tym razem na towarzyskim turnieju w Gdańsku – z udziałem Bahrajnu, Białorusi i Japonii. W styczniu czeka ich kontrolny turniej w Hiszpanii, a w dniach 12-14 stycznia, w Portugalii, turniej prekwalifikacyjny do mistrzostw świata. Spotkają się w nim z gospodarzami, Cyprem oraz Kosowem, a z tego grona tylko jedna drużyna, najlepsza, awansuje do kolejnej rundy zmagań.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 21 listopada 2017 (21:29)

NaszDziennik.pl