logo
logo

Zdjęcie: Hannah McKay/ Reuters

Kubot i Melo na pewno najlepsi

Wtorek, 14 listopada 2017 (21:31)

To już pewne i nic tego nie zmieni – Łukasz Kubot i Brazylijczyk Marcelo Melo obecny sezon tenisowy zakończą jako debel numer jeden w świecie.

Polak i jego deblowy partner walczą obecnie w Londynie w turnieju ATP Finals – niezwykle prestiżowym, tylko dla najlepszych z najlepszych. Na jego inaugurację wygrali z Chorwatem Ivanem Dodigiem i Hiszpanem Marcelem Granollersem 7:6 (7-2), 6:4 i po wszystkim nie ukrywali zaskoczenia, gdyż zostali obdarowani efektownym pucharem dla najlepszego debla sezonu. Kubot z Melo rywalizację w stolicy Anglii zaczynali co prawda z najwyższym numerem, ale teoretycznie miano pierwszego debla świata mogli stracić na rzecz Henri Kontinena i Johna Peersa. Tymczasem okazało się, że Fin i Australijczyk, przegrywając swój pierwszy pojedynek w Londynie, stracili szansę na wyprzedzenie polsko-brazylijskiego „teamu”. Stąd puchar, stąd mała uroczystość, mała, bo ta główna przewidywana jest po zakończeniu ostatniego w roku turnieju.

– Nie ma co ukrywać, za nami kapitalny sezon. Wygraliśmy w nim aż sześć turniejów, w tym jeden najważniejszy, Wielkiego Szlema, mamy szansę na kolejny triumf. To naprawdę niesamowite osiągnięcia. Kosztowały nas mnóstwo pracy, ale praca przynosi owoce – powiedział Kubot. Ewentualny sukces w Londynie byłby wisienką na torcie, fantastyczną kropką nad i, lecz Polak wie, że podobne plany, cele i marzenie mają wszyscy, którzy w tym turnieju występują. – To impreza dla najlepszych. Wszyscy prezentujemy najwyższy, bardzo podobny poziom, zatem wszystko może się zdarzyć – podkreślił nasz tenisista.

Jutro para Kubot – Melo zmierzy się z amerykańskimi braćmi Bobem i Mikem Bryanami, którzy na inaugurację pokonali brytyjsko-brazylijski duet Jamie Murray, Bruno Soares 7:5, 6:7 (3-7), 10-8. Bracia z USA są najbardziej utytułowanym deblem ostatnich lat, mają na koncie mnóstwo wygranych turniejów, ale jutro to nie oni będą faworytami. – Wiemy o tym, podobnie jak wiemy o tym, że w przyszłym roku będzie nam trudniej, bo będziemy przystępować do rywalizacji w rolach faworytów, jak na liderów rankingu przystało. To wyzwanie, lecz się z nim zmierzymy – powiedział Kubot, potwierdzając jednocześnie, że najlepszy debel świata ma zamiar występować razem również w kolejnym sezonie. Na razie jednak do niego myślami nie wybiega, bo ma jeszcze coś do ogrania i wygrania w obecnym.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl