logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: CHRISTOPHE ARCHAMBAULT/ PAP/EPA

Zdecydowana wygrana koalicji Macrona

Poniedziałek, 19 czerwca 2017 (10:37)

Partia LREM prezydenta Emmanuela Macrona wraz z koalicyjną partią MoDem zdecydowanie zwyciężyły w niedzielę w II turze wyborów parlamentarnych we Francji, zdobywając co najmniej 301 miejsc w 577-osobowym Zgromadzeniu Narodowym – podało francuskie MSW po przeliczeniu 92 proc. głosów.

Według częściowych oficjalnych wyników opublikowanych przez ministerstwo partia La Republique en Marche (LREM) zdobyła 263 miejsca, a jej sojusznicze ugrupowanie MoDem 38. Większość bezwzględna w niższej izbie francuskiego parlamentu wynosi 289 mandatów.

Drugie miejsce w wyborach zajęli centroprawicowi Republikanie i ich sojusznicy, zdobywając zgodnie z dotychczasowymi danymi MSW 124 miejsca. Oznacza to, że będą w izbie największym klubem opozycyjnym.

Sukces wyborczy pozwala LREM i MoDem na sformowanie rządu, który będzie mógł wdrożyć reformy zapowiedziane w programie wyborczym Macrona, począwszy od reformy kodeksu pracy. Oznacza także odsunięcie od władzy tradycyjnych dużych partii na prawicy i lewicy, które do tej pory na przemian sprawowały władzę we Francji.

Poniedziałkowe francuskie gazety bardzo podobnie komentują wyniki wyborów parlamentarnych, wskazując, że niedzielna druga tura zagwarantowała prezydentowi Emmanuelowi Macronowi parlament, o jakim nowy szef państwa marzył.

„Macron ma izbę tylko dla siebie” – to tytuł w „Liberation”, „Absolutna większość, absolutna odpowiedzialność” – pisze „Le Figaro”, a ekonomiczny „Les Echos” stwierdza: „Macron – koniec świata w 340 dni”, nawiązując do słów obecnego prezydenta z lipca 2016 roku.

Dziennikarze „Liberation” Nathalie Raulin i Guillaume Gendron zauważają, że „pozory pluralizmu w Zgromadzeniu Narodowym (izbie niższej parlamentu) zostały zachowane, a hegemonia ruchu (prezydenta) zrelatywizowana, nie zmniejszając jego możliwości manewru”.

„Oprócz stworzenia pozorów opozycji, druga tura zagwarantowała Macronowi parlament, o jakim marzył: odnowiony, sfeminizowany i przede wszystkim posłuszny. Gotowy zatwierdzać reformy Macrona bez kręcenia nosem” – oceniają.

„Większość mniej przygniatająca” – zauważa z kolei katolicki dziennik „La Croix”. „Nigdy jeszcze w V Republice Zgromadzenie Narodowe nie było tak źle wybrane. Do urn poszedł mniej niż co drugi wyborca” – pisze komentator dziennika Jean-Christophe Ploquin. „To prawda, że przeciwnicy prezydenta nie zmobilizowali się w te dwie niedziele (wyborcze), ale nie znaczy to, że przyjęli jego wizję Francji ani że są gotowi zgodzić się na zapowiedziane przez niego przemiany” – dodaje.

Komentatorka „Les Echos” Cecile Cornudet nawiązuje do przemówienia Macrona z lipca zeszłego roku, w którym przyszły prezydent zapowiadał, że „zaczynamy pisać nową historię”. „Wraz z uzyskaniem mocnej większości o całkowicie nowym obliczu Emmanuel Macron wieńczy dzieło zastąpienia jednego systemu politycznego przez inny system” – ocenia.

Jej kolega redakcyjny zastanawia się, „do czego służyć będzie ten przewrócony do góry nogami parlament” i podkreśla, że „wyzwanie polega na wprowadzeniu w życie zobowiązania głowy państwa do uskutecznienia działań parlamentu i zrównoważeniu jego roli”.

Redaktor naczelny „Le Figaro” Alexis Brezet, nie kładąc nacisku na historycznie niską frekwencję wyborczą, używa metafory tsunami, aby określić „rewolucję En Marche (poprzednia nazwa ruchu Macrona), w którą nikt nie chciał wierzyć”. „Lewica, prawica, radykałowie, wszystkie pomniki, które od dziesięcioleci wyznaczały drogę polityczną kraju […] są poważnie osłabione” – ocenia.

„Na gruzach tego »starego świata« głęboko odnowione pokolenie polityków bierze ster władzy prawodawczej, tak samo jak wczoraj wzięło ster rządu. Jest to w historii tych instytucji od 1958 roku (powstania V Republiki) wydarzenie bez precedensu” – podsumowuje szef „Le Figaro”.

RP, PAP

NaszDziennik.pl