logo
logo

Zdjęcie: Arch. E.Hanter/ -

W służbie Maryi

Sobota, 1 marca 2014 (02:00)

W każdą pierwszą sobotę miesiąca, w latach 1948-1981, Najświętsza Panna w niezwykły sposób spełniała swoją obietnicę szczególnej obecności podczas 15-minutowego rozważania, dyktując Barbarze Kloss myśli do medytacji. Anatol Kaszczuk tak się wyraził o tych rozmyślaniach: „Stolica Mądrości chciała mądrość różańcową wylać na Polskę, a przez Polskę na cały świat”. Kim była Barbara Kloss?

Hanna Barbara Otylia Kloss urodziła się 23 czerwca 1902 roku w Brzezinach koło Łodzi. Ojciec jej, Wacław, był najpierw założycielem i rektorem Szkoły Realnej w Łodzi, a potem dyrektorem Gimnazjum Władysława IV w Warszawie. Matka – Helena Emma z domu Golc, była również bardzo wykształconą osobą. Barbara pragnęła iść w ślady swego ojca i zajmować się pracą pedagogiczną. Była bardzo zdolną uczennicą. Potrafiła w ciągu jednego roku przerobić program dwóch klas gimnazjum.

Ukończyła filologię na Uniwersytecie Warszawskim, zdobyła dyplom w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego, była zaawansowaną studentką Konserwatorium Muzycznego i rozpoczęła pracę w prywatnym Gimnazjum Heleny Rzeszotarskiej w Warszawie. Jednak w 26. roku życia zachorowała na gruźlicę kości, która przykuła ją do łóżka na 17 lat. Przeszła nieudaną operację i liczne zabiegi, które przyniosły jej jeszcze więcej cierpienia. Przyjaciele odprawiali różne nowenny o jej uzdrowienie. Pewnej nocy sekretarz Wacława Klossa Antoni Panufnik miał widzenie (pół we śnie, pół na jawie). Wydawało mu się, że wszedł do pokoju, gdzie leżała Barbara, a ona na jego widok usiadła na łóżku (czego nie robiła od kilku lat) i powiedziała: „Panie Antoni kochany, ja już siedzę”. A on się odezwał: „Niech będzie uwielbione Miłosierdzie Boże”. Wtedy Barbara wstała, podeszła do niego i rzekła: „Panie Antoni, ja już chodzę”. Za chwilę uklękli razem na środku pokoju i powiedzieli: „Niech będzie uwielbione Miłosierdzie Boże”. Dopiero w tym momencie pan Panufnik zobaczył s. Faustynę, która na niego długo i przenikliwie patrzyła.

Ustalono, wspólnie ze spowiednikiem i przyjaciółmi, że będą modlić się o cud uzdrowienia Barbary za przyczyną s. Faustyny dla uwielbienia Miłosierdzia Bożego i o ustanowienie Święta Miłosierdzia Bożego. A jeśli Bóg okaże, że Jego wola jest inna, to Barbara ofiaruje cierpienia w tej intencji. Zaczęto odprawiać nowennę za nowenną w sposób ciągły. Tymczasem stan chorej się pogarszał. Doszło do gruźliczego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych i agonii. Cierpienia Barbary były tak straszne, że lekarz nakłaniał jej matkę do dokonania eutanazji. Ta jednak stanowczo się sprzeciwiła. Ku zdumieniu lekarza umierająca wyzdrowiała z zapalenia opon mózgowych. Jednak w dalszym ciągu nie mogła chodzić. W takim stanie przeżyła z matką piekło Powstania Warszawskiego (ojciec umarł wcześniej). Uważała, że był to następny cud. 15 sierpnia 1945 roku Barbara poczuła wewnętrzny nakaz: „Teraz wstań!”. Bez żadnej trudności wstała i poszła do kościoła, aby podziękować za całkowite cudowne uzdrowienie. Dowiedział się o tym ks. Michał Sopoćko. Przyjechał do Barbary i kazał jej złożyć świadectwo na piśmie do kurii na ręce kardynała Augusta Hlonda. Barbara Kloss zrobiła to wobec jego sekretarza ks. Baraniaka, dołączając dokumentację lekarską.

Posłańcy Maryi

Po wojnie w warunkach systemu komunistycznego nie chciała powracać do zawodu nauczycielki polonistki w szkole państwowej. Ukończyła więc Prymasowski Kurs Katechetyczny i została katechetką.

Jesienią 1948 roku Opatrzność Boża zetknęła Barbarę z Anatolem Kaszczukiem, posłańcem Legionu Maryi z Irlandii do Polski. W czasie organizowania Legionu w Lublinie doradzono Anatolowi: „Sprawa ta wymaga wielkiej modlitwy i wielkiego cierpienia, damy ci adres duszy wybranej w Warszawie, powiedz jej o Legionie”. Od tej pory Barbara Kloss stała się duchową opiekunką dzieł prowadzonych przez Anatola Kaszczuka. W 1950 roku poznała ks. Stanisława Proszaka, który przyjechał do Warszawy w poszukiwaniu katechetów. Był to wybitny kapłan, kierownik charyzmatyków i egzorcysta. Gdy dowiedział się o cudownym uzdrowieniu Barbary i zorientował się, że jest to dusza mistyczna, nakłonił ją, aby przyjechała do pracy w kilku szkołach położonych w jego parafii w Białym Kościele. Po likwidacji Legionu Maryi dołączył do nich Anatol Kaszczuk, który podjął tam pracę katechety i kościelnego. Te trzy osoby, zjednoczone pragnieniem służenia Matce Bożej w duchu świętego niewolnictwa, tworzyły (jak się same wyrażały) „jeden dzwon o trzech sercach”: ks. Stanisław Proszak – kapłan, Anatol Kaszczuk – apostoł świecki, i Barbara – dusza ofiarna.

Pierwsze soboty

Podczas pierwszego spotkania z Anatolem Barbara dowiedziała się od niego o nabożeństwie pięciu pierwszych sobót miesiąca. Od tej pory zaczęła je wiernie praktykować. Wtedy otrzymała kolejne posłannictwo. Najświętsza Panna spełniła w zadziwiający sposób obietnicę swojej obecności podczas piętnastominutowego rozmyślania pierwszosobotniego, przekazując za pośrednictwem wybranego i oczyszczonego przez cierpienie narzędzia myśli do medytacji. Barbara słyszała wewnętrzny głos i zapisywała. Potem zawsze dawała do sprawdzenia swoim spowiednikom, a w ostatnich latach ks. bp. Zbigniewowi Kraszewskiemu, który odwiedzał ją i udzielał sakramentów. Cechowała ją bojaźń Boża, aby w tych sprawach nie ulec złudzeniu.

Stany mistyczne Barbary były otoczone tajemnicą, nie wiedzieli o tym nawet najbliżsi. Jej największy przyjaciel Anatol Kaszczuk zebrał 313 rozmyślań i postarał się, aby były wydrukowane. Pierwszy tomik (111 rozmyślań) został wydany w 1971 roku przez Księży Marianów w Londynie. Na następne 105 rozmyślań imprimatur wydała kuria warszawska w 1975 roku. W 1999 r. Wydawnictwo „Michalineum” wydrukowało w dwóch tomach wszystkie „Myśli różańcowe”.

Anatol Kaszczuk, który mieszkał z Barbarą Kloss przez ostatnie 30 lat jej życia w Szymonowie w pobliżu Ostródy, tak się wyraził o tych rozmyślaniach: „Stolica Mądrości chciała mądrość różańcową wylać na Polskę, a przez Polskę na cały świat”.

Barbara Kloss nigdy już nie chorowała na gruźlicę kości, ale przyjmowała jeszcze większe krzyże w różnych intencjach Kościoła i Papieża. Były to niezliczone ciężkie choroby, prześladowania, oszczerstwa… Ostatnie 5 lat chorowała na gościec zniekształcający i była znowu unieruchomiona. Zmarła 15 stycznia 1981 r. i została pochowana na cmentarzu w Miłomłynie niedaleko Morąga.

Miałam tę łaskę osobiście poznać Barbarę Kloss w 1978 roku. Byłam pod wielkim wrażeniem radykalizmu ewangelicznego, jaki zobaczyłam u niej. Pomimo ogromnego bólu spowodowanego gośćcem promieniowała pogodą, rozweselała innych inteligentnymi dowcipami. Podziwiałam jej wybitny umysł i nadprzyrodzoną mądrość, skupienie. Gdy widziałam się z nią ostatni raz, byłam (niechcący) świadkiem jej ekstazy.

Jestem w Różańcu

Na koniec chciałabym przytoczyć chociaż kilka krótkich myśli danych nam przez Matkę Bożą za pośrednictwem Barbary Kloss.

„Jestem cała w Różańcu, tam Mnie szukajcie, tam Mnie znajdziecie”.

„Różaniec ma odrodzić świat. Różaniec ma połączyć otwartą ziemię z niebem i mieszkańców ziemi między sobą – jak wielkim ogniwem. Różaniec tam, gdzie jest odmawiany, przyciąga specjalną opiekę i szybką pomoc tych, co są w niebie. Z największą radością w połączeniu z tym, który przyniósł Maryi pierwsze AVE – powtarzają oni Ave, Ave, Ave Maryja.

A teraz wolno przejdźcie w myśli wszystkie tajemnice od Mego FIAT radosnego, poprzez FIAT najboleśniejsze, aż do najpokorniejszego, w chwalebnych tajemnicach, których koroną jest Moje ustawiczne Magnificat. To Mój testament dla was! Ale testament żywy, bom Ja w tych tajemnicach żywa i obecna. Patrzę, jak wy to przyjmujecie, jak postępujecie i ile w każdym dziecku jest Mnie, Mej spuścizny”.

„Różaniec jest hasłem do boju z zapewnionym zwycięstwem”.

„Różaniec dlatego jest z takimi oporami przyjmowany, że jest taki prosty. Dlatego często nim gardzą lub podnoszą mnóstwo zastrzeżeń. Różaniec ma być ustawicznie odmawiany, bo w tym jest ustawiczne praktykowanie Dzieła Odkupienia zawartego w mocy danej tajemnicy”.

Ewa Hanter

Nasz Dziennik