logo
logo
zdjecie

Zdjęcie: nn/ Wikipedia

Profanowanie Biblii bezkarne

Piątek, 20 lipca 2012 (06:28)

Chrystianofobia staje się ogólnoświatową modą, a jej krytykowanie paradoksalnie zaczyna uchodzić za dyskryminujące. Po raz kolejny doszło do publicznego sprofanowania Biblii i po raz kolejny nikt z grona, z jakiego wywodzi się prowokator, nie uznał za stosowne, by to działanie potępić. Tym razem podarcia księgi Nowego Testamentu dopuścił się izraelski członek parlamentu.

Michael Ben-Ari, członek izraelskiej Unii Narodowej zasiadający w Knesecie, publicznie podarł i wyrzucił do kosza część Biblii zawierającą Nowy Testament. Jak przekonywał, uczynił to, żeby zaprotestować przeciwko upowszechnianiu tej "nikczemnej księgi".

Egzemplarz trafił do jego skrzynki pocztowej w miniony poniedziałek za sprawą izraelskiego Towarzystwa Biblijnego, które rozsyłało nowe wydanie Biblii do wszystkich deputowanych tamtejszego parlamentu. W liście dołączonym do przesłanej Księgi Victor Kalisher, dyrektor wydawnictwa, napisał m.in., że "nowe wydanie rzuca światło na święte pisma i pomaga w ich zrozumieniu". Dodał, iż ma nadzieję, że "książka ta będzie pomocą i światłem na drodze życia".

Przesyłka tak bardzo zirytowała Ben-Ariego, że nie zważając na bluźnierczy charakter aktu, podarł Nowy Testament i pełen wściekłości oświadczył, że "ta odrażająca książka propagowała mordowanie milionów Żydów za czasów inkwizycji oraz autodafe. To potworna prowokacja ze strony Kościoła; nie ma wątpliwości, że miejsce tej książki oraz osób, które ją wysłały, jest na śmietniku historii".

Warto pamiętać, że ten sam deputowany w 2009 r. w liście otwartym skierowanym do władz napisał, że przyjęcie Benedykta XVI w Izraelu byłoby obrazoburczym aktem ze względu na pamięć o ofiarach holokaustu...

Ben-Ari nie jest pionierem, gdy idzie o bezczeszczenie Pisma Świętego w Ziemi Świętej. 20 maja 2008 r. izraelski dziennik "Maariv" prezentował zdjęcia, na których ówczesny wicemer Or Yehudy, niewielkiej miejscowości pod Tel Awiwem, publicznie palił Nowy Testament. Jak relacjonował wspomniany dziennik, "do zdarzenia doszło na placu przed synagogą w obecności setek uczniów religijnej szkoły żydowskiej".

Znamienne, że żaden rabin nie potępił wówczas tej profanacji. Doktor Efraim Zuroff, dyrektor Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie, powiedział jedynie, że "publiczne palenie Nowego Testamentu ma negatywne konotacje" i że "trzeba było znaleźć jakiś inny sposób na pozbycie się tej literatury".

Anna Bałaban

Aktualizacja 20 lipca 2012 (10:17)

Nasz Dziennik