zdjecie

Co roku śladami legionistów Marszałka Józefa Piłsudskiego maszerują setki młodych ludzi. Na czele komendant marszu szlakiem I Kampanii Kadrowej Jan Józef Kasprzyk (FOT. ARCH. J. KASPRZYKA)

Współcześni patrioci

Bogusław Rąpała

Na co komu potrzebna jest historia? – zdają się pytać zwolennicy ograniczenia liczby godzin tego przedmiotu w szkołach. Bo przecież dziś liczy się głównie znajomość języków obcych, konkretne, umożliwiające zdobycie dobrze płatnej pracy wykształcenie oraz siła przebicia. Jak wytłumaczyć myślącym wyłącznie w ten sposób, że to, czy będziemy żyli w dostatnim i dobrze zarządzanym kraju, zależy również od tego, czy będziemy znali swoją przeszłość? Spór dotyczący miejsca historii w naszym życiu jest więc sporem o kształt naszej przyszłości. Gdy państwo dobrowolnie rezygnuje z przekazywania tej cennej spuścizny kolejnym pokoleniom, na wagę złota są inicjatywy służące odkrywaniu i przybliżaniu innym zapomnianych lub skazanych na zapomnienie kart naszej historii. Po to, abyśmy wiedzieli, skąd przychodzimy, kim jesteśmy i w którym kierunku mamy iść.

Co zamiast historii?

Od wielu lat w edukacji coraz wyraźniej widać tendencję do zdobywania wąskiej specjalizacji przy jednoczesnej rezygnacji z wiedzy ogólnej. Skutki takiego procesu można zaobserwować w Stanach Zjednoczonych, gdzie nawet, zdawałoby się, świetnie wykształcone osoby wykazują się rażącymi brakami z zakresu geografii czy też właśnie historii. Przekonał się o tym jakiś czas temu prof. Witold Kieżun, żołnierz Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego, a zarazem teoretyk zarządzania, którego jeden z wybitnych, amerykańskich ekonomistów wypytywał o sytuację na Sri Lance, będąc święcie przekonany, że Polska graniczy właśnie z tym krajem. Doświadczają tego również inni Polacy, gdy co jakiś czas słyszą w mediach o „polskich obozach koncentracyjnych” nawet z ust tak prominentnych polityków, jak prezydent USA Barack Obama.

Według prof. Kieżuna, proces ubożenia społeczeństwa w zakresie posiadanej wiedzy ogólnej, w tym wiedzy historycznej, nabiera tempa również w Polsce. Widzi to na przykładzie analizy programów nauczania w szkołach średnich oraz kolejnych roczników swoich studentów. – W pewnym sensie stajemy się barbarzyńcami, tzn. ludźmi niepotrafiącymi się odnieść do problemów wyższego rzędu ze względu na brak podstawowych wiadomości o świecie, historii i kulturze. Brak znajomości historii niesłychanie zubaża możliwość planowania przyszłości, ponieważ sytuacja, w jakiej żyjemy, jest wynikiem historycznego procesu. Nie mając o tym pojęcia, nie ustrzeżemy się błędów. Ktoś, kto chce uchodzić za człowieka świadomego i nowoczesnego, powinien znać historię – podkreśla prof. Kieżun.

A z tym jest coraz gorzej. I widać jak na dłoni, że istnieją grupy interesów, którym zależy na tym, aby Polacy byli jak najmniej świadomymi obserwatorami otaczającej ich rzeczywistości. Czołgi, obozy koncentracyjne, dziesięciolecia germanizacji i rusyfikacji nie zdołały wykorzenić w naszym Narodzie poczucia polskości. Czy dlatego więc niektóre środowiska próbują tego dokonać poprzez eliminowanie lub fałszowanie świadomości historycznej w społeczeństwie? Co symptomatyczne, dzieje się to przy jednoczesnym usuwaniu wszelkich przejawów życia religijnego z przestrzeni publicznej. Odpowiadając na to pytanie, prof. Kieżun przypomina ideę jednego świata wyrażoną w konstytucji Związku Sowieckiego. Przewidywała ona, że po opanowaniu świata przez komunizm i wprowadzeniu świadomości socjalistycznej zgodnie z koncepcją Hegla zostaną zlikwidowane państwa. – Te tendencje wciąż są silne i typowe dla środowisk lewackich. Na szczęście nie przynoszą spodziewanego rezultatu – ocenia profesor.

Kto ty jesteś

Gdy nauczanie historii w szkołach zamiera, jeszcze więcej niż do tej pory zależy od nauczycieli tego przedmiotu. Na szczęście wielu z nich ma świadomość ciążącej na nich odpowiedzialności i stara się przekazywać swoim uczniom treści decydujące o kształcie ich stosunku do minionych wydarzeń, pokoleń oraz o poczuciu tożsamości narodowej.

Katarzyna Kaczyńska, nauczycielka historii w szkole podstawowej, prowadzi projekt o nazwie „Mały patriota”. W ten sposób od najmłodszych lat chce kształtować w swoich podopiecznych historyczną i patriotyczną świadomość. Dzieci we wrześniu otrzymały specjalne znaczki z białym orłem, które wpinają w ubranie przy okazji uroczystości szkolnych i rocznic państwowych. W każdym spośród dziesięciu miesięcy trwania projektu muszą wykazać się jakąś sprawnością, za co otrzymują specjalne naklejki. Za skompletowanie wszystkich czeka ich nagroda. Zaletą prowadzonego przez panią Katarzynę projektu jest również to, że włączają się w niego dorośli – rodzice uczniów, którzy pomagają swoim pociechom w wykonaniu wyznaczonych na dany miesiąc czynności.

I tak na przykład w listopadzie uczniowie mieli zadbać o zapomniane groby osób zasłużonych w walce o wolną Polskę, a w grudniu przygotowywali paczki świąteczne dla polskich dzieci na Ukrainie.

Nauczycielka twierdzi, że nie ma problemów z zainteresowaniem swoich podopiecznych historią. Po prostu wskazuje im ścisły związek przeszłości ze współczesnością. Lekcje w jej wydaniu mają uświadamiać uczniom, że historia trwa, a oni, uczestnicząc w sztafecie pokoleń, są jej częścią. Przypomina starą łacińską maksymę „Historia vitae magistra est”, czyli „Historia jest nauczycielką życia”. – Znając historię, nie popełniamy tych samych błędów – zwraca uwagę Kaczyńska.

Redukcję liczby godzin historii w szkołach przez obecnie rządzących tłumaczy opisaną przez pedagog prof. Eugenię Potulicką z Poznania neoliberalną wizją człowieka konsumenta, realizowaną w dzisiejszych programach kształcenia dzieci i młodzieży. – Są one przeładowane treściami faktograficznymi i nie pozostawiają czasu na dyskusję czy jakiekolwiek wątpliwości. Nie kładzie się w nich również należytego nacisku na rozumienie pojęć, prawidłowości i zasad, przez co nie wykształcają w uczących się zdolności krytycznego myślenia – wyjaśnia Katarzyna Kaczyńska. Jej zdaniem, neoliberałowie dążą w ten sposób do wykształcenia populacji, która pozwoli sobą manipulować przez oligarchię państwową i biznesową. – To programowy antyintelektualizm. Myślenie nie jest dziś w cenie, a znajomość historii wiąże się z oczytaniem i umiejętnością wyciągania wniosków. Dużo łatwiej jest rządzić ogłupionym społeczeństwem – dodaje nauczycielka.

Śladami bohaterów

Ważnym przejawem potrzeby odkrywania swojej historii przez Polaków, nawet wbrew obowiązującym trendom, jest rosnąca liczba historycznych grup rekonstrukcyjnych. Dziś w naszym kraju istnieje ponad pół tysiąca takich grup, w których działa co najmniej 100 tys. miłośników przeszłości. Pojawiające się nieraz w najmniej oczekiwanych miejscach osoby w strojach średniowiecznych rycerzy bądź żołnierzy Armii Krajowej zdecydowanie lepiej przemawiają do wyobraźni szeroko rozumianej opinii publicznej niż zawarte w podręcznikach suche fakty.

– Przez rok kompletowaliśmy buty, kurtki, rzemienie i rogatywki. Po raz pierwszy wystąpiliśmy w 2003 roku – tak początki grupy rekonstrukcyjnej „Żuawi Śmierci” wspomina jej szef Robert Matusik, na co dzień nauczyciel historii w Zespole Szkół Techniczno-Informatycznych w Busku-Zdroju. Drugim z założycieli jest Robert Osiński, naczelnik wydziału w Urzędzie Miasta i Gminy w Busku-Zdroju, prywatnie pasjonat historii regionu i militariów. Dziś o swoim oddziale mówią z dumą: – Jest tradycja, ciągłość pokoleń i jednolity mundur. Nazwa grupy została zapożyczona od jednego z najlepszych oddziałów wojskowych walczących w Powstaniu Styczniowym, wsławionym m.in. udziałem w bitwach pod Chrobrzem i Grochowiskami.

Większość z 25 współczesnych żuawów, a wśród nich uczniowie pana Roberta oraz kilku innych nauczycieli, trafiło tutaj metodą „zaciągu towarzyskiego”. – Zupełnie tak jak w XVII wieku – żartuje nauczyciel. Zajęli się odtwarzaniem realiów Powstania Styczniowego, bo – jak twierdzą – wśród grup rekonstrukcyjnych zajmujących się tematyką 1863 r. istnieje nisza.

Współcześni żuawi z Buska-Zdroju współpracują z innymi grupami rekonstrukcyjnymi, są zapraszani przez szkoły i biblioteki, biorą udział w sympozjach naukowych i odczytach. Nie ograniczają się jednak tylko i wyłącznie do działań związanych z Powstaniem Styczniowym. – Jeżeli nadarza się okazja, żeby się czegoś nauczyć, to z niej korzystamy – podkreśla Robert Matusik. Stąd też w swoim kalendarium mają również spotkania z kombatantami II wojny światowej oraz opiekę nad mogiłami żołnierzy II Rzeczypospolitej.

W minionym roku zgłosiło się dziesięciu rekrutów, pozostało czterech. W szeregach panuje porządek i dyscyplina. Uczestnictwo jest dobrowolne, ale gdy już ktoś się zdecyduje zaciągnąć, musi przestrzegać panujących w grupie zasad. Ot, chociażby tak prozaicznych, jak utrzymywanie w czystości swoich butów. Jeśli ktoś się nie stara, wówczas jest urlopowany. Dotyczy to głównie młodych żuawów. Po co to wszystko? – Kiedyś generał Robert Baden-Powell, twórca skautingu, powiedział, że makaronu nie da się pchać, trzeba go ciągnąć. Jeśli my nie zajmiemy się wychowaniem młodzieży, to nikt inny za nas tego nie zrobi – odpowiada Robert Matusik. On również jest zdania, że proces nauczania historii w szkołach nie zmierza w dobrym kierunku. – Ogranicza się zwłaszcza historię Polski. A tymczasem jeśli nie będziemy poznawali swojej przeszłości, nie będziemy pamiętali o powstaniach, to – mówiąc krótko – zejdziemy na psy – stwierdza dobitnie.

Żuawów z Buska można będzie zobaczyć w Warszawie 22 stycznia, podczas obchodów 150. rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego, gdzie przybędą na zaproszenie stołecznych grup rekonstrukcyjnych.

Przykładem innej, prężnie rozwijającej się grupy rekonstrukcyjnej jest Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych 1. Pułk Strzelców Podhalańskich AK. Tworzą je sympatycy trzech dziedzin: historii, rekonstrukcji i eksploracji. Swój wolny czas poświęcają na zbieranie materiałów źródłowych i relacji świadków dotyczących 1. PSP AK, organizację spotkań edukacyjnych i rajdów dla młodzieży, jak również udział w rekonstrukcjach. Nieformalnie stowarzyszenie działa od dwóch lat, formalnie od pół roku.

– Staramy się pokazywać żywą historię – mówi wiceprezes stowarzyszenia Janusz Jur. Jak wyjaśnia, większość ludzi nie ma pojęcia, że taka formacja w ogóle istniała, albo nie zna jej historii. – W Limanowej mamy ulicę Zygmunta Berlinga, a nie mamy ulicy Juliana Krzewickiego, dowódcy II batalionu 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK (batalionu limanowskiego) – zauważa pan Janusz.

Przed członkami stowarzyszenia jest więc długa i niełatwa droga. Przede wszystkim starają się dotrzeć do młodzieży. Jednym z elementów odkrywania tej historii są górskie wędrówki w poszukiwaniu śladów po partyzanckich kryjówkach. Członkom stowarzyszenia badającym losy noszących góralskie kapelusze i peleryny żołnierzy udało się odnaleźć m.in. miejsce, w którym znajdowała się ziemianka sztabu II batalionu 1. PSP AK.

Niedawno stowarzyszenie wystąpiło w reportażu „’Ogień’ i inni”, przygotowanym przez telewizję publiczną. Niestety, materiał o dowódcy oddziału podziemia antykomunistycznego Józefie Kurasiu i jego towarzyszach nie miał szansy dotrzeć do zbyt wielu odbiorców z tej racji, że został wyemitowany w późnych godzinach nocnych.

Wypełnianie białych plam

Na stałe w krajobraz imprez historycznych i patriotycznych wrósł Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej, upamiętniający formację utworzoną w 1914 r. przez Józefa Piłsudskiego. Każdego roku w sierpniu z krakowskich Oleandrów śladami legionistów wyruszają strzelcy, harcerze, uczniowie szkół noszących imię Marszałka, kawalerzyści z grup rekonstrukcyjnych oraz żołnierze Wojska Polskiego.

Na kończący się w Kielcach przemarsz składają się zawody sprawnościowo-sportowe ściśle połączone z edukacją historyczną i patriotyczną. – W programie znajdują się wykłady historyczne i spotkania przy ogniskach z uczestnikami walk o niepodległość, a także gry terenowe, marszobieg, zawody strzeleckie, kurs pomocy przedmedycznej. Taka formuła przyciąga młodych ludzi – wyjaśnia komendant marszu Jan Józef Kasprzyk. W minionym roku szlakiem strzelców Józefa Piłsudskiego maszerowało blisko 400 osób.

Związek Piłsudczyków, którego Jan Kasprzyk jest prezesem, organizuje również szereg konkursów literackich, recytatorskich i plastycznych poświęconych ważnym wydarzeniom historycznym. Są wśród nich takie, które polegają na projektowaniu gier komputerowych oraz komiksów o tematyce legionowej. W tym roku głównym tematem konkursów będzie Powstanie Styczniowe. – Staramy się mówić do młodzieży jej językiem, a więc opowiadać o historii, posługując się współczesnymi narzędziami – wyjaśnia Kasprzyk. Jak mówi, wszystkie te działania mają jeden podstawowy cel: budzenie ducha Narodu.

Otuchy dodaje fakt, że również środowiska akademickie nie zamierzają bezczynnie przyglądać się malejącym zasobom wiedzy historycznej w naszym społeczeństwie.

Ciekawą i godną naśladowania inicjatywą wykazała się Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, która w ramach prowadzonych przez siebie Akademickich Spotkań z Mistrzami organizuje od początku semestru letniego jednosemestralny kurs internetowy współczesnej historii Polski. Oferta skierowana jest nie tylko do studentów, ale do wszystkich, którzy chcieliby nadrobić zaległości wynikające z okrojonego programu nauczania w szkołach lub też z licznych przekłamań systematycznie serwowanych w największych polskich mediach, dotyczących głównie okresu PRL. Kurs będzie polegał na rozmowie z wykładowcą z wykorzystaniem platformy edukacyjnej Fronter. Na pierwszy ogień pójdą tematy obejmujące XX wiek: historia KL Warschau, stosunki państwo – Kościół w PRL, sprawa zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki, totalitaryzm komunistyczny w polskiej oświacie, tajni współpracownicy służb specjalnych PRL czy stan wojenny w Polsce. Poprzednie cykle Akademickich Spotkań z Mistrzami, np. z zakresu filozofii, zakończyły się pełnym sukcesem, dlatego organizatorzy są przekonani, że tak będzie również tym razem.