Radioaktywny wyciek

Piotr Falkowski

Wysoko radioaktywne i toksyczne odpady wyciekły z co najmniej sześciu podziemnych zbiorników na terenie kompleksu Hanford w stanie Waszyngton – poinformował gubernator Jay Inslee.

Zapowiedziano dodatkowy monitoring zbiorników. Władze stanowe twierdzą, że nie istnieje zagrożenie dla zdrowia publicznego.

Inslee ujawnił, że o wycieku z jednego ze zbiorników poinformował go w zeszłym tygodniu sekretarz ds. energii Steven Chu. Wyciek zauważono dopiero przy szóstym zbiorniku. Awaria pięciu pierwszych początkowo umknęła uwadze personelu, który błędnie analizował dane. Gubernator uznał, że „nasuwa to poważne pytania” o szczelność wszystkich zbiorników w Hanford. Chu zapewnił, że niezwłocznie rozpocznie się dodatkowy monitoring zbiorników.

Kompleks nuklearny koło miasta Hanford należy do Projektu Manhattan, w ramach którego skonstruowano pierwsze bomby atomowe. Produkcja ostatecznie zakończyła się tam w 1989 roku. Jak podkreśla agencja AP, przeciek świadczy o kolejnej porażce rządu federalnego w staraniach o zapewnienie bezpieczeństwa kompleksu, gdzie od lat 40. XX wieku przechowywane są odpady nuklearne z produkcji plutonu, który wytwarzano tam na potrzeby arsenału jądrowego. Dużą część zbiorników, w których składowane są wysoko radioaktywne ciecze, używa się znacznie dłużej niż zalecane 20 lat. Wszystkich jest 177. Z jednego z nich rocznie wycieka 560-1100 litrów cieczy, co stwarza zagrożenie dla wód gruntowych i rzek. Jak dotąd w pobliżu nie wykryto jednak podwyższonego poziomu promieniowania.

Rząd wydaje rocznie 2 mld dolarów na utrzymanie Hanford. W ubiegłym tygodniu Biały Dom ostrzegał, że jeśli 1 marca wejdą w życie automatyczne cięcia budżetowe w wysokości 85 mld dolarów, to resort energii straci 900 mln dolarów z programu bezpieczeństwa nuklearnego. Groziłoby to opóźnieniami programów zabezpieczania składowisk odpadów radioaktywnych w stanach Waszyngton, Tennessee, Południowa Karolina i Idaho.