zdjecie

Szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz jest adresatem skargi na „pozostawienie bez rozstrzygnięcia sprawy latających 7-metrowych elementów śmigła” (FOT. M. MAREK)

Wiatrak jak wyrzutnia

Prawie od pół roku Stowarzyszenie „Kochajmy Warmię” zabiega o zbadanie awarii w elektrowni wiatrowej w Korszach. Od śmigła oderwała się kilkusetkilogramowa część łopaty, przeleciała pół kilometra i spadła na pole uprawne

Adam Białous Białystok

Społecznicy w pismach słanych do inspektoratu budowlanego piszą o zagrożeniu bezpieczeństwa publicznego; najbliższe domy znajdują się pół kilometra od farmy. Natomiast ruchliwa droga krajowa 592 przebiega zaledwie o 115 metrów od najbliższego wiatraka.

Niedługo po oderwaniu się fragmentu śmigła Stowarzyszenie „Kochajmy Warmię” złożyło zawiadomienie do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Kętrzynie, wnosząc w nim o wszczęcie postępowania wyjaśniającego. Ze specjalistycznych wyliczeń wynika, że ważący kilkaset kilogramów fragment leciał z prędkością około 300 km/h, zasięg oszacowano na 700 metrów. – Tak duży i ciężki przedmiot, lecący z dużą prędkością, równie dobrze jak w pole, mógł przecież uderzyć w dom mieszkalny lub np. w jadący drogą autobus pełen ludzi – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Jacek Adamas, prezes stowarzyszenia. Autorzy pisma wnieśli do nadzoru budowlanego o wstrzymanie pracy wiatraków (na farmie Korsze stoi ich 19) do czasu ustalenia przyczyn awarii. – Chcieliśmy, aby sprawdzono pozostałe wiatraki pod kątem ich awaryjności, aby sytuacja się nie powtórzyła. Ale nikt się sprawą nie zajął, wiatraki nie zostały sprawdzone – tłumaczy Adamas. Inspektorat odpowiedział, że wprawdzie sprawa oderwania się części śmigła wiatraka na Farmie Wiatrowej Korsze jest mu znana, jednak nie rozpocznie w niej żadnego postępowania, bo wirnik z łopatami, w rozumieniu ustawy, nie jest urządzeniem budowlanym, a całe zdarzenie nie nosi znamion katastrofy budowlanej. – Z tej odpowiedzi wynika, że kontrolerzy mogą zajmować się najwyżej masztem i fundamentem wiatraka, natomiast wirnik i śmigła to nie ich sprawa. Okazuje się, że w Polsce nie ma odpowiednich urzędów, które zajmowałyby się tego typu awariami wiatraków – wskazuje nasz rozmówca.

Stowarzyszenie napisało więc skargę do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. „Pozostawienie bez rozstrzygnięcia sprawy latających siedmiometrowych elementów śmigła na odległość kilkuset metrów winno w sposób oczywisty mobilizować przedstawicieli urzędów nadzorujących do, właściwego dla powagi sytuacji, rozstrzygania, i to bez wnioskowania obywateli” – czytamy w skardze. Społecznicy wskazują też, co ich zdaniem mogło doprowadzić do niebezpiecznej awarii wiatraka, czyli „nadmierne zużycie w wypadku wiatraków, które trafiają do Polski po wyeksploatowaniu ich w krajach zachodnich”. Resort nie odpowiedział jeszcze na skargę.

Członkowie Stowarzyszenia „Kochajmy Warmię” powołują się na opinię prof. Grzegorza Pojmańskiego z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, w sprawie zagrożeń związanych z eksploatacją i awariami turbin wiatrowych. Wiele miejsca w opracowaniu poświęcono niebezpiecznemu zjawisku „rzucania” przez śmigła wiatraka nagromadzonego na nich lodu lub oderwanej części z wirnika i śmigieł wiatraka. „W przypadku awarii polegającej na urwaniu się fragmentu łopaty lub rozpadu wskutek rozkręcenia się turbiny powyżej prędkości konstrukcyjnej – nie można wykluczyć ciskania odłamkami na odległości powyżej kilometra” – czytamy w ekspertyzie. Swoją pracę profesor kończy ważną konkluzją: „Wobec realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego związanego z eksploatacją i awariami turbin wiatrowych oraz brakiem jakichkolwiek uregulowań prawnych w Polsce w tym zakresie, konieczne jest ich jak najszybsze opracowanie i wdrożenie”.