zdjecie

Michał Anioł, Chrzest Pański, fresk z Kaplicy Sykstyńskiej ()

Medytacja pierwszosobotnia – chrzest Jezusa w Jordanie

Matko, oto jestem!

Ks. Krzysztof Czapla

Jestem przy Twoim Sercu – o Niepokalana Matko – w ten szczególny dzień, który sama wybrałaś. Dziś bowiem pierwsza sobota miesiąca. Zatem dzień nadziei, którą niesiesz tym, którzy są w czyśćcu, ale też dzień miłości, którą ogarniasz cały świat – również grzeszników.

Słyszę bicie Twego Niepokalanego Serca, Matko, ale widzę również ciernie, które je otaczają i zadają Ci ból. Pragnę dziś choć jeden cierń wyciągnąć z Twego Serca. Wiem, że mogę to uczynić przez akt wynagrodzenia. Otwieram przed Tobą swe serce, pragnąc Ci towarzyszyć tą chwilą medytacji, by być z Tobą, by Cię pocieszyć, by współczuć razem z Twoim Sercem, Najświętsza Matko. Dlatego zapewniam Cię, iż pamiętam o intencji wynagradzającej, jest ona w moim sercu, wiem, jak wielkim jest ona darem i jak ważna jest ona w tajemnicy spotkania w pierwszą sobotę miesiąca.

Matko! Pragnę współczuć razem z Twoim Sercem. Zatem podążam za Tobą drogą tajemnic różańcowych, gdyż taka jest Twoja prośba. Dziś, stając przy Tobie, jestem nad Jordanem, gdzie Jezus, Twój Syn, przyjmuje chrzest.

Ewangelia Mateusza tak oto opisuje to wydarzenie. „Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: ’To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?’. Jezus mu odpowiedział: ’Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe’. Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się Niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: ’Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie’” (Mt 3, 13-17).

Czuję Twą boleść, Matko, i myślę, dlaczego cierpisz?

Oto Jezus prosi o chrzest. Jan zdaje się być zadziwiony i zdezorientowany, ale po chwili czyni zadość prośbie Twego Syna. I jeszcze głos z nieba, który potwierdza to, co usłyszałaś przy zwiastowaniu, iż Twe Dziecię będzie nazwane Synem Najwyższego. Słowa Archanioła wypełniają się. Wierzę i ufam, że Twoje „fiat”, Maryjo, nie miało nawet cienia wątpliwości, zatem to nie Ty potrzebujesz tych słów, lecz to mi są one potrzebne, by jeszcze bardziej wierzyć i kochać.

Dlaczego jednak Twe Serce cierpi, o Niepokalana? Stawiam sobie to pytanie, pragnąc ulżyć Twej boleści.

Skoro Syn Najwyższego, Twój Syn – Jezus Chrystus, prosi o chrzest, czy kiedykolwiek sakrament ten może być lekceważony przez człowieka? Jeśli sam Bóg, stając się człowiekiem, przyjmuje chrzest, czy może więc być on nic nieznaczącym obrzędem? Choć chrztu udziela człowiek poprzez prosty gest, to jednak w tym momencie dokonuje się coś o wiele więcej: otwierają się niebiosa, zstępuje Duch Święty, a Bóg Ojciec oznajmia: „Ten jest mój Syn umiłowany”.

Dziękuję Ci, Matko, że zabrałaś mnie nad Jordan, gdyż teraz zaczynają mi się otwierać oczy. Chrzest przyjąłem ja i jakże wiele moich sióstr i braci na całym świecie. Chrzest to początek drogi do Nieba, to najcenniejszy dar, jaki mogli ofiarować nam rodzice. Skoro sam Jezus prosi o chrzest, to czy człowiek może dziś powiedzieć: „nie chcę chrztu” lub „proszę mnie wykreślić z księgi chrztów”. A przecież to się dzieje! Jeśli matka dzieli się najcenniejszym darem ze swoim dzieckiem, a ono ten dar nie tylko lekceważy, ale bezcześci, czyż tym samym nie wbija ciernia w jej serce? O Serce Niepokalane! Przez chrzest wchodzę na drogę ku Niebu, ku wieczności, ku prawdziwemu życiu w Bogu. Czyż niczym cierń wbijany prosto w serce nie jest widok dziecka, które porzuca drogę wiary i zamiast wdzięczności kieruje słowa wyrzutu: „ja sam chcę decydować o sobie, ja sam chcę wybrać, nikt nie miał prawa bez mojej woli mnie ochrzcić”.

Matko Niepokalana! Oto sam Bóg prosi człowieka o chrzest i przez jego posługę otrzymuje ten dar. Czyż serce kochającej matki nie będzie boleć, gdy usłyszy, jak jej własne dziecko stwierdza: „po co mi Kościół, nie potrzebuję posługi kapłana, jak będę potrzebował, to sam będę sobie ’załatwiał’ sprawy z Panem Bogiem”. Niepokalana Matko Kościoła i Matko nasza – jakże wielki musi być Twój ból, kiedy Twoje dzieci w swojej pysze stawiają się nad Boga i gardzą Jego darami, sądząc, iż są im zbędne.

W czasie chrztu Twego Syna Jezusa w Jordanie słyszany był głos z Nieba. Czyż matka, której dziecko z pewnych przyczyn straciło słuch, nie cierpi? Skoro więc w doczesnym porządku brak słuchu u dziecka może być bólem dla matki, to co powiedzieć, jeśli dziecko nie słyszy w sumieniu głosu samego Boga, a nawet więcej, wcale nie zauważa tego braku. Matko o Sercu Niepokalanym, przecież to wszystko niczym cierń wbija się w Twoje Serce. Wierzę, bo tak uczy Kościół, iż największą troską Twego Niepokalanego Serca jest wieczne zbawienie wszystkich ludzi. Jeśli więc ból matki z powodu jednego syna czy córki może być tak wielki, to jaki jest ból Matki, która swym sercem ogarnia wszystkich ludzi. Jakże wiele jest tych, którzy żyją, jakby Boga nie było, którzy zapomnieli o swoim chrzcie, którzy wstydzą się tego, którzy chcą wymazać chrzest z historii swego życia. A jakie są tego konsekwencje? Czyż nie realna groźba wiecznego potępienia?

Bolejesz, Matko, nad losem swoich dzieci, ponieważ jeśli trwają w takim stanie, podążają drogą bardzo niebezpieczną. Matka z miłości podaje dłoń, napomina, a dziecko nie chce słuchać. Jaki ból musi być wówczas w sercu matki, która widzi niebezpieczeństwo, a dziecko odrzuca pomoc? Twoje spojrzenie, Maryjo, wykracza poza doczesność, poza ludzkie zmysły człowieka. Realność piekła jakże inna jest z Twojej perspektywy! Tak wielkiej trzeba było ofiary Boga, by każdy człowiek mógł się cieszyć owocami chrztu świętego, i to wszystko może zostać zmarnowane, wolą ludzi, w ogniu piekielnym. Nikt z ludzi nie uświadamia sobie całej konsekwencji tych słów, jedynie Ty, Matko.

Papież Pius XII, który w odpowiedzi na Twą prośbę w 1942 r. poświęcił świat Twemu Niepokalanemu Sercu, przypomniał całemu Kościołowi: „Rozum ludzki, zadufany w swoje siły, odmówił należnego Bogu posłuszeństwa. Ludzie zaniedbali religię, całkiem ją zlekceważyli. Nakazy religii odrzucili jako niegodne siebie i swoich czasów. Dążyli jedynie do wygód, do bogactw, do rozkoszy. To zemściło się, gdyż kiedy usunie się świętość i religię, następuje wielkie zamieszanie w życiu i gwałtowne zaburzenia. Zbłądzono, trzeba zawrócić. Były ciemności, trzeba światła prawdy. Ci, którzy odrzucili religię, niech teraz do niej wrócą. Obyczaje mają być uformowane według nauki Jezusa. Nauka ta ma objąć swoim wpływem jak najszersze objawy życia” (List do ks. kard. Magilione z dnia 25 kwietnia 1943 r.).

Niepokalana Matko, jeśli powiem, iż zaczynam rozumieć tę lekcję znad Jordanu, czy w ten sposób choć trochę Cię pocieszę? Pragnę na nowo odnowić swoje własne przymierze zawarte z Bogiem na chrzcie świętym, będę strzegł tego daru przez zachowywanie Bożych przykazań. Będą wołał Różańcem w intencji tych, którzy wstydzą się czy też wyrzekają się własnego chrztu.

Niepokalana Matko, dziękuję Ci za tę chwilę przy Twoim Sercu!