zdjecie

Wczoraj rano milicjanci przypuścili brutalny szturm na uczestników antyrządowych protestów (FOT. PAP/EPA A. FURMAN)

Pierwsze ofiary Majdanu

Co najmniej pięć osób zginęło w wyniku starć z milicją w centrum Kijowa

Łukasz Sianożęcki

Winą za śmierć demonstrantów ukraińskie władze obarczają opozycję, liderzy protestów na Majdanie Niepodległości twierdzą z kolei, że bezpośrednio odpowiedzialni za tragedię są prezydent Wiktor Janukowycz i szef MSW Witalij Zacharczenko.

Informacje o liczbie ofiar przekazali lekarze opiekujący się manifestantami. – Zabitych jest na razie pięć osób. Od północy rannych zostało 300 osób – powiedział Ołeh Musij ze służby medycznej Sztabu Sprzeciwu Narodowego, cytowany przez internetowy dziennik „Ukraińska Prawda”. Według relacji lekarza, ciała czterech ofiar noszą ślady ran postrzałowych klatki piersiowej, szyi i głowy. Prokuratura Generalna Ukrainy potwierdziła wcześniej dwa przypadki śmierci od broni palnej.

Oficjalnie jeszcze nie podano, jakie były przyczyny tych zgonów. Zdaniem opozycjonistów, ofiary zginęły od kul wystrzelonych przez funkcjonariuszy oddziałów specjalnych Berkut. Ale przedstawiciele rządu twierdzą, że to niemożliwe, bo żadna z jednostek, które operują w centrum Kijowa, nie została wyposażona w ostrą amunicję.

Wieczorem agencje poinformowały, że porwany ze szpitala w nocy z poniedziałku na wtorek aktywista Majdanu Jurij Werbycki został zakatowany na śmierć. Ciało 51-letniego mężczyzny odnaleziono w lesie pod Kijowem wraz ze zwłokami innego, niezidentyfikowanego dotychczas człowieka. Głowy ofiar były obwiązane taśmą klejącą.

Premier Ukrainy Mykoła Azarow nazwał manifestantów terrorystami i powiedział, że to ich należy winić za tak tragiczny rozwój sytuacji.

– Uczestników tego bezładu nie można nazywać pokojowymi demonstrantami. To przestępcy, którzy powinni zapłacić za swoje działania – powiedział Azarow. – Oficjalnie oświadczam, że ofiary, które – niestety – już są, obciążają sumienie organizatorów i uczestników masowych zamieszek – dodał.

Szef rządu osobiście zaprzeczył, jakoby za śmierć co najmniej jednej osoby na ulicy Hruszewskiego w Kijowie odpowiadała milicja. – Oskarżenia pod jej adresem są pozbawione podstaw, ponieważ milicja na ulicy Hruszewskiego nie ma przy sobie broni palnej – powtórzył wcześniejsze wyjaśnienia.

Organizatorzy marszu twierdzą, że za zabicie zwolenników integracji z UE nie odpowiada sama milicja, ale osobiście prezydent Wiktor Janukowycz i szef MSW Witalij Zacharczenko.

„Zabijanie pokojowych demonstrantów jest następstwem bezkarności wykonawców przestępstw i winnych eskalacji terroru. Cztery postrzały w głowę i szyję (…) to nie samoobrona, lecz umyślne zabójstwo pokojowego demonstranta. Bezpośrednią odpowiedzialność za ten akt terroru wobec obywateli ponosi osobiście minister spraw wewnętrznych, krwawy zabójca Zacharczenko” – czytamy w oświadczeniu partii opozycyjnych. Batkiwszczyna, UDAR i Swoboda ogłosiły też, że odpowiedzialność za obecne wydarzenia w kraju i bezpieczeństwo każdego jego obywatela spoczywa na prezydencie Janukowyczu, który w ciągu ostatnich dwóch miesięcy ignorował sprawiedliwe żądania uczestników pokojowych protestów i swymi działaniami doprowadził do ich zaostrzenia.

Środa w Kijowie upłynęła pod znakiem starć z milicją. Najgoręcej było na ulicy Hruszewskiego, gdzie demonstranci podpalili opony samochodowe i obrzucali milicyjne kordony kamieniami i koktajlami Mołotowa. W stronę protestujących wysłano nawet transporter opancerzony, który wcześniej stał w pobliżu siedziby rządu.

Oddziały Berkutu i milicji brutalnie usuwały każdego, kto znalazł się na trasie ich marszruty. Według niepotwierdzonych doniesień obrażenia od policyjnych pałek i gumowych kul mogło odnieść kilkaset osób. Wieczorem na Majdanie Niepodległości zgromadziło się kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Opinia międzynarodowa podziela przekonanie, że za rozlew krwi odpowiedzialne są bezpośrednio władze centralne. Ambasada USA w Kijowie oświadczyła, że osoby, które doprowadziły do użycia siły wobec demonstrantów, zostaną pozbawione amerykańskich wiz. A to oznacza sankcje personalne wobec ukraińskich urzędników. Od listopada do grudnia ubiegłego roku Waszyngton pozbawił już wiz kilku obywateli Ukrainy, zamieszanych w użycie siły wobec protestujących. W specjalnym komunikacie wyjaśniono jednak, że ze względu na obowiązujące w USA prawo ich nazwiska nie mogą być opublikowane.

Przed ingerencją w sprawy Ukrainy ostrzega Zachód Moskwa. Duma Państwowa, niższa izba rosyjskiego parlamentu, w specjalnej uchwale wezwała kraje zachodnie do niezaostrzania sytuacji w tym państwie przez ingerencję w jego sprawy wewnętrzne, a opozycję ukraińską – do dialogu z władzami. Uchwałę podjęto głosami trzech klubów parlamentarnych: prokremlowskiej Jednej Rosji oraz opozycyjnych – Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (KPRF) i socjalistycznej Sprawiedliwej Rosji. Druga z prokremlowskich frakcji – nacjonalistyczna Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji (LDPR) – nie wzięła udziału w głosowaniu. Izba wyraziła zaniepokojenie z powodu tego, że „fala wewnętrznego konfliktu zalewa bratnią Ukrainę” i dochodzi tam do „prób obalenia prawowitych władz przy użyciu siły”. Odpowiedzialnością za zaostrzenie sytuacji na Ukrainie Duma obarczyła „ekstremistyczną część opozycji” i „zachodnich polityków, brutalnie ingerujących w sprawy wewnętrzne Ukrainy i występujących na wiecach opozycji z pogróżkami pod adresem legalnych organów władzy”.

Eskalację przemocy w Kijowie potępiła szefowa unijnej dyplomacji. Catherine Ashton wezwała obie strony konfliktu do zachowania umiaru. – Jestem głęboko zaniepokojona atakami na dziennikarzy oraz informacjami o zaginionych. Wzywam rząd i opozycję, by podjęły rzeczywisty dialog na najwyższym szczeblu – powiedziała Ashton. Szef Komisji Europejskiej José Barroso nie wykluczył podjęcia specjalnych kroków wobec Ukrainy. Poza kilkoma okrągłymi zdaniami premiera Donalda Tuska polski rząd nie przedstawił żadnego konkretnego planu działania wobec naszego ważnego sąsiada na Wschodzie. Tymczasem Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) zakazała wczoraj wjazdu na terytorium kraju Zbigniewowi Bujakowi, zarzucając mu udział w protestach w Charkowie, gdzie 11 i 12 stycznia odbywało się pierwsze krajowe Forum Euromajdanów. Zakaz wjazdu dostał też obywatel USA Charles Stewart Palmer, który w dniach 17-18 stycznia pokazywał przed budynkiem władz miejskich w Kijowie film nawołujący do protestów. Amerykanin ma niezwłocznie opuścić Ukrainę.

Rada Narodowa

Wiktor Janukowycz zaproponował wczoraj opozycjonistom negocjacje. – Jestem przeciwny przelewowi krwi, rozpalaniu wrogości i przemocy. Proszę ludzi o powrót do domów. Powinniśmy odbudować na Ukrainie pokój, spokój i stabilizację – oświadczył prezydent. Na spotkanie z głową państwa udali się przewodniczący partii Nasza Ukraina – Ludowa Samoobrona Arsenij Jaceniuk, szef UDAR Witalij Kliczko i lider Swobody Ołeh Tiahnybok.

Po zakończeniu rozmów z Janukowyczem przedstawiciele opozycji stwierdzili po raz kolejny, że nie jest możliwe porozumienie z obecną władzą. W związku z tym deputowani opozycji ogłosili, że powołują Radę Narodową Ukrainy w miejsce Rady Najwyższej, czyli obecnego parlamentu. Powołanie Rady ma być potwierdzone przez obywateli w drodze zbierania podpisów. „Nie żądamy już niczego, ponieważ w ciągu dwóch miesięcy protestów władze nie usłyszały ani jednego z naszych żądań. Tylko nowa władza narodu może powstrzymać rozlew krwi i ustrzec Ukrainę od nieuchronnego rozpadu” – głosi wspólne oświadczenie opozycji.

Według ukraińskiego Radia Swoboda, pierwszy z zabitych to obywatel Armenii, 21-letni Serhij Mihojan. Drugi z zastrzelonych to Białorusin. Nieznane jest pochodzenie pozostałych ofiar. Świadkowie wydarzeń na Majdanie twierdzą, że wszystkim właścicielom sklepów, hoteli i placówek usługowych nakazano zamknięcie lokali do godz. 16.00.

Rząd premiera Ukrainy Mykoły Azarowa rozszerzył wczoraj listę środków, które mogą być wykorzystywane przez milicję do „powstrzymania masowych zamieszek i grupowego naruszenia porządku publicznego”, m.in. o granaty dymne i gazowe. Rada Ministrów zmieniła także zasady użycia przeciwko demonstrantom armatek wodnych. Do dziś nie można było ich używać przy temperaturze poniżej zera stopni Celsjusza. Ograniczenie to anulowano.

Jednocześnie ministerstwo obrony Ukrainy poinformowało, że siły zbrojne nie zostaną zaangażowane w rozwiązanie trwającego w Kijowie konfliktu. „Nikt nie będzie używał wojska przeciwko protestującym. Wszyscy żołnierze i cały sprzęt znajdują się w miejscach stałej dyslokacji” – agencje cytują oświadczenie resortu. Ukraińska telewizja Espreso.tv podaje, że żołnierze wojsk wewnętrznych Ukrainy zaczęli składać podania o zwolnienie w związku z ewentualnym rozkazem udziału w pacyfikacji Majdanu Niepodległości. Z kolei inna stacja twierdzi, że w miejscowości Czernihów, na północ od Kijowa, stoją trzy czołgi przygotowane do wysłania do centrum stolicy.

Sprawie Ukrainy poświęcone było wczorajsze posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. – Przyjmujemy wszyscy z ogromnym niepokojem, że w stolicy Ukrainy polała się krew – oświadczył prezydent Bronisław Komorowski po jego zakończeniu. W późniejszej rozmowie telefonicznej z prezydentem Janukowyczem Komorowski wyraził głębokie zaniepokojenie śmiertelnymi ofiarami zamieszek. Zaapelował o powstrzymanie rozlewu krwi. Tematem rozmowy były też możliwe scenariusze wyjścia z obecnego kryzysu.

Zdaniem głowy państwa, głównym zadaniem dla Polski ma być umiejętne wpływanie na to, aby doprowadzić do dialogu pomiędzy władzami w Kijowie i opozycją. Przed rozpoczęciem posiedzenia RBN szef MSZ Radosław Sikorski zaapelował do obu stron konfliktu o „zachowanie umiaru”.