logo
Piątek, 12 października 2012 (06:06)
Brukowanie przedsionka piekła

Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, że współczesny parlamentaryzm całkowicie się zdegenerował, to właśnie ma okazję się o tym przekonać. W Sejmie trwają prace nad ustawą o Rzeczniku Praw Podatnika, z inicjatywy posła PiS Przemysława Wiplera.

Poseł Wipler, jeden z niewielu Umiłowanych Przywódców, którym jeszcze na czymś zależy, oczywiście chce dobrze, ale obawiam się, że wyjdzie jak zawsze.

Wiara w to, że utworzenie nowego urzędu rozwiąże jakikolwiek problem, należy do złudzeń, których pozbywamy się z największym trudem. Pretekstem do utworzenia urzędu jest jakiś problem. W interesie społecznym jest jak najszybsze rozwiązanie tego problemu, ale nietrudno zauważyć, że interes urzędu, to znaczy jego szefa oraz jego podwładnych jest dokładnie odwrotny.

Urząd bowiem będzie istniał tak długo, jak długo będzie istniał problem, dla którego rozwiązania został utworzony. Zatem dopóki problem nie zostanie rozwiązany, szef będzie szefem, a urzędnicy będą pobierali pensje. W interesie urzędników nie leży szybkie rozwiązanie problemu, ale rozwiązywanie go jak najdłużej, najlepiej - do emerytury, a jeszcze lepiej - żeby ich posady odziedziczyły dzieci i wnuki. Mamy zatem do czynienia z oczywistą kolizją interesu społecznego z partykularnym interesem biurokratów.

Ale warto zwrócić uwagę na najważniejszy aspekt sprawy. Jak wiadomo, parlamenty powstawały po to, by chronić poddanych przed samowolą władcy, zwłaszcza zdzierstwem fiskalnym. Parlamentarzyści zatem niejako z istoty rzeczy byli rzecznikami podatników.

Niestety, odkąd sami zaczęli brać pieniądze podatkowe, całkowicie o tym zapomnieli. Dzisiaj każdy Umiłowany Przywódca uważa za swoją najświętszą powinność "poszukiwanie dochodów do budżetu państwa".

A gdzie te dochody może znaleźć? Wiadomo - tylko w kieszeniach obywateli, toteż Umiłowani Przywódcy z roku na rok coraz głębiej zapuszczają w te kieszenie dren, a kiedy poczucie przyzwoitości i efekt Laffera nakazują pewną powściągliwość, grabią przyszłe pokolenia obywateli jeszcze nienarodzonych.

Efektem tej grabieży jest dług publiczny, który w naszym nieszczęśliwym kraju przekroczył bilion złotych i nadal się powiększa z szybkością około 10 tys. zł na sekundę. To jest właśnie skutek degeneracji parlamentaryzmu; Umiłowani Przywódcy, zamiast bronić obywateli przed samowolą władzy, dostarczają naszym okupantom pozorów legalności, dzięki czemu rabunek dokonuje się w tak zwanym majestacie prawa.

W rezultacie ludzie są podstępnie wyzuwani z władzy nad bogactwem, jakie swoją pracą wytwarzają, i chociaż Umiłowani Przywódcy nie szczędzą im pochlebstw jako "suwerenom", to w rzeczywistości są już tylko niewolnikami państwowymi.

Zatem niezależnie od intencji pana posła Wiplera, który na pewno chce dobrze, inicjatywa ta doprowadzi do rozrostu biurokracji, a pożytek z Rzecznika Praw Podatnika będzie podobny do pożytku, jaki mamy z innych, jakże licznych rzeczników naszych praw - to znaczy żaden.

Ciekawe, że żaden z Umiłowanych Przywódców nie pomyśli, by ulżyć ciężkiej doli podatników poprzez takie uproszczenie systemu podatkowego, które nie dawałoby szansy na żadne krętackie "interpretacje".

Jeszcze pod koniec komuny w konkursie Ministerstwa Finansów na najlepszy system podatkowy wygrał projekt Janusza Korwin-Mikkego, by system podatkowy oprzeć na trzech podatkach: pogłównym, czyli z góry ustalonej składce na państwo, łanowym, tj. podatku od powierzchni nieruchomości, i podymnym, czyli podatku od wartości nieruchomości.

Przy takim systemie nie musielibyśmy wydawać 6 miliardów rocznie na aparat skarbowy, ani też nie byłby potrzebny żaden rzecznik. Widocznie jednak na takie eksperymenty nie ma od naszych okupantów przyzwolenia, bo wolą oni mnożenie urzędów, na których następnie wdzięczni Umiłowani Przywódcy żyją sobie długo i szczęśliwie.

Nasz Dziennik