logo
logo

Zdjęcie: www.prezydent.pl/ -

Czekają na billingi z Rosji

Czwartek, 13 grudnia 2012 (02:11)

Prokuratura wnioskuje do Rosjan o billingi z telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

W śledztwie dotyczącym połączeń z telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego tuż po katastrofie smoleńskiej prokuratura przesłuchała wczoraj Marcina Dubienieckiego. W piątek zeznawała Marta Kaczyńska - ustalił "Nasz Dziennik".

Obydwoje zeznawali w charakterze świadków w ramach postępowania dotyczącego "użycia w dniu 10 i 11 kwietnia 2010 roku na terytorium Federacji Rosyjskiej przez nieustaloną osobę telefonu komórkowego Nokia 6310i obsługującego numer abonencki (...) i uruchomienia impulsów na cudzy rachunek na szkodę Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej".

Jak poinformował nas Dariusz Ślepokura, postępowanie zostało przedłużone do 11 lutego przyszłego roku. 16 listopada w ramach pomocy prawnej został skierowany wniosek do FR w celu pozyskania od rosyjskiego operatora telefonii komórkowej wykazu połączeń zrealizowanych przez numer telefonu należący do śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w okresie od 10 do 12 kwietnia 2010 roku.

Prokuratura zastrzega, że jest już w posiadaniu pewnych informacji od operatora polskiego - informacje uzyskane w ramach realizacji wniosku do Federacji Rosyjskiej pozwolą na weryfikację już posiadanych informacji.

Śledczy nie ujawniają szczegółów, deklarując przy tym, że nie widzą potrzeby kierowania kolejnych wniosków do FR w ramach pomocy prawnej.

Ślepokura nie potrafił wczoraj skonkretyzować, ilu świadków w ramach postępowania zostało już przesłuchanych. Prokuratura nie chce też zdradzić, dlaczego przesłuchano Dubienieckiego i Kaczyńską.

- Z uwagi na to, że przesłuchania trwają, nie ujawniamy treści zeznań i przyczyn, dla których te osoby są wzywane - tłumaczy Ślepokura.

Wcześniej prokuratura deklarowała, że w ustaleniu faktów mają pomóc przesłuchania świadków, którzy usiłowali połączyć się z prezydentem w dniu katastrofy. Być może udałoby się ustalić, do kiedy telefon był aktywny.

Z ekspertyz ABW wynika, że przekazany stronie polskiej telefon był nadpalony, i by można go było uruchomić, wymagał naprawy. A skoro tak, to pojawiło się pytanie o to, w jaki sposób doszło do odsłuchania poczty głosowej na terenie Federacji Rosyjskiej 10 i 11 kwietnia. Prokuratura oczekuje w dalszym ciągu na materiały od Wojskowej Prokuratury Okręgowej.

- Chodzi o protokół oględzin miejsca zdarzenia, w którym jest wskazane miejsce odnalezienia tego telefonu komórkowego - zaznacza rzecznik warszawskiej prokuratury. Prokuratura wojskowa przekazała już jednostce powszechnej część materiałów, w tym również dowodów rzeczowych, takich jak aparat telefoniczny i karta SIM.

- Każdy świadek jest bezcenny w tej sprawie, więc trzeba go przesłuchać. Prokurator musi dokonać szeregu ustaleń - komentuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik rodziny Kaczyńskich. Jego zdaniem, wyczerpuje się już możliwość poszukiwania dowodów na terenie Polski. Zatem punkt ciężkości należałoby przenieść poza jej granice, na terytorium Federacji Rosyjskiej. - Będzie współpraca, będą wyjaśnienia, nie będzie woli po stronie Rosjan - wyjaśnień nie będzie - kwituje prawnik.

Śledztwo w sprawie bezprawnego korzystania z telefonu Lecha Kaczyńskiego zostało wszczęte po publikacji "Naszego Dziennika". Do pierwszego włączenia telefonu doszło tuż po katastrofie, bo o godz. 10.46. Kolejne połączenia miały miejsce następnego dnia o godz. 12.40 i 16.20. Chodziło o numer polskiej poczty głosowej - 505 114 114. Przestępstwo kradzieży informacji przez osobę nieuprawnioną określa art. 267 par. 1 kodeksu karnego. Za taki czyn grozi do 2 lat więzienia. Z wyciągu z opinii ABW wynikało, że karta SIM współpracująca z telefonem komórkowym marki Nokia 6310i, należącym do Kancelarii Prezydenta RP, logowała się w sieci telefonii komórkowej Federacji Rosyjskiej.

Wojskowa Prokuratura Okręgowa, która prowadzi śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, uznała, że doszło jedynie do dzwonienia na koszt Kancelarii Prezydenta RP i wyłączyła tę sprawę do odrębnego postępowania do prokuratury okręgowej. Ta z kolei wydała decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa ze względu na niezaistnienie przestępstwa. Po publikacji "Naszego Dziennika" śledztwo ruszyło na nowo.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik