logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: E.Sądej/ Nasz Dziennik

Wiara i prawda zawsze idą razem

Sobota, 3 listopada 2012 (15:20)

Aktualizacja: 19 grudnia 2012 (21:54)

Przemówienie ks. bp. Antoniego Pacyfika Dydycza wygłoszone podczas nabożeństwa Słowa Bożego w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie w czasie uroczystości pogrzebowych śp. Ryszarda Kaczorowskiego, ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie:

Panie Prezydencie wielkości Majestatu Rzeczypospolitej, niezłomny strażniku honoru polskiego, bohaterski wzorze, w imię Chrystusa bądź pozdrowiony w tej Świątyni Opatrzności Bożej.

Wita Cię tutaj Twoja małżonka, pani Karolina, wraz z córkami, ich rodzinami i wnukami. Witają Cię wszyscy krewni, przyjaciele. Pozdrawia również metropolita białostocki, z miasta urodzenia, który przybyć nie mógł. Pozdrawiają tu obecni kapłani, intelektualiści, przedstawiciele administracji państwowej i samorządowej, emigranci z bliska i daleka, kombatanci. Pozdrawia Cię Bractwo Kurkowe. Gdzieś z pewnością na biwaku śpiewają harcerze:

„Gaśnie ognisko i szumią drzewa,

spojrzyj weń ostatni raz,

niech Ci w duszy radośnie zaśpiewa,

że na zawsze łączą nas

wspólne troski i radości życia.

Serc harcerskich zjednoczone bicia

i ta przyjaźń najszczersza na świecie,

którą Bóg połączył nas”.

A na końcu, w imieniu Kresów, jak i wiernego Tobie Podlasia pozdrawiam Ciebie wraz z całą diecezją drohiczyńską.

Panie Prezydencie,

przepraszam Cię za to, że nie zdążyłem odpisać na Twój ostatni list, jaki otrzymałem w drugiej połowie kwietnia 2010 roku. Dotarł on już po smoleńskiej tragedii. Pisałeś w nim, że przybędziesz 10 czerwca do Drohiczyna, aby wziąć udział w odsłonięciu i poświęceniu tablicy upamiętniającej wszystkich wojewodów podlaskich z czasów I Rzeczypospolitej Polskiej.

Tak się nie stało. Przybyła więc wierna bez reszty Tobie pani prezydentowa, aby kontynuować Twoją działalność. Głosu zaś użyczył pan Gniewomir Rokosz-Kuczyński, oddany towarzysz Pańskich podróży, wśród wojewodów zresztą znajdujący swoich przodków.

Dzisiaj dziękuję Ci, Panie Prezydencie, za tę delegację, która przybyła do Twego i naszego Podlasia. Tego samego dnia, w tych samych podziemiach katedry drohiczyńskiej została odsłonięta i poświęcona pierwsza tablica na polskiej ziemi - tablica upamiętniająca Ciebie, urzędującego prezydenta i 94 współuczestników pielgrzymki podążającej do Katynia. Wówczas, podobnie jak teraz, pomyślałem z szacunkiem o Twojej wierności - jak to podkreślił także pan Gniewomir - młodzieńczym ideałom, które najlepiej wyrażają słowa harcerskiego hymnu:

„Wszystko, co nasze, Polsce oddamy

w niej tylko życie, więc idziem żyć

Świty się bielą, otwórzmy bramy

Rozkaz wydany, wstań, w słońce idź!”.

Tak, Panie Prezydencie,

10 kwietnia 2010 roku na obcej dzisiaj ziemi dochowałeś wierności harcerskiej przysiędze, oddałeś wszystko, przelałeś wszystką krew. Chwała Ci, wszystko oddałeś Polsce. Oddałeś siebie do końca, bez reszty. Chociaż pozostało Ci jeszcze wyjątkowo długie pośmiertne pielgrzymowanie. Aż do tego miejsca, gdzie jesteśmy obecnie.

W związku z tym dziwna zbieżność dała o sobie znać. Oto 11 października Benedykt XVI otworzył Rok Wiary. A w swoim wystąpieniu porównał zmagania wiary do trudu pielgrzymowania po pustyniach współczesnego świata. Nawiązując zaś do 50-lecia otwarcia Soboru Watykańskiego II, do 20-lecia wydania nowego Katechizmu Kościoła Katolickiego, odwołując się do działalności Papieża Pawła VI i bł. Jana Pawła II, Ojciec Święty wyraził przekonanie, że i na współczesnych pustyniach można odkryć na nowo radość życia wiarą i uświadomić sobie jej znaczenie dla wszystkich kobiet i mężczyzn.

To dzięki Tobie i temu czujemy, że to Twoje pielgrzymowanie przez 2,5 roku po naszej Ojczyźnie, w przestrzeni duchowej, nieraz wyjątkowo podobnej do pustyni, miało i ma sens. Ten sens tkwi głęboko w całym Twoim życiu. Ono przecież w rzeczywistości było pielgrzymowaniem.

Przyszedłeś na świat w Białymstoku (...) i zaledwie dwadzieścia lat było Ci dane, by odkrywać radość rodzinnego domu, poznawać Ojczyznę, przemierzać jej pola i lasy. W dwudziestym pierwszym roku od narodzin NKWD wydaje wyrok śmierci, zamieniony na dziesięć lat łagrów. Zostajesz wywieziony na nieludzką kołymę. 

Ale za poetą możemy wyznać, że „w carskich siedzieliśmy turmach, sybirskim gnano nas szlakiem, a każdy z nas był szczęśliwy, że się urodził Polakiem”. Niespodziewanie wybuchła wojna niemiecko-sowiecka. Pozwoliła na wstąpienie do II Korpusu Wojska Polskiego, a potem po drodze był Kazachstan, Bliski Wschód i Monte Cassino. Niestety, klęska Niemiec nie dała szans, aby powrócić na Ojczyzny łono.

Ojczyzna bowiem ponownie została zniewolona. Trzeba było ukończyć studia handlowe, myśleć o rodzinie, o harcerstwie również zapomnieć się nie dało. Został Pan naczelnikiem, potem przewodniczącym Związku Harcerstwa Polskiego, zawsze sumiennie wypełniający swoje obowiązki. To samo można powiedzieć o uczestnictwie w Radzie Narodowej, wtedy emigracyjnym, wtedy jedynie prawdziwym Sejmie. Następnie na stanowisku ministra do spraw krajowych, aż po godność prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie.

A kiedy w Polsce po latach wybrano wreszcie prezydenta, z właściwą sobie powagą przekazał Pan insygnia narodowe, m.in. Orderu Orła Białego i Orderu Odrodzenia Polski, Lechowi Wałęsie. Przez dwadzieścia następnych lat ostatni prezydent na uchodźstwie mógł cieszyć się częstymi pobytami w Polsce. Nadrabiając zaległości, pełniąc nadal wiele funkcji ważnych dla spraw polskich, swoją obecnością uświetniając wiele wydarzeń krajowych i zagranicznych. A Polska każde spotkanie przeżywała z wdzięcznością i była dumna zarazem.

Kilkadziesiąt miast przyznało honorowe obywatelstwo, wiele innych tytułów i godności otrzymał Pan w Polsce oraz Wielkiej Brytanii, z doktoratami honorowymi włącznie.

Nadszedł straszliwy poranek w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego. Straszliwy ból napełnił wtedy serca ludzkie, nie tylko Polaków. Pytania same cisnęły się na usta. Jak to możliwe? Najpierw jednak nie można było zapomnieć o należytej modlitwie, o godnym pochówku. Wydawało się, że przynajmniej w tym wypadku wszystko będzie przebiegało należycie. Tymczasem stało się inaczej. Czekała Pana dalsza pielgrzymka. Tak po polskiej ziemi, a przede wszystkim przez polskie serca.

Dlaczego do tego doszło? Nie da się łatwo znaleźć odpowiedzi. To prawda. Polacy potrzebowali odnowy, powrotu do najszlachetniejszych ideałów, a rzeczywistość jawiła się poszarpana. Usiłowano usuwać z serc i umysłów patriotyzm. Kpiono z Mickiewiczowskiego modelu. A przecież to mistrz Adam w poetyckim natchnieniu ostrzegał wszystkie pokolenia:

„Ilekroć z Prus powracam, chcąc zmyć się z niemczyzny, 
Wpadam do Soplicowa jak w centrum polszczyzny".

W naszych czasach nie ma znaczenia, skąd powracamy. Przestały istnieć niektóre państwa, ale zawsze liczy się głód Ojczyzny. I to na Pana spadł ten obowiązek, aby przypominać o tym, aby wpłynąć na to, by każdy polski dom – jak dom Pański, by każdy umysł – jak Pańska rodzina, stawał się Soplicowem. Nie tylko z racji na język.

Potrzebna bowiem wydaje się coraz pilniejsza odnowa wiary. Mocnego fundamentu stanowienie. Do czego zachęca inicjatywa Benedykta XVI. Nie możemy przecież ciągle popełniać błędów, przed którymi przestrzegał już wielki Piotr Skarga, którego 400-lecie śmierci obchodzimy, gdy przypominał naszym poprzednikom: „To Królestwo Polskie na religii świętej się osnowało, nigdy jej nie odmieniając”.

A teraz na katolicką wiarę świętą i kapłaństwo jady swoje i nieprzyjaźni ostre podnoszą. Wilcy do baranów, lwy do owiec przystąpiły.

Co więcej. To wreszcie nie kto inny, ale bł. Jan Paweł II nauczał, że bez Chrystusa, bez wiary nikt z nas nie będzie w stanie poznać siebie i nie zdoła zrozumieć dziejów przeszłych, a także teraźniejszości oraz przyszłości Polski. Oto, co dzisiaj współczesna poetka, zdegustowana codzienną rzeczywistością, odwołując się do Norwida, napisała: „gorzki to chleb jest polskość. Palcem przesuwam po słowach i szepczę i raz jeszcze i jeszcze. Wiem jak trudno jest żyć w tym kraju. Ty chciałeś, żeby on istniał. Ja pragnę, żeby dał mi miłość, chleb i wykształcenie. Jękły głuche kamienie. I dar sięgnął bruk”.

Taka jest nasza prawda. Coraz lepiej przygotowujemy się, że gorzkim chlebem bywa polskość. A mimo to Norwid pisze to słowo z dużej litery, z pełnym szacunkiem. Owszem, nie lekceważymy miłości, chleba i wykształcenia. Wierzymy, jesteśmy głęboko przekonani, że ideał, który pod Smoleńskiem sięgnął bruku, powinien się odbić i wznieść się wysoko. „Sursum Corda!” – w górę serca. I dlatego otwieramy się na wiarę, to fundament przecież. To te kamienie, na których mocno winna stanąć Polska.

Nie lękajmy się prawdy. Niech nas nie przerażają najtrudniejsze nawet pytania, szukajmy odpowiedzi, nie zamykajmy ludziom ust. Wiara i prawda zawsze idą razem. To one stanowią duchowe zaplecze. To one są mocnym oparciem. To dzięki nim możemy stawać się coraz bardziej odpowiedzialnymi ludźmi honoru. Zasmuca nas histeryczne zamieszanie, prowokowane w odpowiedzi na wysiłek podejmowany przez wielu szukających prawdy, dążących do prawdy, domagających się prawdy o Polakach. To jesteśmy wreszcie winni tym, którzy oddali życie. Nie powinniśmy  ustawać pod żadnym pozorem w dążeniu do prawdy. Do tego bowiem czujemy się zobligowani także w obliczu Twoich cierpień, tych ostatnich, Panie Prezydencie.

Natomiast próby jakiegokolwiek tuszowania, zacierania śladów, zakłamania - to one prowadzą do histerii. (...) Nie zapominajmy, co Pismo Święte mówi: „Tylko Prawda może nas wyzwolić”. Przedzierajcie się z uporem przez zamieszanie medialne.

Chcemy przeprosić Ciebie, Panie Prezydencie, i wszystkich, którzy niewinnie cierpieli. Przepraszamy panią Karolinę, córki i całą rodzinę za wcześniejsze doświadczenia bolesne i ostatnie upokorzenia. W dowód wdzięczności ofiarujemy nasze modlitwy, również dzisiejsze, które zanosimy do Bożego Miłosierdzia za wstawiennictwem Matki Najświętszej, Polski Królowej.

Natomiast te dwa i pół roku niepokoju chcemy jak najgłębiej przemyśleć, aby jak najlepiej odczytać i przekazać nowym pokoleniom jako Twój testament. W tym testamencie odnajdujemy wszystko to, co było i być powinno najszlachetniejszego w naszym Narodzie. Poczynając od Chrztu Polski, od czasów piastowskich, poprzez wszystkie wydarzenia radosne i te bolesne, z najgorszymi datami włącznie.

Ten testament uczy nas jednego: że ci, którzy wiernie służyli Narodowi, zawsze starali się pamiętać o jego tożsamości. Tożsamości zbudowanej na trzech kolumnach, które wyrażają słowa: Bóg, Honor i Ojczyzna. A treści, które w nich się zawierają, odnajdujemy wyjątkowo czytelnie zapisane w Twoim testamencie, w Twoim życiu.

Tobie też pragniemy dedykować, z racji na dzisiejszą uroczystość żałobną, przynajmniej jedną strofę z wiersza "Lwowskie orlątko". W pełni wdzięczności wciąż postrzegamy Ciebie jako harcerza, żołnierza, przywódcę, męża i ojca. A przede wszystkim jako jednego z najgodniejszych niemal Polaków. To przecież Ty z prawdziwym karabinem u pierwszych stałeś czat". O, nie płacz nad Twym synem, że za Ojczyznę padł… z krwawą na piersi plamą odchodzisz dumny w dal i bólu wyznajesz: tylko mi was Polacy, tylko mi Polski żal.

A my w obliczu tak wielkiego poświęcenia, korząc się przed Bożą Opatrznością, umocnieni wiarą świętą, świadomi znaczenia honoru, pragniemy Tobie i Ojczyźnie obiecać, że tej krwi przelanej męczeńsko nie zmarnujemy. W pełni zawierzamy słowom psalmisty, że w krainie życia ujrzę dobroć Boga.

Tak nam dopomóż Boże w Trójcy Świętej Jedyny za wstawiennictwem naszej ukochanej Matki i Królowej.

Amen.

not. IK

NaszDziennik.pl