Długi firm budowlanych wpisanych do Krajowego Rejestru Długów przekraczają już miliard złotych i stale rosną. Czy to oznacza, że branża budowlana jest w stanie zapaści?
– Tak, zdecydowanie tak można to określić. Mimo rzekomych, świetlanych sukcesów kreowanych przez PR-owców koalicyjnego rządu PO – PSL, którzy odżegnują się, twierdząc, że Polska wcale nie jest w ruinie, to przynajmniej gdy chodzi o firmy budowlane, ta ruina nastąpiła już w momencie bankructw firm budowlanych przy budowie autostrad i dróg. Przecież wiele procesów sądowych oprócz gigantycznych długów, co też warto przypomnieć, toczy się do dzisiaj. Te procesy przeciwko rządowi polskiemu dotyczą zarówno dużych, jak i małych firm, polskich, jak i zagranicznych. Wartość roszczeń wraz z odsetkami szacowana jest na ok. 10 miliardów złotych. Z pewnością przynajmniej część tej gigantycznej kwoty zostanie zasądzona na korzyść firm budowlanych. Chociażby z tej perspektywy sytuacja firm budowlanych jawi się jako dramatyczna. Jest źle nawet mimo szeregu inwestycji infrastrukturalnych, zanim środki finansowe ruszą, bo niektóre projekty są w początkowej fazie przetargowej, jeszcze trochę czasu minie. Tak czy inaczej fakty pokazują, jak dalece rzeczywistość gospodarcza różni się od tej propagandowej, którą przedstawia premier Ewa Kopacz na swoich wyjazdowych posiedzeniach rządu. Można żartobliwie powiedzieć, że skoro rząd wozi ze sobą nawet stoły i krzesła, to cóż powiedzieć o fundamentach naszej gospodarki.
Z czego wynikają długi branży budowlanej?
– Zadłużenie branży budowlanej wiąże się również z faktem redukcji zatrudnienia, która dotyka coraz bardziej tę gałąź. Warto przypomnieć, że w większości są to duże firmy, które zatrudniają wiele osób i są w stanie stosunkowo szybko zatrudniać. Jeżeli jednak będą miały problemy z fiskusem, jeżeli inaczej mówiąc będą ścigane, a nie rozliczane we właściwym rozumieniu tego słowa, to będą raczej zwalniać, a nie zatrudniać.
Co jest powodem sytuacji, którą określa Pan mianem dramatycznej?
– Przede wszystkim wynika to z błędnej polityki gospodarczej państwa polskiego, preferowanie wielkich koncernów zagranicznych, to jest wreszcie wynik niezwykle represyjnej polityki podatkowej w stosunku zwłaszcza do małych polskich firm, którym trudno jest utrzymać się na rynku, kiedy zagraniczne duże przedsiębiorstwa korzystają z „wakacji” podatkowych czy wręcz nie płacą podatków. Każdy krajowy podmiot na polskim rynku nie tylko w sektorze budowlanym, ale również finansowym, zamiast mieć wsparcie ze strony polskich władz, jest karany i tępiony, są mu wrzucane pod nogi kolejne kłody, gdzie zamiast zarabiać, inwestować i rozwijać się, musi się latami procesować o zapłatę za wykonane usługi. Taka rzeczywistość, zatory płatnicze, rosnące długi są w stanie wyłożyć na łopatki każdą, nawet najlepszą firmę, która nie ma nawet szans wysłuchać korzystnego wyroku sądowego, bo już dawno nie ma jej na rynku. To jednak nie wszystko, bo kolejne rozmowy będą za chwilę w branży rolniczej, będą dotyczyć przetwórstwa rolnego wywołane klęską suszy czy chociażby wywołane karami za nadprodukcję mleka czy rażąco niskimi cenami owoców miękkich. Wydaje się zatem, że nie tylko branża budowlana odkrywa prawdziwe karty problemów, jeżeli bowiem do tego dodamy ogromne zadłużenie polskich emerytów w skali 19 czy 20 miliardów złotych, czy zadłużenie samorządów na blisko 70 miliardów, czy gigantyczny dług publiczny na poziomie prawie 900 miliardów złotych, dług prywatny, czyli gospodarstw domowych również w wysokości ok. 900 miliardów złotych, to – czy to się komuś podoba, czy nie – sumy porównywalne jedynie z Grecją. I jeśli w tej sytuacji ktoś pokazuje piękne elewacje nowoczesnych budynków, jak to robi premier Kopacz i „Gazeta Wyborcza”, twierdząc, że w Polsce nie ma ruiny, to warto przypomnieć, że w Grecji też można zobaczyć pięknie podświetlone mosty, fasady budynków, a niewątpliwie Grecja jest w ruinie.
Wizja, jaką Pan rysuje, wygląda po prostu źle…
– To nie wizja, ale rzeczywistość, w której wszyscy żyjemy. W Polsce śladów zapaści w różnych sferach życia społeczno-gospodarczego, gdzie skala problemów jest gigantyczna, będziemy odkrywać niestety coraz więcej. Zauważymy to zwłaszcza po jesiennych wyborach parlamentarnych, kiedy zostanie wykonany rzetelny audyt stanu polskiej gospodarki.
Wracając jednak do branży budowlanej – jak można jej pomóc, żeby nie zatonęła?
– Jeżeli brakuje zamówień, jeżeli nie ma inwestycji, nie ma środków na te inwestycje, to jest to bardzo trudne. Również w budownictwie mieszkaniowym zaczynają być widoczne pierwsze wyraźne kłopoty. Programy rządowe okazują się bardziej propagandą niż realnym wsparciem. Branża budowlana ma ogromną konkurencję ze strony podmiotów zagranicznych działających w Polsce, że właściwie specjalnych perspektyw nie widać. Żeby coś ruszyło, konieczna jest zmiana ogólnej koncepcji polityki gospodarczej, inwestycyjnej, ukierunkowanej na polskie podmioty, preferującej małe i średnie firmy, a nie jedynie wielkie firmy. To, z czym mamy do czynienia obecnie, są to symptomy poważnego słabnięcia polskiej gospodarki i tak naprawdę całej polskiej rzeczywistości gospodarczej, gdzie branża budowlana jest jednym z elementów kulejących elementów.
Rząd zamiast pomóc branży budowlanej, martwi się o banki…
– Zdecydowanie tak, co widać gołym okiem. To pokazuje również, kto tak naprawdę pociąga za sznurki w naszym kraju i to, jak nieprawdopodobnie silne w Polsce jest lobby bankowe. Można powiedzieć, że tak naprawdę to lobby traktuje przedstawicieli obecnych władz jako swoje marionetki. Liczne wystąpienia premier Kopacz czy ministra finansów w obronie zysków banków, banków dziś głównie zagranicznych, bo polskie tanio i w głupi sposób zostały sprzedane obcemu kapitałowi. Po takich deklaracjach i ubolewaniu wobec zagranicznych banków oraz nadmiernej trosce o zyski podmiotów zagranicznych niż wobec własnych obywateli każdy rząd w normalnym kraju musiałby się podać do dymisji. Jak wreszcie odczytać niemalże szantaż ze strony przedstawicieli Związku Banków Polskich, którzy zwracali się do rządu, aby nadmiernie nie majstrować przy rozwiązaniu problemów tzw. kredytów frankowych, choć kredytobiorcy na oczy franka nie widzieli. To wszystko podważa wiarygodność tego rządu, który powinien się podać do dymisji, również sektor bankowy powinien ze swojego grona wykluczyć ludzi, którzy sięgają po takie metody. To trwanie pokazuje, że w Polsce mamy półkolonialny system gospodarczy, który pozwala na traktowanie przez obcy kapitał i lobby bankowe Polski jako kraju podbitego – półkolonii, z której można wyłącznie czerpać nieograniczone zyski. Trudno się zatem dziwić, że w tej atmosferze również branża budowlana ma takie wywiady.
Jak obecny stan branży budowlanej w Polsce może przełożyć się na sektor mieszkaniowy?
– Przede wszystkim będzie to miało wpływ na zmniejszenie sprzedaży mieszkań. Mamy nadprodukcję nowych wybudowanych mieszkań, czy w trakcie budowy, na które na razie nie ma chętnych. Polacy coraz bardziej ubożeją, dostępność kredytów jest coraz trudniejsza, bo ograniczona chociażby wkładem własnym, i myślę, że na rynku deweloperskim będziemy obserwować kolejne problemy, tym bardziej że spłacalność kredytów jest coraz gorsza. Wielu ludzi zwyczajnie sobie z tym nie radzi, co może spowodować, że na rynek zaczną trafiać mieszkania również przejęte przez banki tytułem niespłaconych kredytów. Ekonomia to nie jest zwykła buchalteria, ale system naczyń połączonych, które razem stanowią pewien nośnik, a pieniądze służą jako paliwo do napędzania gospodarki.

