logo
logo
zdjęcie

Janusz Szewczak

System brutalny dla małych

Wtorek, 1 września 2015 (04:11)

Jak informuje jeden z dzienników, przestępczość podatkowa w Polsce ma się bardzo dobrze. Między innymi dzięki niej wpływy z VAT do budżetu będą mniejsze nawet o 7 mld zł od planowanych.

Na przełomie roku ja i dr Marian Szołucha na łamach „Naszego Dziennika” podkreślaliśmy, że budżet często bywa przeszacowany, czyli źle zaplanowany. Od początku twierdziliśmy, że wpływy z podatku VAT będą znacznie niższe od tych prognozowanych przez ministra Mateusza Szczurka i koalicyjny rząd Platformy i PSL.

Nadmierny optymizm w planowaniu budżetu często towarzyszy rządzącym naszym krajem. Powinniśmy o tym pamiętać zawsze, gdy media różnych nurtów informują nas, że rząd nie potrafił zebrać części zakładanych pieniędzy z różnych podatków i danin publicznych.

Nie zmienia to faktu, że przestępczości podatkowej jest cała masa. A skoro jest, to jest to również dowód na to, jak niewydolne jest Ministerstwo Finansów. Tylko przypomnę, że luka podatkowa, czyli różnica między tym, co powinno zasilić budżet, a tym, co rzeczywiście wpływa, co roku jest szacowana na kwotę 40-45 mld zł, i to przy minimalnych szacunkach.    

Zwroty z podatku VAT sięgają rocznie kwoty 70 mld zł. Z tego znaczącą część stanowią zwroty nienależne, czyli wyłudzone. Całe grupy przestępców, w skład których wchodzą także firmy zagraniczne, uczestniczą w strzyżeniu dochodów naszego państwa.

Gdyby rząd Platformy i PSL podszedł do kwestii przestępczości podatkowej w sposób profesjonalny, poprzez jego dokładne zbadanie, to starczyłoby nie tylko na 500 zł na dziecko w biednej rodzinie, ale także na 1500 zł na każde dziecko. Taka jest skala rabunku i przestępstw podatkowych i finansowych. Myślę, że wtedy również nie mielibyśmy problemów z dziurą budżetową, która wynosi blisko 50 mld zł.

Skoro minister Szczurek, jako były bankowiec, troszczy się o kondycję banków w związku z ustawą w sprawie tzw. kredytów frankowych i pochyla się nad problemem SKOK-ów, które stanowią 1 proc. rynku finansowego, to możliwe, że nie starcza mu już sił na walkę o wpływy podatkowe?

Oczywiście najłatwiej jest obedrzeć ze skóry małe podmioty gospodarcze, firmy rodzinne, emerytów i drobnych ciułaczy. Przypomnę, że w rząd ostatnio mocno uderzyła NIK, która opublikowała raport o opodatkowaniu dużych zagranicznych koncernów. Kontrolerzy wytykają olbrzymie zaniedbania i podkreślają, że sprawdzane firmy praktycznie nie płacą żadnych podatków w Polsce. Bywało także, że wielkim zagranicznym sieciom handlowym zwracano podatki.         

Absurdem naszej rzeczywistości jest również to, że nierentowne i źle zarządzane kopalnie w większym stopniu dotują państwo z podatku CIT niż komercyjne banki. Budżet dzięki kopalniom zyskuje 7 mld, a bankom około 4 mld zł.

To obrazuje, jak fatalny mamy system podatkowy. Jak on jest dolegliwy dla małych, a przy tym niesłychanie łagodny i życzliwy dla wielkich, a zwłaszcza dla zagranicznych koncernów. 

Janusz Szewczak

Autor jest głównym ekonomistą SKOK.

NaszDziennik.pl