logo
logo
zdjęcie

Janusz Szewczak

Kraj na skraju bankructwa

Czwartek, 5 listopada 2015 (12:23)

Trybunał Konstytucyjny uznał za zgodne z Ustawą Zasadniczą przelanie 150 mld zł z Otwartych Funduszy Emerytalnych do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Wprowadzenie Otwartych Funduszy Emerytalnych do polskiego systemu emerytalnego było jednym z największych oszustw okresu po transformacji ustrojowej. Polakom wmówiono, że składki to są ich pieniądze i będą mogli o nich decydować. Tymczasem ktoś, kto ma choćby minimalną wiedzę o prawie podatkowym i Konstytucji, doskonale zdawał sobie sprawę, że składki na ubezpieczenie społeczne są formą quasi-podatku. To jest nic innego jak danina publiczna. Jest pobierana od nas przymusowo, tak naprawdę bezzwrotnie, bo nikt nie widział tych pieniędzy, które wpłacił, a środki trafiają do funduszu celowego, jakim jest Fundusz Ubezpieczeń Społecznych.

Model stworzony w polskim OFE, model kapitałowy, oparty na wzorcach chilijskich, który zbankrutował w Chile i sam ten kraj się z niego wycofał, był pomysłem na to, jak obniżyć świadczenia emerytalne, a nie podwyższyć. Emerytury dla ludzi młodych z systemu kapitałowego OFE będą niższe niż te nędzne pobierane z ZUS.

Przypomnijmy, kto był autorem tej „reformy”: Jerzy Buzek, Michał Boni, Leszek Balcerowicz  i Ryszard Petru, szef Nowoczesnej. Oni zaklinali rzeczywistość, oszukując, w mojej ocenie, Polaków twierdzeniami, że będą wypoczywać pod palmami. Przecież pamiętamy jeszcze te reklamy w mediach.

Dla każdego, kto interesuje się ekonomią, było wiadomo, że jeżeli ma się niski wzrost gospodarczy, a duże zadłużenie i do tego wyprzedało się najbardziej dochodowy majątek narodowy, nie ma się własnych banków i sieci handlowych, a przy tym otrzymuje się skandalicznie niskie wynagrodzenie, to z tego nie można mieć dużej emerytury.

Kolejnym oszustwem były twierdzenia Platformy, że jeżeli wydłuży się czas pracy do 67 lat, to emerytury będą wyższe. Idąc tą logiką, w Polsce trzeba by było pracować do 97 lat lub 107. Emerytury wtedy i tak byłyby niskie, bo niskie jest wynagrodzenie Polaków.

W kwestiach prawnych decyzja Trybunału Konstytucyjnego nie jest dla mnie zaskoczeniem. Taki wyrok zapadł już w roku 2008, kiedy to Sąd Najwyższy stwierdził, że składki na ZUS są daniną publiczną i państwo ma prawo decydować o ich wykorzystaniu. To nie znaczy, że w Polsce nie powinna się dokonać zasadnicza reforma systemu emerytalnego. Koniecznie trzeba ją nakierować na interes emerytów, a nie zagranicznych właścicieli OFE.

Trzeba także dokonać wielkiej zmiany z ZUS. On musi się stać instytucją działającą komercyjnie. Jestem pomysłodawcą projektu, żeby przekształcić ZUS z molocha biurokratycznego, który jest przechowalnią bagaży, w której brakuje walizek, bo co roku trzeba dorzucić do jego funkcjonowania od 40 do 50 mld zł, na Narodowy Fundusz Emerytalny albo Państwowy Bank Emerytalny. Obie nowe instytucje byłyby zarządzane komercyjnie i mogłyby odkupywać dla przyszłych emerytów udziały w spółkach Skarbu Państwa i firmach, które niegdyś tanio, czyli głupio, sprzedali. Te firmy z czasem stawałyby się własnością obywateli i pracowałyby na ich emerytury. Jak się nie ma własnych przedsiębiorstw, banków, sieci handlowych i mediów, to skąd gromadzić pieniądze na emerytury, tym bardziej że młodzi ludzie opuszczają Polskę? Bez tego nie da się zbudować systemu emerytalnego.

Dzisiaj twórcy OFE, z Buzkiem, Balcerowiczem i Petru na czele, powinni przeprosić publicznie Polaków. Bo rząd Platformy i PSL, dokonując przejęcia 150 mld zł, tylko wykorzystał szansę, żeby nie ogłosić bankructwa państwa. Gdyby nie to, to nasz dług publiczny przekroczyłby już dawno bilion złotych i ministrowie finansów Jacek Rostowski i Mateusz Szczurek nie mogliby już więcej nas zapożyczać, choć i tak jesteśmy zadłużeni po uszy. Dalej tą drogą już nie da się iść.      

Janusz Szewczak

Autor jest ekonomistą i posłem Prawa i Sprawiedliwości.

NaszDziennik.pl