logo
logo
zdjęcie

Janusz Szewczak

Czas sprzymierzeńcem banków

Wtorek, 16 lutego 2016 (05:12)

Mija miesiąc, od kiedy prezydent Andrzej Duda przedstawił projekt ustawy o rozwiązaniu trudnej sytuacji frankowiczów, prosząc przy tym urzędników Komisji Nadzoru Finansowego o przeanalizowanie skutków finansowych proponowanych rozwiązań. Komisja ciągle zwleka z odpowiedzią, dlatego też frankowicze protestowali pod jej siedzibą.

Moim zdaniem, KNF jest współodpowiedzialna za pułapkę tzw. kredytów frankowych. Tak zwanych, bo tam żadnych franków nie było. Próżno szukać kredytobiorców albo deweloperów, którzy je widzieli. Były jedynie kredyty indeksowane i denominowane. Podnosi się przy tym szereg wątpliwości, czy to były w ogóle kredyty w rozumieniu art. 69 polskiego Prawa bankowego. KNF jest jedną z tych instytucji, która odpowiada za nadzór nad rynkiem finansowym, również nad rynkiem bankowym.

Dzisiaj straszy się Polaków, że zmiany w zasadach funkcjonowania tzw. kredytów frankowych pociągną za sobą rzekome straty dla banków na kwotę 92 mld zł. To ma się podobno odbić na ich cenniku usług. Robi to szereg lobbystów lichwiarsko-bankowych. Co bardziej smutne i zastanawiające, że w tę retorykę wpisuje się ostatnio również Narodowy Bank Polski.

Bądźmy pewni, że banki nie poniosą żadnych strat. Najgorsze, co może je spotkać, to to, że nie uzyskają nienależnych zysków z tego tyłu. Jeżeli ktoś mówi o dziesiątkach miliardów, to znaczy, że na tyle wcześniej oskubano kredytobiorców, rynek i tym samym naszą gospodarkę. Warto o tym pamiętać.

Zachodzą także inne wątpliwości natury prawnej. Ostatnio media ujawniły, że zabezpieczeniem dla tych transakcji hipotecznych kredytów walutowych były tzw. CIRS-y i SWAP-y, a więc wymiana pożyczki za pożyczkę. Banki pożyczały franki szwajcarskie w zamian za pożyczanie polskich złotych. Pytanie, czy banki miały prawo spekulować lokatami, czy depozytami polskich ciułaczy? Czy miały prawo pożyczać pieniądze bez zgody i wiedzy klientów, i to na tak ogromną skalę?

To jest sprawa, którą należałoby wyjaśnić, bo albo jest to PR-owska zagrywka, albo jest to bardzo poważna i groźna sprawa. Przypomnę, że podobne toksyczne transakcje spekulacyjno-walutowe były stosowane w Grecji przed upadkiem finansów tego kraju. Jeżeli do zadań KNF, czym bardzo lubi się chwalić jej przewodniczący Andrzej Jakubiak, należy dbanie o bezpieczeństwo depozytów, to w świetle tego, co ujawnili przedstawiciele Raiffeisen Banku, że istniały zabezpieczenia pod postacią owych CIRS-ów i SWAP-ów, to trzeba zapytać, czy miały na to zgodę KNF, NBP i MS? Czy wiedzieli o tym prezes NBP i rząd? Pojawienie się tego typu pożyczek i ich zabezpieczeń, i to w spekulacyjnym wymiarze, to jest niewątpliwie nowy wątek w sprawie tzw. kredytów frankowych.

Nie możemy się dziwić 500 tys. polskich rodzin, które czują się oszukane, podstępnie złapane w pułapkę i wykorzystane. Projekt ustawy Kancelarii Prezydenta jest pierwszą istotną próbą rozwiązania ich trudnej sytuacji, jednakże wymaga jeszcze pracy.    

Nie dziwi mnie teraz ta zwłoka urzędników KNF. Na przestrzeni ostatnich lat instytucja ta raczyła nas wieloma różnymi wyliczeniami, które znacznie różniły się, i zajmowała w tej sprawie różne stanowiska. Kancelaria Prezydenta RP wystosowała bardzo profesjonalne pytania do nadzorcy, a to pozwoli opinii publicznej poznać, jakie są prawdziwe zyski, które osiągały banki na, w mojej ocenie, tych toksycznych i spekulacyjnych produktach. Podobnie jak protestujący frankowicze mam nadzieję, że wreszcie poznamy tę prawdę i przystąpimy do realnego rozwiązania tego poważnego problemu społecznego i gospodarczego. Czas zdecydowanie pracuje na naszą niekorzyść.

Janusz Szewczak

Autor jest ekonomistą i posłem Prawa i Sprawiedliwości.

NaszDziennik.pl