logo
logo
zdjęcie

Janusz Szewczak

Upadł mit „zielonej wyspy”

Czwartek, 3 marca 2016 (03:11)

Główny Urząd Statystyczny przyjrzał się danym z poprzednich lat i okazało się, że na przełomie 2012 i 2013 r. polska gospodarka znalazła się w recesji. Co to znaczy? „Zielona wyspa” Donalda Tuska była mitem.

Na łamach NaszegoDziennika.pl wielokrotnie zwracałem uwagę na to, że Polska nie jest „zieloną wyspą”, a raczej mamy do czynienia z ruchomymi piaskami i zaklinaniem rzeczywistości. Skoro członkowie rządu PO – PSL oraz premier publicznie operowali błędnymi wskaźnikami ekonomicznymi, dowodzi to, że są to osoby, które nie traktują wypowiadanych słów poważnie. To nie był czas „zielonej wyspy”, a sztuczek PR jako głównych metod rządzenia.

W swojej publicystyce i wystąpieniach publicznych wielokrotnie podkreślałem, że do wszelkich wskaźników ekonomicznych należy podchodzić z rezerwą. Statystyka ma to do siebie, że człowiek i koń według średniej mają po 3 nogi. Nie było więc tak, że Polska nie przechodziła problemów. Nie słyszeliśmy o nich, bo kluczowe były zagrywki propagandowe. Teraz to wychodzi na wierzch.

Ciężko mówić o rozwoju Polski, skoro nasz wzrost PKB jest głównie oparty o działalność firm zagranicznych. PKB tworzą nam niemieckie czy francuskie banki, włoskie fabryki makaronu, duńskie firmy produkujące wędliny czy japońskie czekoladki pod marką Wedla. Wskaźnik ten jest dużo mniejszy niż oficjalny.

To pokazuje, że życie sobie, a statystyka sobie. Dobrze by było, żeby nasz wzrost utrzymał się na poziomie 4 proc., ale nasza gospodarka jest uzależniona od wszelkich zdarzeń w Europie. Strach pomyśleć, co się będzie dziać przy pojawieniu się europejskiego kazusu Lehman Brothers. A dochodzą do nas informacje o problemach Deutsche Banku i innych wielkich europejskich banków.

„Zielona wyspa nigdy nie wyszła poza myśli rządzących, bo nigdy nie rozwiązano palących problemów polskiej gospodarki. W górnictwie dalej jest źle, system emerytalny dogorywa, a frankowicze czekają na choć minimalną, ale realną pomoc państwa. Nie będę wspominał już o olbrzymiej emigracji i to ludzi młodych, która dotknęła prawie każdej rodziny w Polsce. Ich nie da się już niczym zastąpić.

Była cała masa kłopotów i to wszystko przez 8 lat Platformy i PSL nie było rozwiązywane. Ale tak nie było tylko u nas. Każdy kraj UE przeżywał jakieś problemy. Ale absurdem było to, że żeby im zaradzić, brukselscy biurokraci opracowali nowy model liczenia PKB. I tak zaczęto do niego wliczać dochody ze sprzedaży narkotyków, przemytu czy prostytucji.

Nawet nasz wzrost gospodarczy wiele kosztował, i to dosłownie. Bo wiązał się z powiększeniem zadłużenia. Zawsze trzeba mierzyć siły na zamiary i cenę do zysku. Platforma z kolei wydawała miliardy na bezproduktywne inwestycje, deficytowe baseny czy niedokończone autostrady. To były inwestycje, do których będziemy długo dopłacać.

Niestety Pinokio opowiadał o „zielonej wyspie”, a realne wyzwania pozostawił rządowi Beaty Szydło.  

Janusz Szewczak

Autor jest ekonomistą i posłem Prawa i Sprawiedliwości.

NaszDziennik.pl