logo
logo
zdjęcie

Prof. Andrzej Kaźmierczak

Czas na patriotyzm ekonomiczny

Piątek, 25 marca 2016 (13:39)

Plan na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju przygotowany przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego jest pierwszym od 10 lat dokumentem wytyczającym strategiczne cele polskiej gospodarki. Z wieloma jego fragmentami można oczywiście dyskutować, ale cele w nim wytyczone są bardzo ambitne. Ważne jest, że w programie wskazano środki realizacji celów i realistyczny harmonogram wdrażania jego poszczególnych etapów.
Poprzednia władza nie czuła potrzeby formułowania jakiegokolwiek programu rozwojowego. Polityka gospodarcza koncentrowała się na maksymalnym, ale niestety dość chaotycznym wykorzystaniu funduszy Unii Europejskiej w ramach perspektywy budżetowej 2007-2013.

I chociaż inwestycje unijne przyczyniły się w sposób istotny do wzrostu PKB w Polsce, to jednak ten wzrost słabo przełożył się na poprawę poziomu życia obywateli. Dynamika PKB przewyższała bowiem wzrost płac. Pytanie, gdzie podziały się owoce wzrostu gospodarczego, pozostaje bez odpowiedzi.

Koncepcja rozwoju gospodarczego poprzedniego rządu opierała się na niskich płacach i wysokiej konkurencyjności kosztowej produkcji. Zakładano, że tania siła robocza zachęci kapitał zagraniczny do inwestowania w Polsce i do tworzenia nowych miejsc pracy. Taki model rozwojowy nie przyniósł oczekiwanych owoców. Zachęcał bowiem przedsiębiorców do rozwoju produkcji pracochłonnej, a więc mało innowacyjnej, utrwalając tym samym zacofanie ekonomiczne. Nowoczesne chociaż kapitałochłonne projekty inwestycyjne o wysokim wkładzie wartości dodanej omijały Polskę. Dodatkowo niskie płace zachęcały rodaków do emigracji zarobkowej. A szczęśliwcy, którzy w Polsce pracowali, dysponowali tak niską siłą nabywczą, że musieli drastycznie ograniczać swoją konsumpcję. W konsekwencji sektor prywatny hamował swoją wytwórczość, gdyż nie miał dla kogo produkować. W następnej kolejności musiały więc ucierpieć inwestycje przedsiębiorstw i zapotrzebowanie na pracowników. Powstał zaklęty krąg ubóstwa i wysokiego bezrobocia. Ponadto można było mieć zastrzeżenia do priorytetów w wydatkowaniu funduszy Unii Europejskiej.

Plan Morawieckiego kładzie nacisk na ponowną industrializację kraju. Nowe inwestycje mają przede wszystkim zwiększyć ilość miejsc pracy. Ponadto mają to być przedsięwzięcia innowacyjne, zaawansowane technologicznie, finansowane z funduszy zarówno państwowych, jak i prywatnych. Stawia się na cyfryzację kraju, na rozwój sektora biotechnologii, przemysłu stoczniowego, chemicznego, lotniczego i specjalistycznego spożywczego. Chodzi o koncentrację zasobów w sektorach, w których Polska może uzyskać przewagi konkurencyjne. Ważną rolę w procesie industrializacji mają spełnić duże inwestycje infrastrukturalne tworzące dogodne warunki rozwoju dla sektora prywatnego. Równocześnie mają to być projekty inwestycyjne generujące rozwój sektora małych i średnich przedsiębiorstw w ramach łańcuchów produkcyjnych.

Pierwsze decyzje nowego rządu są dobrymi zwiastunami sukcesu. W wyniku decyzji na szczeblu rządowym Huta Pokój w Rudzie Śląskiej, Huta Łabędy w Gliwicach oraz Walcownia Blach Grubych Batory w Chorzowie mają zostać skonsolidowane, tworząc podmiot pod nazwą Śląskie Huty Stali. Nowy podmiot będzie zatrudniał 2,5 tys. osób, a jego roczne przychody mają sięgać 1,5 mld złotych. Połączenie dotychczas funkcjonujących mniejszych zakładów w jeden organizm ma na celu wzmocnienie pozycji polskich producentów stali wobec zagranicznej konkurencji i doprowadzenie do ograniczenia importu blach grubych i rur. Działanie konsolidacyjne wpisuje się w rządową koncepcję reindustrializacji Śląska. Dodatkowym ważnym celem powstania grupy hutniczej na Śląsku ma być koordynacja oraz pobudzenie postępu naukowo-technicznego, a także prowadzenie wspólnej polityki marketingowej i promocyjnej w hutnictwie.

Skoordynowane mają być też inwestycje oraz prace nad wspólną strategią rozwoju.

Obiecującymi przedsięwzięciami infrastrukturalnymi są rządowe projekty rozbudowy portu w Darłowie, budowy Kanału Elbląskiego i transnarodowej drogi Via Karpatia.

O sukcesie w gospodarce rynkowej decyduje przede wszystkim rozwój sektora prywatnego. Ważne jest, aby były to przedsiębiorstwa rozwijające się w oparciu o kapitał polski. Tylko pod tym warunkiem wygenerowane zyski mają szansę pozostać w kraju. Przedsiębiorcy zagraniczni preferują bowiem wywóz zysków na rynki kapitałowe krajów wysoko rozwiniętych, co zresztą nasza gospodarka boleśnie odczuwa.

W Planie Morawieckiego zwraca się uwagę na ułatwienia dla przedsiębiorców. Chodzi o uproszczenie prawa dla biznesu, likwidację zbędnych koncesji i zezwoleń, proste podatki, zmniejszenie uciążliwości kontroli, wreszcie tworzenie zasad sukcesji przedsiębiorstw rodzinnych. Ten nowy ład korporacyjny ma być ujęty w formie konstytucji dla biznesu.

Wsparcie państwa w tworzeniu korzystnych warunków dla rozwoju rodzimego sektora prywatnego jest ważne. Jednak to duch kreatywności polskich przedsiębiorców ostatecznie zadecyduje o rozwoju polskiego kapitalizmu.

Już teraz obserwujemy śmiałe decyzje rozwojowe polskich przedsiębiorstw. Zjawisko repolonizacji staje się faktem. Przykładowo Spółdzielnia Inwalidów Świt kupuje od potentata międzynarodowego Colgate-Palmolive fabrykę kosmetyków w Halinowie. Kupno jednego z najnowocześniejszych i najbardziej zautomatyzowanych zakładów produkujących kosmetyki i chemię gospodarczą w Polsce pozwoli Spółdzielni Świt zwiększyć 22-krotnie jej moce produkcyjne.

Z kolei firma Pekabex, lider na rynku prefabrykatów w Polsce, odkupiła z rąk podmiotu irlandzkiego fabrykę w Mszczonowie. Spółka polska ma w tej chwili cztery duże zakłady w Polsce i zatrudnia ponad tysiąc osób. Jej kolejnym krokiem ma być podbój rynków zagranicznych. Już teraz 30% jej przychodów pochodzi z eksportu głównie do Skandynawii. Pekabex za cel obiera sobie kupno fabryki w Niemczech.

Jak już wspomniano, rozwój krajowego sektora przemysłowego stwarza szansę zatrzymania wygenerowanych zysków na krajowym rynku kapitałowym. Ważne jest, aby oszczędności wytworzone w kraju służyły finansowaniu inwestycji w Polsce. To, co hamowało rozwój naszego kraju, to transfer zysków firm zagranicznych do krajów ich pochodzenia. Szacuje się, że tą drogą jest transferowanych z Polski około 60 miliardów złotych rocznie. To zjawisko należy powstrzymać. W przeciwnym razie nie uda się nam zrównać poziomu rozwoju gospodarczego Polski z poziomem, jaki osiągnęła większość krajów tzw. starej Unii Europejskiej.

Wpis dostępny na blogAID

Prof. Andrzej Kaźmierczak

Członek Rady Polityki Pieniężnej III kadencji, pracownik Katedry Bankowości Szkoły Głównej Handlowej.

NaszDziennik.pl