logo
logo

Zdjęcie: M.Marek/ Nasz Dziennik

W sidłach kredytu

Czwartek, 27 lutego 2014 (02:11)

Z senatorem Grzegorzem Biereckim (PiS) rozmawia Małgorzata Goss

Podczas senackiej debaty o frankowiczach pytał Pan szefa Komisji Nadzoru Finansowego o manipulacje ze strony banków stopami LIBOR, a być może także WIBOR. Dlaczego?

– Wszystko wskazuje na to, że w przypadku kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich mieliśmy do czynienia z operacją przeprowadzoną z całą świadomością przez zagraniczne banki na polskim rynku, i nie tylko polskim. Celem tych wielokierunkowych działań było doprowadzenie do sytuacji, gdy kilkaset tysięcy gospodarstw domowych będzie miało niespłacalny dług. To jest marzenie każdego banku, żeby udzielić takiego kredytu, który kredytobiorca będzie spłacał w odsetkach do końca życia, a czasem i jego spadkobiercy.

Jest interesujący artykuł prof. Leszka Pawłowicza, jednego z doradców premiera Tuska, pt. „Zastąpmy WIBOR realną stopą”, który ukazał się w 2010 r. na portalu Obserwatorfinansowy.pl. Autor zwraca uwagę, że w sytuacji braku realnych transakcji pomiędzy bankami (a taka sytuacja miała miejsce) – stopa WIBOR nie jest ustalana w sposób rynkowy, lecz dowolny. Podobnie było na Zachodzie ze stopami LIBOR [stopa procentowa krótkoterminowych kredytów eurowalutowych na rynku międzybankowym w Londynie – przyp. red.]. Banki ustalały sobie same stopę, bez udziału rynku. Tam nadzór zareagował. Teraz sypią się kary. W Polsce podobnie manipulowano stopą WIBOR, aby ukierunkować zachowania klientów. Chodziło o to, aby WIBOR [stopa pożyczek na polskim rynku międzybankowym – przyp. red.] był wysoki w czasie, gdy banki sprzedawały klientom kredyty frankowe. W ten sposób popychano kredytobiorców do zaciągania tańszych kredytów we frankach.

Co działo się w tym czasie z kursem złotego do franka szwajcarskiego?

– W raporcie na stronach KNF znajduje się wykres, który pokazuje zadziwiającą zbieżność: kiedy przybywało kredytów we frankach szwajcarskich, to jednocześnie kurs franka do złotego spadał, zamiast rosnąć. Jak to się stało, że frank szwajcarski stawał się tańszy? Przecież jeżeli jest na daną walutę duży popyt, to powinna być droższa, a nie tańsza. Należałoby to gruntownie wyjaśnić.

Przewodniczący KNF zbył Pańskie pytania.

– Ten nadzór zdaje się strzec interesów banków zagranicznych. Nie podejmuje działań, które mogłyby wyjaśnić podejrzane zachowanie franka szwajcarskiego. Może KNF by wyjaśniła, dlaczego cena tej waluty spadała wraz ze wzrostem popytu? Jeśli zaś chodzi o manipulowanie stopą LIBOR, to wypowiedział się w tej sprawie unijny komisarz ds. konkurencji Joaquin Almunia, który potwierdził, że były manipulacje stopą LIBOR, i dodał, że niektórzy ludzie powinni za to pójść do więzienia. Bruksela nałożyła na instytucje finansowe rekordowe kary. Zadajmy sobie pytanie: jeśli doszło do takich manipulacji, to w jakim celu? Czy tych manipulacji dopuszczały się te same grupy finansowe, które udzielały kredytów we frankach szwajcarskich? Gdybym kierował nadzorem finansowym, to bym się tym zainteresował.

Przewodniczący Andrzej Jakubiak utrzymuje, że KNF zrobiła wszystko, co można w ramach nadzoru.

– Jakość nadzoru widać na przykładzie chociażby sprzedaży przez banki zbędnych produktów ubezpieczeniowych, za które pobierały 95 proc. prowizji. W Wielkiej Brytanii nadzór uderzył w takie praktyki, stwierdził, że są to umowy pozorne i kazał bankom oddać pieniądze klientom. Ludzie dostali kilka miliardów funtów zwrotu za to, że sprzedano im produkty niepotrzebne. Tymczasem nasz nadzór nie podejmuje takich działań, chociaż ma uprawnienia prokuratorskie i wszelkie niezbędne do tego narzędzia. Zamiast wymóc na bankach zwrot nienależnych zysków, zajmuje się… pisaniem kolejnej rekomendacji, która będzie obowiązywać na przyszłość, ale nie powetuje klientom poniesionych szkód.

KNF twierdzi, że straty frankowiczów spowodowane zmianami kursu franka rekompensuje zmienna stopa kredytu, która daje korzyści przy spadku LIBOR.

– Korzyści frankowiczów ze spadku oprocentowania na franku szwajcarskim są znikome. Pomimo spadku stopy LIBOR banki nie zmieniają oprocentowania kredytów. Mogłyby, ale tego nie robią. Tu nie ma automatyzmu.

Resort finansów twierdzi, że prawie 60 proc. frankowiczów jest zadowolonych z wysokości rat.

– Głównym problemem nie są raty i ich wysokość, lecz kwota kredytu, która radykalnie wrosła. Ludzie zaciągali kredyt z przekonaniem, że biorą 100 tys. zł, a nagle zrobiło się 200 tys. do spłacenia. To są niespłacalne długi. Rząd mówi, że nie ma problemu. To nieprawda. Problem jest i inne kraje już starają się go rozwiązać.

Jak można wyrwać frankowiczów z pułapki kredytowej?

– Proponuję 5-punktowy plan. Po pierwsze, trzeba znieść bankowy tytuł egzekucyjny (BTE), który doprowadza do tego, że ludzie, którzy nie spłacą jednej raty, są eksmitowani na bruk i pozbawieni dostatecznej ochrony sądowej. Po drugie, należy ułatwić przeprowadzenie upadłości konsumenckiej, zapewniając jednocześnie ochronę przed bezdomnością. Trzeba znieść przepisy o eksmisji na bruk, bo inaczej wyrosną nam w Polsce slumsy. Po trzecie, trzeba wprowadzić limit roszczeń z tytułu kredytów hipotecznych, ograniczając te roszczenia do obecnej wartości nieruchomości. Tak jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie bank może zabrać dom lub mieszkanie, ale nie może ścigać kredytobiorcy w nieskończoność. Po czwarte, należy przyjąć zasadę, że kredyt walutowy zaciągnięty przez konsumenta spłacany jest po kursie z dnia umowy. To nieprawda, że za frankowiczów zapłacą inni kredytobiorcy. Koszty poniesie bank i akcjonariusze w postaci obniżenia zysków. Hiszpanie i Chorwaci nie boją się tego rozwiązania. Trzeba wyegzekwować od akcjonariuszy obowiązek dokapitalizowania banku. Powinni przyjąć na siebie część ryzyka, bo w końcu to oni brali dywidendy. Wreszcie po piąte, kredyty mieszkaniowe powinny być zawsze udzielane z oprocentowaniem stałą stopą, a nie zmienną. Jeśli ludzie biorą kredyt na 30 lat, to muszą wiedzieć, jaka będzie w przyszłości rata, aby to sobie zaplanować. Trzeba jednocześnie ułatwić im refinansowanie takiego kredytu na stałą stopę w innych bankach, które taniej kredytują. Tak jak na dojrzałych rynkach, jak rynek amerykański czy kanadyjski: gdy stopy spadają, ludzie udają się do innego banku, aby zrefinansować taniej swój kredyt.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Goss

Aktualizacja 27 lutego 2014 (08:18)

Nasz Dziennik