logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: OspreyPL/ Licencja: CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Zbudować kapitał emerytalny

Sobota, 14 czerwca 2014 (21:44)

Z prof. Jerzym Żyżyńskim, posłem PiS, profesorem nauk ekonomicznych i specjalistą w dziedzinie zarządzania, rozmawia Małgorzata Goss

 

Pojawiła się informacja o emeryturach znanych osób ze świata artystycznego: znakomita polska tancerka, solistka teatralna i dziennikarka może liczyć miesięcznie na 160 zł emerytury; lider znanego zespołu z lat 70. – 570 zł; niewiele więcej  dostanie wybitny piosenkarz estradowy, satyryk i kompozytor – 590 zł; inne gwiazdy estrady – 1000-1100 złotych. Dlaczego tak mało?

 – Przedstawiciele świata artystycznego znaleźli się w złej sytuacji, bo nie pracowali na etatach, niemniej część z nich może jeszcze liczyć na jakieś tantiemy czy propozycje występów. Gorzej  będą mieli tzw. zwykli ludzie, którzy po przejściu na emeryturę dostaną w najlepszym razie 50-60 procent ostatniej pensji, a może – jak twierdzi prof. Witold Orłowski – tylko 30 procent,  i to raczej on ma rację. Wtedy ten, kto otrzymuje pensję minimalną – lub odprowadza składki od minimalnej pensji – 1600 zł, po 45 latach pracy otrzyma na starość 533 złotych. Ten zaś, kto zarabiał na poziomie średniej, dostanie nieco ponad 1000 zł, ale i tak, po opłaceniu czynszu, zostanie mu na bułkę z najtańszą margaryną i chudym serkiem, ale na leki zabraknie.

Emerytury po reformie będą dużo niższe niż emerytury starego portfela?

– W 2013 r. prawie połowa emerytur wynosiła poniżej 1600 zł, a przecież jest to poziom ustawowej minimalnej płacy, która ma zapewnić środki na podstawowe utrzymanie. Ponad 1/3 emerytur była niższa niż 1400 zł. Średnia wyniosła 1717 złotych. Prawie 70 proc. emerytur było poniżej 2000 złotych. Wielu emerytów dorabia i – paradoksalnie – miewają się dzięki temu nawet lepiej niż nisko wynagradzane rodziny pracownicze. I to jest miara nędzy, w jaką wpędzono Polaków! Problem głodowych emerytur będzie jednak narastał, ponieważ jego przyczyna tkwi w wadliwych podstawach systemu, który od tego roku wchodzi w życie.

Teraz emerytura ma zależeć wyłącznie od uzbieranego kapitału emerytalnego. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo obniży to ich świadczenia.

– Mieliśmy do czynienia z gigantyczną manipulacją. Samo pojęcie kapitału zostało nadużyte. Punktem wyjścia jest tzw. kapitał początkowy, ale tu nie ma żadnego kapitału, jest biurokratyczny twór, czysto wirtualny, który z prawdziwym pojęciem kapitału nie ma nic wspólnego.

Dlaczego? Przecież ludziom zapisuje się ten kapitał na konto.

– Kapitał to nie jest coś, co biurokrata zapisze na koncie i ewentualnie wartość tę powiększa o jakiś wydumany wskaźnik, obciążając  budżet państwa. Kapitał to są środki, które stanowią – jak to się mówi językiem księgowym – pasywa instytucji finansowej, jej kapitał obcy, czyli zobowiązania wobec tego, kto ten kapitał powierzył tej instytucji. Na przykład nasz depozyt w banku jest jego kapitałem obcym i zobowiązaniem banku wobec nas. Ten kapitał musi pracować po stronie aktywnej bilansu instytucji finansowej – w przypadku banku polega to na tym, że bank udziela kredytu np. na inwestycje, w efekcie gospodarka się rozwija, bank dostaje odsetki i dzieli się nimi z właścicielem kapitału. Natomiast to, co ZUS nazywa „kapitałem emerytalnym”, powstaje w ten sposób, że najpierw dla każdego obywatela jest liczony tzw. kapitał początkowy, za pomocą sztucznej i skomplikowanej procedury, głównie w oparciu o tzw. okresy składkowe i nieskładkowe jego historii zatrudnienia przed 1999 r., a następnie do tego są dopisywane składki wpłacane przez pracodawcę po 1999 r. i wszystko to jest waloryzowane według stopy inflacji. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistą ekonomiczną funkcją kapitału i mechanizmami ekonomicznymi.

To, co Pan nazywa kapitałem, było w OFE, więc dlaczego głosowaliście za ich likwidacją?

– Bo OFE to było nieporozumienie. OFE stworzyły fikcyjny dla gospodarki i powiększający dług publiczny obieg pieniędzy. Państwo, by przekazywać pieniądze OFE, musiało się zadłużać, a jego papiery dłużne kupowały OFE. Słowem, ekonomiczny nonsens. Poza tym OFE inwestowały wprawdzie na giełdzie, ale głównie na rynku wtórnym, czyli po to, by podbijać ceny akcji z korzyścią dla tych, którzy w nie wcześniej zainwestowali – taki był zresztą cel utworzenia OFE. Chodziło o to, by wyrwać gigantyczne pieniądze z tradycyjnego systemu emerytalnego i skierować je na giełdę, bo dodatkowy popyt na akcje pozwalał podtrzymywać ich ceny.

Ale czy to nie lepsze, skoro system tradycyjnego ZUS bankrutował?

– Cały system był tak zorganizowany, że powodował uciekanie ludzi do szarej strefy, a równocześnie za pomocą propagandy medialnej budowano powszechną niechęć i pogardę dla ZUS. Niemniej koszty ZUS były – i są – znacznie niższe niż osławione koszty zarządzania OFE. ZUS cechuje biurokracja, a OFE – zdzierstwo.

Leszek Balcerowicz przekonuje, że OFE to były „pieniądze ludzi”, które zły rząd im zabrał.

– Ekonomista nie może zapominać, że inwestując w akcje, OFE narażały emerytury na bardzo wysokie ryzyko rynków finansowych, a z kolei inwestowanie bez ryzyka w obligacje skarbowe tworzyło obieg pieniądza sztucznie powiększający dług publiczny. Dlatego rząd dobrze zrobił, wyrywając te pieniądze OFE, ale przeprowadził to źle, ponieważ umorzył zobowiązania OFE zmaterializowane w papierach skarbowych, a zobowiązania OFE przeniósł do ZUS, budując z nich fikcyjny „kapitał emerytalny”. Dziwię się, że wytrawny finansista minister Rostowski pozwolił na zbudowanie takiej fikcji.

Dziękuję za rozmowę.

 


 

Jutro na portalu NaszDziennik.pl zostanie opublikowana druga część rozmowy z prof. Jerzym Żyżyńskim.  A w niej m.in. o skutkach stworzenia fikcji kapitału emerytalnego i drukowaniu pieniędzy bez pokrycia.

Małgorzata Goss

NaszDziennik.pl