Z roku na rok sytuacja rodzin jest coraz gorsza. Diecezjalne ośrodki Caritas przeżywają oblężenie. Często o pomoc proszą rodziny, w których dwoje rodziców pracuje! A nam się powtarza, że jesteśmy zieloną wyspą…
To wierutna bzdura! W wielu zestawieniach ciągniemy się w ogonie Europy, a w niektórych nawet świata. Takim przykładem jest innowacyjność naszej gospodarki, od której zależy efektywność, wydajność pracy Polaków, a w rezultacie wysokość ich zarobków. W zakresie wolności gospodarczej sprawa wygląda niewiele lepiej.
Jeśli chodzi o rozdźwięk między statystykami, w tym przypadku poziomu deflacji, a odczuciami Polaków i realnym poziomem ich życia, to odpowiedź jest prosta. Statystyki poprawiają się, bo niewielka część naszego społeczeństwa szybko się bogaci. Natomiast znaczna część społeczeństwa zarabia tyle samo, co do tej pory, albo mniej. Przypomnę, że w ciągu ostatnich kilku lat, między rokiem 2007 a 2014, według danych GUS liczba Polaków pracujących za ustawowe najniższe wynagrodzenie podwoiła się. Są to dane bardzo niepokojące.
Według badania CBOS, znaczna część naszego społeczeństwa nie jest w stanie pokryć niespodziewanego i nagłego wydatku rzędu 1 tys. złotych! Czyli wydawałoby się względnie niedużej kwoty.
Zawsze patrząc na statystyki, musimy mieć świadomość, że one są bardzo zawodne. Nie zawsze odzwierciedlają rzeczywistość w pełni. Czasami ją przekłamują. Statystycy i ekonomiści mają na ten temat szereg dowcipów. Statystycznie rzecz biorąc, idąc na spacer z psem, mamy średnio po trzy nogi… Gdy chcemy mieć pełny obraz sytuacji, musimy brać pod uwagę szereg wskaźników. A jeżeli je zestawimy, to już nie wygląda dla Polski tak różowo czy zielono, posługując się określeniem klasyka.
Lekarstwem na ulżenie najsłabszym i najmniej zarabiającym powinno być w pierwszej kolejności podniesienie kwoty wolnej od podatku.
Kolejnym krokiem byłoby odwrócenie filozofii myślenia o finansach publicznych i podatkach. Do tej pory ta filozofia polegała na powiększaniu skali redystrybucji dochodu narodowego, czyli my coraz więcej oddajemy państwu, a państwo zabierając pewną część na swoje funkcjonowanie, resztę oddaje pewnej grupie w postaci fizycznej bądź pod postacią różnych usług. Nie zawsze ten podział jest logiczny.
W obliczu takiej niesprawności państwa filozofia prowadzenia finansów powinna podążać w kierunku, który można opisać hasłem: Zostawmy ludziom jak najwięcej pieniędzy w ich własnych kieszeniach. Polacy zaczynają już dochodzić do przekonania, że nie chą nic od państwa, bo to się zawsze źle kończy, a chcą, żeby państwo się do ich życia i do ich portfeli nie wtrącało. Polak oddaje państwu pod różnymi podatkami połowę tego, co zarabia. Czyli przez pół roku pracujemy na państwo, a dostajemy od niego coraz mniej.

