Najwyższa Izba Kontroli przyjrzała się organizacji i funkcjonowaniu grupy PKP. Kontrola zakończyła się negatywną oceną, a część uwag odnosiło się do zakupu i użytkowania włoskiego pociągu Pendolino.
Dobrze się stało, że funkcjonowanie grup PKP oceniła Najwyższa Izba Kontroli. Mimo wszelkich zawirowań wokół tej instytucji opinia jej kontrolerów jest bardzo wiarygodna. Kiedy takie same wnioski przedstawiali posłowie, senatorowie i związkowcy, to słyszeliśmy głosy, że krytykę mają we krwi. W momencie gdy robi to NIK, każdy musi przyznać, że kontrolerzy mają rację.
Pierwszą osobą, która powinna zapoznać się z tym raportem, jest minister Sławomir Nowak, który był gorącym zwolennikiem zakupu pendolino i dzięki niemu włoski pociąg stał się częścią naszego krajobrazu. Bez dwóch zdań kwestia pendolino wymaga rozliczeń wśród polityków, a także w grupach PKP.
Lista zarzutów pod adresem osób zarządzających PKP jest długa. Wymienia się duże koszty utrzymania, niską prędkość jazdy czy nieprzygotowanie infrastruktury na podróże powyżej 200 km/h.
Nie może więc dziwić, że jak dotąd nie zarabiamy na przejazdach włoskim pociągiem. Nie za bardzo widzę możliwości, żeby to się zmieniło. Jedyną nadzieją na zmniejszenie straty wywołanej zakupem pociągu jest renegocjacja kontraktu, a podstawą do tego jest to, że jeszcze nie wszystkie pociągi znalazły się w Polsce. Mam nadzieję, że minister infrastruktury Andrzej Adamczyk przyjrzy się kontraktowi dokładnie.
NIK miała też wiele uwag do prywatyzacji spółek PKP Energetyka, TK Telekom i PKP Informatyka. Kontrolerzy stwierdzili, że w procesie prywatyzacji nie zabezpieczono w pełni interesów Skarbu Państwa. Każdy, kto mnie zna, wie, że jestem zwolennikiem sytuacji, w której kolej jest całkowicie państwowa, dlatego uważam, że trzeba podjąć próbę scalenia wszystkich spółek pod zarządem Skarbu Państwa. Niemieckie koleje również przeszły proces prywatyzacji, rozbito je na spółki i spółeczki, a teraz Berlin próbuje wszystko poskładać na nowo.

