logo
logo
zdjęcie

Janusz Szewczak

Czy grozi nam afera na 20 mld zł?

Czwartek, 25 sierpnia 2016 (12:21)

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego złożyła wniosek do prokuratury o zbadanie, czy władze KGHM Polska Miedź w latach 2010-2012 nie doprowadziły do poważnych strat w spółce. Chodzi o zainwestowanie gigantycznych pieniędzy w kopalnię na pustyni Atacama w Chile i przejęcie kanadyjskiej spółki Quadra. Gdyby przypuszczenia ABW się potwierdziły, byłby to skandal znacznie przewyższający aferę reprywatyzacyjną w Warszawie i wszystkie dotychczasowe afery prywatyzacyjne.

Sprawa dotyczy zakupu koncesji i budowy kopalni miedzi, molibdenu i złota na pustyni Atacama w Chile w latach 2010-2012 przez KGHM. Polska firma kupiła kanadyjską spółkę Quadra za 15 dolarów kanadyjskich za akcję. Eksperci już wówczas twierdzili, że przepłacono o 30 proc. W sumie kosztowało to Skarb Państwa prawie 10 mld zł, a media mętnego nurtu roztaczały przed nami bajkową wizję astronomicznych przyszłych zysków. KGHM-owi doradzał przy tej prywatyzacji były prezes GPW Wiesław Rozłucki (doradca Rothschild Polska).

Jakby tego było mało, KGHM kupował Quadre w czasie, kiedy inna kanadyjska firma skutecznie ubiegała się o koncesję na wydobycie miedzy właśnie w Polsce. Na razie załóżmy, że to wszystko to zbieg okoliczności, błędna kalkulacja biznesowa i niedocenienie ryzyka.

Przez wiele lat pisałem i ostrzegałem, że inwestycja ta nie skończy się na wydaniu 10 mld zł, że końcowy rachunek za nią wyniesie dodatkowe kilka miliardów dolarów. I tak się stało! KGHM kupił ziemię na pustyni, gdzie nie było prądu i wody i trzeba było je doprowadzić rurociągami na odległość około 140 km. I tak zamiast wydać 2,5 mld USD, wydano prawie 4,5 mld USD. Czyli kolejne miliardy kosztowało nas wykopanie i uruchomienie tej dziury w środku chilijskiej pustyni. Łączny więc transfer pieniędzy z Polski można szacować na ponad 20 mld zł.

Jest pytanie, czy to tylko niedopatrzenie i błędna kalkulacja, czy była to zorganizowana operacja wyprowadzenia tych ogromnych pieniędzy z Polski. Odpowiedzi poszuka prokuratura, gdyż ABW skierowała do niej wniosek w tej sprawie. Wydaje się, że w tak ważnej kwestii należałoby objąć ją nadzorem nie tylko Departamentu ds. Przestępczości Gospodarczej, ale również samego prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.

Już na samym początku, a więc w latach 2010-2012 sprawa budziła wielkie wątpliwości i podważano sens ekonomiczny tej wielkiej transakcji inwestycyjnej. Sam również zwracałem na to uwagę w swoich publikacjach, także na łamach „Naszego Dziennika”.

Ta inwestycja mogła stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa polskiego, naszej gospodarki i bezpieczeństwa bilansu płatniczego. KGHM nie tylko był jednym z głównych dostarczycieli dewiz dla Polski, ale też sam musiał znaleźć miliardy dolarów na tę transakcję. No i oczywiście znalazł je w zagranicznych bankach. Te ochoczo wyszły naprzeciw prośbom polskiej spółki i udzieliły jej olbrzymich kredytów. O tej operacji wiedzieli wszyscy święci w rządzie Donalda Tuska. Wiedzieli w Ministerstwie Skarbu Państwa (w tym wiceminister Mikołaj Budzanowski i podsekretarz stanu Zdzisław Gawlik) i w resorcie finansów. Wiedział o tym też generalny inspektor informacji finansowej oraz kierownictwo służb ABW i CBA. Nikt nie protestował. Moje ostrzeżenia były traktowane jako głos wołającego na puszczy. Z pewnością transakcję tę wspierał rząd z premierem Tuskiem na czele oraz ministrem finansów.

Znaleźli się jednak ludzie, nawet wśród pracowników służb, którzy dostrzegali zagrożenie w inwestycji w Chile, którzy protestowali, ale ci zostali albo usunięci z pracy, albo skutecznie uciszeni. Było więc pełne przyzwolenie decydentów dla tej zadziwiającej transakcji. Równolegle prezes KGHM Herbert Wirth z pomocą dziennikarzy nakreślał wizję ogromnych, bajkowych zysków, które miały płynąć do Polski. Miały nadejść dni potęgi i chwały dla KGHM, a dziś spółka ma wielkie problemy, straty i dodatkowe koszty i nie zanosi się na jakikolwiek zwrot zainwestowanych pieniędzy czy ich powrót w tej skali do Polski.

Ciekaw jestem, kto odpowiada za tę transakcję i kto wydał na nią zgodę. Czy jak zwykle nie będzie winnych? Na razie mamy zawiadomienie do prokuratury złożone przez ABW na zarząd KGHM. Generalny audyt w tej sprawie ma być sporządzony dopiero pod koniec bieżącego roku. Z pewnością dowiemy się znacznie więcej bulwersujących faktów w tej sprawie. Dziś rodzi się niezwykle fundamentalne pytanie: Czy to była tylko pomyłka i niedopełnienie obowiązków, błędy w zarządzaniu i kalkulacji biznesowej, czy jednak celowe i zorganizowane wyprowadzenie z Polski astronomicznej kwoty ponad 20 mld zł. Na odpowiedź czekają od 6 lat polscy podatnicy i udziałowcy KGHM, która jest przecież spółką Skarbu Państwa, a nie prywatnym folwarkiem „przyjaciół królika”, jak to bardzo często miało miejsce za rządów koalicji PO i PSL.

Jeżeli politycy Platformy i PSL i nadzoru finansowego szukają na siłę wydumanego transferu pieniędzy za granicę, to wydaje mi się, że więcej pożytku z ich pracy byłoby, gdyby się pochylili nad tą właśnie inwestycją KGHM. Bo to nie jest inwestycyjny niewypał za kilka milionów złotych. Tu chodzi o ponad 20 mld zł zainwestowanych w dziurę na pustyni Atacama w Chile. Dzięki determinacji ministra Skarbu Państwa Dawida Jackiewicza oraz działaniom prokuratora generalnego już dziś wiemy znacznie więcej o tej sprawie. 

Janusz Szewczak

Autor jest ekonomistą i posłem Prawa i Sprawiedliwości.

NaszDziennik.pl