logo
logo

Zdjęcie: Lowdown/ Licencja: CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Autosan czeka na inwestora

Sobota, 26 kwietnia 2014 (22:23)

Jest już gotowa wycena majątku sanockiej Fabryki Autobusów Autosan. Wartość majątku upadłej spółki wyceniono na ok. 65 milionów złotych. Niewykluczone, że już w przyszłym tygodniu przedsiębiorstwo zostanie wystawiona na sprzedaż w drodze przetargu.

Przypomnijmy, że upadłość sanockiej fabryki autobusów, która wcześniej należała do Grupy Zasada, została ogłoszona na początku października 2013 r., a sąd zarząd nad zakładem powierzył syndykowi masy upadłościowej. Autosan wznowił działalność i w okrojonej do 350 pracowników obsadzie kontynuuje produkcję autobusów, realizuje też specjalne zamówienia dla wojska, ponadto produkuje podzespoły wagonów kolejowych. Na to, co dalej będzie z sanockim zakładem, czekają pracownicy, zwłaszcza ci zatrudnieni na czas określony, którym niebawem kończą się umowy. Tymczasem zakład jest już wyceniony, co umożliwia jego wystawienie na sprzedaż.

– Aktualny stan majątku został wyceniony na ok. 15 milionów euro. Zależy nam, aby zakład został sprzedany w całości, a nowy właściciel przejął także załogę – uważa Ludwik Noworolski, syndyk zarządzający masą upadłościową sanockiego Autosanu. Szybka sprzedaż zakładu w całości i utrzymanie produkcji oraz zatrudnienia w obecnym rozmiarze to także priorytety załogi. – Mamy nadzieję, że inwestor znajdzie się i transakcja zostanie sfinalizowana już za pierwszym razem. Jeżeli nie, to nadal będziemy prowadzić działalność gospodarczą, starać się o nowe zamówienia, produkować i czekać na kolejne rozstrzygnięcia – zauważa Ewa Latusek, przewodnicząca NSZZ „Solidarność” w sanockim Autosanie. Związki zawodowe obawiają się, że jeżeli za pierwszym razem nie udałoby się sprzedać zakładu, to konieczna może być reedukacja etatów, co przy braku perspektyw pracy w regionie obciążonym dużym bezrobociem oznacza dramat wielu rodzin. Żeby utrzymać zatrudnienie na obecnym poziomie 350 osób, Autosan musiałby w tym roku wyprodukować sto autobusów, na razie zamówienia są mniejsze, a to może zaowocować zwolnieniami już w drugiej połowie roku.

                                              

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl