logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Dużo taniego mleka

Wtorek, 28 października 2014 (11:44)

Rośnie produkcja, a co za tym idzie także skup mleka, ale spadają jego ceny. Niektórzy rolnicy obawiają się, że jeśli na rynek nie wróci za kilka miesięcy koniunktura, to czeka ich bankructwo.

To, co obserwujemy na polskim rynku mleka, spędza sen z powiek zarówno rolnikom, jak i przetwórcom mleka. Z jednej strony bowiem mleczarnie nie mają żadnych problemów z surowcem, bo skup mleka jest bardzo wysoki. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, we wrześniu skup mleka wyniósł 865 mln litrów, czyli był aż o ponad 8,3 proc. wyższy niż rok wcześniej. W okresie styczeń – wrzesień 2014 roku mleczarnie kupiły od rolników 7,8 mld litrów mleka, a to oznacza wzrost o prawie 8 proc. w porównaniu do tego samego okresu 2013 roku. Najwięksi producenci mleka to województwa: podlaskie (2,4 mld litrów odstawionych do mleczarń w pierwszych trzech kwartałach tego roku), mazowieckie (1,3 mld litrów), oraz wielkopolskie (960 mln litrów). 

Grożą kary

Trzeba jednak przyznać, że dynamika wzrostu skupu mleka nieco przyhamowała, bo we wrześniu mleczarnie odebrały o 5 proc. mniej surowca niż  w sierpniu. Nie wiadomo jednak, czy jest to celowe działanie rolników, aby obniżyć produkcję w celu uniknięcia kar za przekroczenie kwot mlecznych.

Ale to i tak Polsce wciąż grozi. Agencja Rynku Rolnego poinformowała, że od kwietnia do września, czyli w pierwszym półroczu roku kwotowego 2014/2015, skup mleka wyniósł około 5,47 mln ton mleka po przeliczeniu na mleko o referencyjnej zawartości tłuszczu. To zaś oznacza, że przekraczamy krajową kwotę mleczną o prawie 5,2 proc. „W sytuacji, gdy dynamika skupu mleka utrzyma się na dotychczasowym poziomie, wysokość przekroczenia przez Polskę kwoty krajowej dostaw może wynieść ponad 8 proc., co skutkować będzie koniecznością uiszczenia opłaty wyrównawczej w wysokości znacząco wyższej niż opłata za rok kwotowy 2013/2014” – ostrzega ARR. Czyli grożą nam bardzo wysokie kary za nadprodukcję mleka, które w skrajnym przypadku mogą przekroczyć nawet 1 zł za każdy litr ponad przyznaną rolnikowi indywidualną kwotę mleczną. 

A ceny spadają

Z drugiej strony duża podaż od wielu miesięcy jest jednym z głównych powodów spadku cen za mleko, jakie otrzymują rolnicy. W poprzednim miesiącu – informuje GUS – przeciętnie w kraju za 1 litr surowca zakłady mleczarskie płaciły prawie 1,25 zł – to o 2,7 proc. mniej w porównaniu do sierpnia br., ale wobec września 2013 roku mleko potaniało aż o 10 proc. Najwięcej płaciły zakłady z województwa opolskiego – 1,35 zł za 1 litr, dolnośląskiego – 1,33 zł i podlaskiego – prawie 1,30 zł. Z kolei najniższą cenę oferowano dostawcom z województwa świętokrzyskiego i kujawsko-pomorskiego – około 1,17 zł, a także łódzkiego i małopolskiego – około 1,18 zł, oraz podkarpackiego – ponad 1,19 zł. W pozostałych regionach za mleko też nie płacono rewelacyjnie: pomorskie – 1,21 zł, lubelskie i mazowieckie – 1,22 zł, warmińsko-mazurskie – 1,26 zł, lubuskie – 1,27 zł, wielkopolskie – prawie 1,28 zł, śląskie – ponad 1,28 zł, oraz zachodniopomorskie – ponad 1,29 zł za 1 litr.

I nie ma na razie widoków na to, aby ta sytuacja miała się zmienić, bo w Polsce – tak jak na całym świecie – tanieją produkty mleczarskie. Zakłady są zmuszane do cięcia kosztów, a najszybciej to osiągną, obniżając ceny mleka. Swoje robi oczywiście rosyjskie embargo, bo przez nie więcej produktów trafia na polski i unijny rynek, więc ceny serów, mleka, twarogów, jogurtów spadają. Cieszy to pewnie wielu konsumentów, ale już nie producentów. O spadku eksportu informuje ministerstwo rolnictwa. Według danych z sierpnia (wrześniowych jeszcze nie ma), eksport artykułów mlecznych był o prawie 3 proc. niższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku i spadł do poziomu 135,5 mln euro. Ale trzeba pamiętać, że przez pierwszy tydzień sierpnia jeszcze sprzedawaliśmy do Rosji, we wrześniu już tego eksportu nie będzie. Co prawda nasze mleczarnie zdobywają nowe rynki zbytu, ale nie da się tego załatwić w kilka tygodni czy nawet miesięcy. Tym bardziej że embargo dotyczy całej UE, więc zaostrza się też konkurencja na rynku unijnym, gdzie trafia najwięcej naszych wyrobów mlecznych. 

Zagrożone gospodarstwa

Ta sytuacja powoduje, że część gospodarstw mocno martwi się o przyszłość.

– Rolnicy pobrali kredyty, wzięli maszyny w leasing, a przy tych cenach skupu mleka stali się już niewypłacalni. A przecież surowiec może jeszcze potanieć – mówi Mikołaj Zyskowski, pracownik firmy leasingowej.

Wielu ekspertów obawia się, że już teraz część producentów mleka, zwłaszcza średnich –  a tych jest najwięcej – stoi na krawędzi bankructwa, bo gdy zaciągali kredyty, to zakładali, że mleko nie będzie aż tak tanie jak teraz. I jeśli sytuacja się nie poprawi, to w przyszłym roku wielu z nich może podjąć decyzję o likwidacji lub znacznym ograniczeniu hodowli krów. Zwłaszcza jeśli w oczy zajrzy im widmo konieczności zapłacenia dotkliwych kar za nadprodukcję mleka. Co prawda jest szansa na zmianę unijnych przepisów, żeby tych kar nie było, to jednak nie mamy gwarancji, iż tak rzeczywiście będzie. Na razie rolnicy muszą się z tymi karami liczyć i brać je pod uwagę przy ocenie kondycji swojego gospodarstwa.

Krzysztof Losz

NaszDziennik.pl