logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Mleko w kryzysie

Czwartek, 27 listopada 2014 (15:20)

Sektor mleczarski nie jest przygotowany na zniesienie kwot mlecznych i deregulację rynku unijnego. Ani Komisja Europejska, ani rząd nie zadbały o przygotowanie działań niwelujących negatywne skutki likwidacji limitów produkcyjnych.

Takie wnioski płyną z debaty na temat stanu polskiego mleczarstwa w kontekście zniesienia kwot mlecznych, jaka odbyła się w Senacie z udziałem rolników, przedstawicieli zakładów mleczarskich, rządu, ekspertów i parlamentarzystów. Kwoty mleczne zostaną zniesione już niedługo, bo 1 kwietnia 2015 roku. Wtedy każdy rolnik będzie mógł wyprodukować tyle mleka, na ile pozwoli mu wielkość hodowli, gdyż nie będzie żadnych administracyjnych ograniczeń. Jednak ta perspektywa niesie nie tylko szansę na rozwój branży mleczarskiej, ale stwarza też szereg zagrożeń i grozi likwidacją wielu gospodarstw i zakładów przetwórczych, które mogą nie wytrzymać ostrzejszej konkurencji na rynku.

Problemy sektora mleczarskiego są mniej nagłośnione w stosunku do kłopotów sadowników, ale i on narzeka na spadek cen spowodowany rosyjskim embargiem  na unijną żywność. Do tego dochodzi pogorszenie koniunktury na rynkach światowych i wysokie kary za przekroczenie limitów produkcji, jakie KE nałożyła na polskich rolników w tym roku (około 250 mln zł) i które w przyszłym roku mogą być jeszcze większe, rzędu 800 mln – 1 mld złotych. Dlatego nie można lekceważyć obaw o przyszłość polskiego mleczarstwa, a jest to ważna gałąź gospodarki.

Poseł Jan K. Ardanowski (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej komisji rolnictwa, zauważył, że sektor mleczarski stanowi 15 proc. całej produkcji rolniczej, a np. na Podlasiu jest to sektor dominujący. Krowy hoduje 150 tys. gospodarstw, co oznacza, że jest to źródło utrzymania dla około pół miliona osób. Roczny eksport produktów mlecznych to 1 mld euro, co osiągamy dzięki temu, że 180 mleczarń to w większości nowoczesne zakłady, konkurencyjne w UE. – Jest to sektor, który ma możliwości rozwoju, ale nie wiemy, jak zakończenie kwotowania na niego wpłynie – stwierdził Ardanowski. Niestety, teraz jego sytuacja już jest trudna, bo z powodu spadku cen skupu wiele gospodarstw jest na granicy bankructwa.

Radźcie sobie sami

Zniesienie kwotowania mleka to szanse i zagrożenia. Ale uczestnicy senackiej debaty nie mają wątpliwości, że z tym problemem musimy sobie poradzić sami, bo UE nam nie pomoże. – Nie mamy co liczyć na unijną solidarność – nie ma wątpliwości Agnieszka Maliszewska z Polskiej Izby Mleka. – Jesteśmy w czołówce europejskich producentów mleka, nie wiadomo, czy po tych zmianach wyjdziemy z tego obronna ręką, czy będziemy mieli większe problemy – podkreśliła. Według niej, po zakończeniu kwotowania potrzebne jest wdrożenie strategii rozwoju branży mleczarskiej. Potrzebna jest coraz bliższa współpraca między mleczarniami, aby wykorzystać to, że na świecie na pewno będzie rosło zapotrzebowanie na mleko. – UE nie zrobiła i już nic nie zrobi, aby pomóc sektorowi mleczarskiemu – zgadza się Waldemar Broś, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich.

O tym, że nie mamy się co oglądać na Komisję Europejską, przekonują też słowa prof. Andrzeja Babuchowskiego, pracownika przedstawicielstwa Polski przy UE. Pakiet mleczny, który przyjęła Bruksela, w Polsce jest bezużyteczny. Nie udało nam się też namówić krajów unijnych (potrzeba poparcia 2/3) do redukcji współczynnika tłuszczowego, dzięki czemu kary dla polskich rolników byłyby niższe. – Sprawa współczynnika jest zamknięta, kolejne kraje się wycofują z poparcia tego postulatu – powiedział Babuchowski. Kary za nadprodukcję zostaną więc w 2015 roku naliczone. – Nie ma podstaw prawnych, żeby nie było karania. Te kary też przewidziano w projekcie budżetu UE na 2015 rok – dodał profesor. Rozwiał także nadzieje rolników i mleczarzy na to, że Bruksela podniesie ceny referencyjne na masło i mleko w proszku w ramach dopłat do przechowywania produktów mlecznych. Zmiana tych stawek zajęłaby bowiem dwa lata, bo wymaga zgody Rady Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Warto jednak przypomnieć, że ten postulat organizacje rolnicze odnosiły już od kilku lat i było dużo czasu, żeby zmiany wprowadzić. Trudno też liczyć na to, że KE sfinansuje dopłaty do eksportu, bo nie ma na to pieniędzy. – Nadzieje rolników osłabły po tym wystąpieniu – podsumował wystąpienie prof. Babuchowskiego szef senackiej  komisji rolnictwa i przewodniczący rolniczej „Solidarności” Jerzy Chróścikowski.

Niewiele może pomóc rząd. Wiceminister rolnictwa Tadeusz Nalewajk wskazywał, że resort nie może dopłacać do mleka, ale pewne wsparcie dla producentów przewidziano w nowym Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich. Będą uruchomione np. dopłaty do krów mlecznych (do 30 krów) i dotacje do modernizacji budynków inwentarskich (do 500 tys. zł na gospodarstwo).

Może koncentracja?

Doktor Piotr Szajner z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej wskazywał, że kwoty mleczne wcale nie chroniły rolników przed spadkiem cen skupu. Jego zdaniem, Polska ma warunki do rozwoju sektora mlecznego (duże zasoby ziemi, fachowi ludzie, zakłady przetwórcze), ale ten potencjał powinien być lepiej wykorzystany. – Proces koncentracji produkcji był zbyt wolny – twierdzi Szajner. I przypomniał, że 10 lat temu mieliśmy 300 tys. dostawców, a teraz jest ich jeszcze 150 tysięcy. Tymczasem wyzwaniem dla rolników jest zwiększenie wydajności krów do 6 tys. litrów mleka rocznie, co możemy osiągnąć w dużych gospodarstwach w ciągu kilku lat. Koncentracja powinna też dotyczyć zakładów mleczarskich.

Z tymi tezami polemizował prof. Andrzej Czyżewski, kierownik Katedry Makroekonomii i Gospodarki Żywnościowej Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, który nie krył, że był przeciwnikiem likwidacji kwot mlecznych, gdyż nie przygotowano działań chroniących sektor przed kryzysem. Profesor Czyżewski obawia się, że likwidacja kwot może wywołać duże perturbacje na polskim rynku. Ich skutkiem  do 2020 roku będzie spadek pogłowia krów o 700 tys. sztuk i zmniejszenie produkcji mleka o 11 proc. (teraz wynosi około 10 mln ton) przy jednoczesnym wzroście wydajności w tych gospodarstwach, które przetrwają. – Spadnie cena mleka, zaczną się wielkie konflikty, bo 35 proc. gospodarstw sprzedaje do 20 ton mleka rocznie i one mają za to [zniesienie kwot mlecznych] zapłacić – powiedział Andrzej Czyżewski. I wyjaśnił, że ten proces jest skutkiem zastosowania „paradygmatu industrialnego” w rolnictwie –  nakręca się coraz większą produkcję, żeby ilością rekompensować spadek cen. Zdaniem profesora, Polska powinna się zaś zabezpieczać przed nadmierną koncentracją hodowli bydła, w trosce nie tylko o podział dochodów w rolnictwie, ale także o stan środowiska.

Także Jan Dąbrowski, prezes spółdzielni mleczarskiej w Łowiczu, obawia się o los rodzinnych gospodarstw i swojego zakładu, bo 95 proc. dostaw mleka zapewniają mu właśnie mali i średni hodowcy. Jego zdaniem, koncentracja jest potrzebna w przypadku mleczarń, ale już nie na poziomie gospodarstw rodzinnych. Inaczej z mlekiem będzie tak jak z trzodą chlewną, z hodowli której masowo rezygnowały gospodarstwa rodzinne i została ona tylko w dużych fermach. – Tego boję się u siebie – nie krył prezes Dąbrowski.

Markety zbijają ceny

Zdaniem prezesa Waldemara Brosia, nie wszyscy zdają sobie sprawę z zagrożenia, przed jakim stoi sektor mleczarski. Spadają dochody rolników, ale tracą też mleczarnie. Rentowność przetwórni mleka za 2013 rok wyniosła 2,13 proc., a w tym roku spadnie poniżej 1 procenta. I dzieje się tak mimo spadku cen mleka. Surowiec tanieje bowiem cały czas od stycznia br. i jego cena spadła z 1,54 zł za litr do 1,26 złotego. – Nie wierzę, żeby ten spadek został zahamowany – dodał Broś. W rezultacie ceny mleka w Polsce – około 0,29 euro za litr – są o wiele niższe niż średnia unijna (0,36 euro). W USA farmer dostaje równowartość 0,47 euro za litr mleka, a taniej niż u nas jest co prawda w Nowej Zelandii (0,26 euro), ale tam są inne warunki produkcji.

Pewnie niepokój przedstawicieli branży mleczarskiej o przyszłość nie byłby tak duży, gdyby nie problemy na rynku krajowym. Waldemar Broś wskazuje, że UE nie zadbała o uregulowanie kwestii współpracy producentów z handlem. W Polsce zagraniczne sieci handlowe narzucają mleczarniom obniżki cen, bo mają pozycję dominującą na rynku i np. 70 proc. serów „idzie” przez markety. – Nad tym się nie pochylono – podkreślił Broś. Także Agnieszka Maliszewska wskazuje, że sieci handlowe wykorzystują swoją pozycję. – Potrzebne są rozwiązania ustawowe, które dadzą nam równowagę w zawieraniu kontraktów – wyjaśniła Maliszewska.

Protestujemy

Tymczasem w czwartek Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka organizuje przed ministerstwem rolnictwa „Mleczną Pikietę” w proteście przeciwko trudnej sytuacji mleczarstwa. Rozpocznie się ona o godz. 13.00, a jej celem jest zwrócenie uwagi polskim i unijnym decydentom na problemy branży mleczarskiej. „Zdecydowanie oświadczamy, że nie chcemy płacić kar za przekroczenia limitów produkcji mleka na koniec obecnego i zarazem ostatniego roku kwotowego. W tym względzie solidaryzujemy się z hodowcami bydła mlecznego z innych krajów europejskiej Wspólnoty” – czytamy w oświadczeniu Federacji.

Rolnicy nie wykluczają kolejnych akcji protestacyjnych, które mogą mieć ostrzejszy przebieg (np. w formie blokad dróg), jeśli ich postulaty nie będą zauważone i spełnione.

Krzysztof Losz

Aktualizacja 27 listopada 2014 (16:26)

NaszDziennik.pl