Zakaz miał zostać wprowadzony 1 stycznia 2017 roku, ale stanie się to najwcześniej 1 stycznia 2021 roku. Wiceminister rolnictwa Ewa Lech tłumaczy, że w tej chwili nie ma warunków ekonomicznych i organizacyjnych do tego, żeby wprowadzać taki zakaz. Przede wsystkim mamy za małe zasoby ziarna i roślin paszowych niezawierających GMO, którymi można by zastąpić genetycznie modyfikowaną soję – jest ona w tej chwili najważniejszym źródłem białka.
– Teoretycznie moglibyśmy paść zwierzęta już teraz paszami bez soi, ale wtedy wzrosłyby koszty produkcji, bo pasze bez soi są mniej treściwe, więc hodowla trwa dłużej, bo kurczaki czy świnie wolniej przybierają na wadze – mówi Tadeusz Kijanek, pracownik firmy hadlującej paszami i koncetratami paszowymi. – Ponadto mieszalnie pasz skarżą się, że na krajowym rynku brakuje roslin wysokobiałkowych, takich jak lucerna, łubin, wyka, groch czy soczewica. Nie mają więc z czego produkować tradycyjnych pasz – dodaje.
Potwierdza to Ewa Lech, bo – jak wynika z danych ministerstwa rolnictwa – co roku znacznie rośnie powierzchnia upraw roślin wysokobiałkowych – w 2015 roku wyniosła ona 690 tys. ha, czyli aż dwa razy więcej niż w 2014 roku – ale tylko część produkcji trafia do wytwórni pasz. Znaczna część zostaje bowiem np. na polach, gdzie jest traktowana jako poplon i zaorywana.
Tym niemniej resort rolnictwa ma nadzieję, że przez kilka najbliższych lat uda się znacznie zwiększyć produkcję roślin wysokobiałkowych i dzięki korzystnej cenie zastąpią one importowaną soję. I dlatego rozważana jest zmiana zasad wspierania produkcji roślin strączkowych i motylkowych ze środków budżetowych: zamiast płatności do hektara rolnicy otrzymywaliby dopłaty do produkcji. Czyli dostawaliby pieniądze tylko za to, co sprzedaliby jako surowiec na pasze.
Część ekspertów uważa, że mimo zabiegów rządu jeszcze bardzo długo będziemy skazani na soję, przynajmniej częściowo, bo nie da się jej całkowicie wyeliminować. Rocznie Polska importuje 2 mln ton soi.
– Zakaz stosowania pasz GMO w Polsce byłby absurdalny. Mamy otwarte granice i żaden kraj unijny takiego zakazu nie wprowadził, więc i tak byłby on nieskuteczny, a podciąłby opłacalność zwłaszcza produkcji drobiarskiej w Polsce – uważa prezes Izby Zbożowo-Paszowej Adam Tański. Według niego, nie oznacza to jednak, że nie trzeba rozwijać produkcji krajowego białka roślinnego i pracować nad poprawą przyswajalności tych roślin w żywieniu zwierząt.
Polska importuje ok. 2 mln ton śruty sojowej, cała UE – ok. 35 mln ton. Najwięksi producenci soi na świecie to USA, Brazylia i Argentyna.
W poniedziałek odbyła się konferencja zorganizowania przez Fundację Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej na temat skutków wejścia w życie zakazu stosowania GMO w żywieniu zwierząt. W Polsce ustawą z 2006 r. wprowadzono taki zakaz, a następnie kilkakrotnie przedłużano memorandum na jego stosowanie. Ostatnie obowiązuje do końca 2016 r.
Jak mówił prezes Krzysztof Podhajski, Fundacji zależało na pokazaniu, że gdyby od 1 stycznia 2017 r. zaczął obowiązywać ten zakaz, to należy się liczyć z konsekwencjami w postaci załamania produkcji w branży drobiarskiej. Jednak trzeba dążyć do tego, by stopniowo eliminować z hodowli zwierząt modyfikowaną genetycznie paszę. Dodał, że Polska – podobnie jak inne kraje UE – jest uzależniona od importu tej paszy.

