logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Budżet bardzo oszczędny

Środa, 30 października 2013 (10:20)

Ponad 54 mld zł planuje wydać rząd na rolnictwo i rybołówstwo w 2014 roku. Około 26 mld zł to pieniądze unijne, w większości na dopłaty bezpośrednie. To kwota porównywalna z tym, co zapisano w znowelizowanym budżecie na 2013 rok. Ale z roku na rok udział wydatków rolnych w PKB maleje. 

 

Na rolnictwo i rybołówstwo w różnych częściach budżetu rząd zapisał 54,3 mld zł. Największą część stanowią fundusze unijne, bo 26,1 mld zł. Druga pozycja to dotacje do Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego – 16,6 mld zł. Ponadto blisko 3,8 mld zł to rezerwa budżetowa.

Jeśli chodzi o szczegółowe zapisy w projekcie ustawy budżetowej, to w przypadku środków europejskich 14 mld zł zarezerwowano na dopłaty bezpośrednie (uzupełni jej 1,2 mld zł z budżetu krajowego), ponad 9 mld zł pochłonie finansowanie Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2007-2013, a kolejne blisko 900 mln zł to pieniądze zapisane już na PROW 2014-2020 (do dotacji unijnych rząd dołoży w przyszłym roku także około 3 mld zł z krajowych pieniędzy).

Z innych istotnych zadań, które będą finansowane z budżetu, warto wymienić: dopłaty do paliwa rolniczego (750 mln zł), zwalczanie chorób zakaźnych zwierząt (254 mln zł), dotacje do ubezpieczeń upraw i zwierząt (101 mln zł), szkoły rolnicze i zadania edukacyjne (176 mln zł), dopłaty do kredytów preferencyjnych: klęskowych (51 mln zł) i inwestycyjnych (354 mln zł), utrzymanie ośrodków doradztwa rolniczego (na ODR wydamy ponad 160 mln zł), dopłaty do kwalifikowanego materiału siewnego (99 mln zł). Poza tym ponad 1,3 mld zł wydadzą na rolnictwo wojewodowie, a kolejne kilkaset milionów pochłonie rybołówstwo. Rząd deklaruje też finansowanie ośmiu wieloletnich programów naukowych prowadzonych przez różne instytucje badawcze – ich wartość to ponad 70 mln zł.

Koalicja rządowa broni projektu wydatków proponowanego przez ministra rolnictwa, wskazując, że niewiele on się różni od budżetu na 2013 rok, a przy tym sytuacja finansowa państwa jest trudna. Jednak poseł Jan K. Ardanowski (PiS) przypomniał, że tegoroczny budżet był nowelizowany, czyli obcinany, ale nawet przy takim porównaniu widać spadki przyszłorocznych nakładów, rzadko w których pozycjach wydatki są większe. Skrytykował zwłaszcza zmniejszenie środków na postęp technologiczny w produkcji zwierzęcej, obcięcie budżetu inspekcji weterynaryjnej i to w sytuacji zagrożenia afrykańskim pomorem świń. – Nie rozumiem zmniejszenia środków na usuwanie skutków klęsk żywiołowych i jednoczesne zmniejszenie dopłat do ubezpieczeń upraw i zwierząt – dodał Ardanowski. Pozytywnie ocenił za to przeniesienie finansowania ODR z budżetu wojewodów do budżetu ministerstwa.

Poseł Romuald Ajchler (SLD) stwierdził, że plan wydatków jest nie do zaakceptowania. Jego zdaniem, budżet rolny jest tworzony pod dyktando ministra finansów, a nie rolnictwa. –  Wydatki zależą od chciejstwa ministra finansów, on rządzi de facto rolnictwem – podkreślił Ajchler. Wskazywał też, że w tym, co dostali posłowie, zupełnie nie widać odzwierciedlenia problemów, o jakich mówiono podczas posiedzeń sejmowej komisji rolnictwa.

Komisja próbowała nieco poprawić rządowy projekt budżetu na rolnictwo i przyjęła pięć poprawek zgłoszonych przez PiS. Chodzi o zwiększenie o 120 mln zł dopłat do paliwa rolniczego, przeznaczenie dodatkowych 30 mln zł ośrodkom doradztwa rolniczego, 21,5 mln zł więcej miałaby mieć do dyspozycji Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa. O 18 mln zł posłowie chcieliby zwiększyć budżet spółek wodnych, a o 4,5 mln zł dotację na wsparcie organizacji rolniczych działających w ramach instytucji międzynarodowych. Poprawki zostaną skierowane do komisji finansów i jeśli zostaną zaakceptowane, mogą znaleźć się także w ostatecznej wersji budżetu, nad którą będą potem głosować posłowie.

Ale bez względu na to, czy poprawki przejdą, czy nie, faktem jest, że w ostatnich latach budżet na rolnictwo jest stale zmniejszany. Przejawia się to w malejącym udziale wydatków rolnych państwa w PKB. W 2007 r. stanowiły one jeszcze 2,94 proc. PKB, a w tym roku spadną do 1,7 proc. PKB. W 2014 roku ma to być jeszcze mniej – ledwie 1,6 proc. PKB. – Nawet w kryzysie niezrozumiałe jest takie obniżanie kwot – uważa poseł Henryk Kowalczyk (PiS). Bo nawet jeśli posłowie zgłaszają poprawki do budżetu, to muszą ściąć wydatki w jednym punkcie, aby więcej pieniędzy było w innej części planu wydatków rządowych.

Krzysztof Losz

NaszDziennik.pl