Zamiast odpowiedniego przypomnienia wszystkim o naszym wielkim narodowym powstaniu z sierpnia 1944 roku zafundowano nam AntyMadonnę i Woodstock.
Za "rozdane" zimą czerwone serduszka nasza młodzież będzie miała dobrą okazję, aby nie myśleć o naszym wspaniałym, ale tragicznym czynie i zdradzie wszystkich - także dzisiejszych - sojuszników. Zamiast tego będzie mogła wziąć udział w "warsztatach" w Kostrzynie na tematy erotyczne.
Domyślać się należy "erotyki" zgodnej ze starym hasłem "rewolucji młodzieżowej" lat 60.: "Nie ufaj nikomu po trzydziestce", a zatem - wpierw własnym rodzicom. Sednem tej niezakończonej do dzisiaj rewolucji jest niezwykle poważne kłamstwo odnośnie do tego, co może i powinno łączyć rodziców i dzieci.
Zdaniem ideologów tej rewolucji - sformułowanym wielokrotnie w nowożytnej i współczesnej filozofii - rodziców może motywować wobec swoich dzieci tylko przemoc i kłamstwo, czyli dokładnie to, co może się wydarzyć w klinice dokonującej zapłodnienia in vitro. Ponieważ "lekarza potrzeba tym, co się źle mają", część naszych duszpasterzy ruszyła - z całkiem młodymi "woluntariuszami" - ewangelizować zbłąkane owce, a może niekiedy wilczki, których nie tak łatwo się "oswoi".
Z pewnością jednak nie zapomni się o szczególnie zapomnianym w czasach "rewolucji młodzieżowej" IV przykazaniu. Było ono znane starożytnym Rzymianom w wymaganiu cnoty moralnej - "pietas", czyli jednej i tej samej cnoty czci i posłuszeństwa wobec rodziców i Ojczyzny.
Szczególne jest to, że św. Tomasz, analizując w swoim traktacie o sprawiedliwości cnotę "pietas", nie mógł się powołać nawet na niezawodnego zawsze filozofa - jak określał Arystotelesa - czy św. Grzegorza Wielkiego, ale tylko na Cycerona, stuprocentowego poganina z pierwszego wieku przed narodzeniem Chrystusa.
Aby być chrześcijaninem, trzeba rozumieć jego zakorzenienie także w greckim i rzymskim antyku. Miał tak sprawę stawiać także Pius XI (w relacji prof. Tadeusza Zielińskiego, najwybitniejszego polskiego znawcy antyku). Usłyszawszy, iż ktoś rozpoczyna od Bazyliki św. Piotra poszukiwanie w Rzymie śladów początków chrześcijaństwa, miał radzić, aby zacząć od Forum Romanum.
Tam dotkniemy potężnego świata - najwierniejszego ucznia Grecji - z którym Dobra Nowina się bohatersko starła i przekonała siłą prawdy. Na chaosie, spontanie i odlocie chrześcijaństwo nie przyjmie się głęboko.
Aby w dodatku zakpić sobie z naszego narodowego powstania z 1944 roku, otrzymaliśmy prosto z USA - pierwszej krainy, która doświadczyła "rewolucji młodzieżowej" - akurat 1 sierpnia pokazy nimfomanii i antychrystowego opętania w Warszawie, które wpisują się logicznie w rewolucję synów przeciwko ojcom.
Trudno się zatem dziwić muzułmanom z pogardą patrzących na świat chrześcijański, który wydaje miliony na utrzymanie byłej katoliczki, epatującej antychrześcijańskimi bluźnierstwami i wyuzdanymi występami. Pewnie wyglądamy na dekadentów, czekających na śmierć za bluźnierstwa.
Ale to nie wszystko na sierpień 2012 roku. W jednym z tygodników Waldemar Łysiak przekonuje - odwołując się do zasłyszanych, a niedających się sprawdzić wypowiedzi - że mieliśmy okazję walczyć w Powstaniu Warszawskim, ponieważ Abwera otaczała nas, Polaków, jakoby życzliwością...
Mieliby oni posiadać mapę Polski z dopracowanymi w najmniejszych szczegółach informacjami, dzięki którym Niemcy mogliby - gdyby chcieli - całkowicie rozmontować polską armię podziemną. "Są przesłanki, które nie zezwalają a priori dezawuować "mapy AK" jako legendy li tylko".
Gdyby tak rzeczywiście było, to oczywiście zbrodnią i głupotą byłoby Powstanie Warszawskie, zamiast poczekania na klęskę Hitlera, jak to od dawna nas niektórzy przekonują. Wtedy też na sierpień trzeba by zaplanować raczej Woodstock i oglądanie występków "spod ciemnej gwiazdki" z USA. Czyżby o to chodziło?

