logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Wyklęci czy Niezłomni?

Piątek, 13 marca 2015 (10:23)

Aktualizacja: Piątek, 13 marca 2015 (10:23)

Homilia ks. abp. Henryka Hosera SAC, ordynariusza warszawsko-praskiego, wygłoszona podczas Mszy Świętej w katedrze św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika w Narodowy Dzień Pamięci ,,Żołnierzy Wyklętych”

W krainie życia będę widział Boga

Bracia i Siostry, refren psalmu responsoryjnego z dnia dzisiejszego jest jakby syntezą tego, co przeżywamy w drugą niedzielę Wielkiego Postu, kiedy wspominamy Żołnierzy Niezłomnych. Słowo Boże do nas skierowane ukazuje misterium mądrości Bożej. Boga, który wystawia nas na próbę, tak jak wystawił na próbę Abrahama.

Dlaczego to robi? Robi to dlatego, byśmy po przeżyciu tej próby stali się mocniejsi, byśmy zwyciężając trudności, jakie z tej próby wynikają, byli bardziej zdolni do działania, do wyboru dobra i do jego obrony.

Próba Abrahama była ekstremalna, to jemu Bóg obiecał potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie. W późnej starości doczekał się swego syna. Bóg żąda, by tego syna złożyć na krwawą ofiarę. I Abraham to robi. Robi dlatego, że ma całkowite zaufanie do Boga. Robi dlatego, że wie, iż Bóg jest dobrem najwyższym. I tylko w tym kierunku Abraham może dojść do tego, co jest celem jego życia. Ale Bóg wstrzymał egzekucję jego syna. I mówi: boisz się Boga, bo nie odmówiłeś mi nawet twojego syna. Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego.

Ta ofiara Abrahama, ofiara wiary w Boga najwyższego, jest jednocześnie ukazaniem ekstremalnego działania Boga w stosunku do siebie samego. Pisze o tym św. Paweł do Rzymian: „On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał” (Rz 8,32).

Jezus umarł za nasze grzechy, których nie popełnił. Jezus oddał życie za nas, bo myśmy zasługiwali na śmierć przez wszystkie grzechy osobiste i zbiorowe, do których się przyczyniliśmy. Mówię to w perspektywie historycznej, nie tylko aktualnej. Bóg własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał.

Perfidia zbrodni

I wreszcie w trzeciej odsłonie Słowa Bożego jesteśmy zaprowadzeni na Górę Przemienienia, gdzie Syn Boży, który stał się zbrodniarzem dla nas, który za nas śmierć poniósł jako akt hańbiący, tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła. A więc jest to moment chwały. Jest to moment przywrócenia człowieczeństwu Jezusa całej jego godności i splendoru Syna Bożego.

To właśnie Jezus jest syntezą tego, co przeżyli Żołnierze Niezłomni, zadekretowani jako Żołnierze Wyklęci. On przeszedł tę samą drogę. Dlatego tak musimy spojrzeć na ten niezwykły dramat, który się dokonał w naszej najnowszej historii. Pisze o nim prorok Izajasz: „Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarz zakrywa. Wzgardzony tak, iż mieliśmy go za nic”. Przeżyli to Żołnierze Niezłomni.

„On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego”. Wielu pochwalało prześladowania i morderstwa dokonywane na wiernych synach naszej Ojczyzny.

„Po udręce i sądzie został usunięty, a kto się przejmuje Jego losem? Tak zgładzono Go z krainy żyjących”. Perfidia tej zbrodni polegała na tym, żeby wymazać z pamięci ludzkiej i z historii ludzi uznanych za bandytów, godnych najgorszego traktowania. Dlatego też gdy pisałem wstęp do nowego albumu im poświęconego, zamieściłem następujące słowa: „Żołnierze Wyklęci czy Niezłomni?”. Toczy się debata o okresie historii Polski przez prawie pół wieku zakrywanym i zniekształcanym przez komunistyczną propagandę. To okres nie mniej ważny i tragiczny niż lata okupacji niemieckiej i sowieckiej drugiej wojny światowej. Przypominamy sobie, co się działo na Kresach wschodnich po zajęciu ich przez wojska sowieckie.

Męczennicy nadziei

Był to okres sukcesji reżimów zbrodniczych i krwawych, okrutnych i śmiercionośnych. Brunatnego i czerwonego. Dla komunistycznych władców PRL oni byli wyklęci. Byli bandytami tak jak dla okupantów niemieckich. „Śmieci i zaplute karły reakcji”, jak głosiły plakaty o żołnierzach AK.

Niezłomni i zapomniani. Likwidowani fizycznie, wieszani, rozstrzeliwani, skazywani na gnicie w więzieniach, zsyłanie do obozów śmierci. Pozbawiani godności i jakiegokolwiek szacunku. Bohaterowie Armii Krajowej, zbrojnego podziemia, formacji wojskowych na froncie zachodnim. Lżeni i opluwani przez nienawistną propagandę wyspecjalizowaną w inwektywach i słowach plugawych. Wreszcie wrzucani do anonimowych dołów śmierci jak zwierzęca padlina. Nie wolno było o nich ani mówić, ani pisać.

Żołnierze Wyklęci żyli jednak w zbiorowej pamięci rodzin, świadków i ocalałych towarzyszy broni, bo byli męczennikami nadziei. Stanowili legendę Narodu walczącego o prawdę, honor i wolność. Ginęli często z okrzykiem: „Niech żyje Polska” albo „Jeszcze Polska nie zginęła”. Dzisiaj jesteśmy ich spadkobiercami. Dziś stawiamy im krzyże i pomniki, piszemy książki i wiersze, tworzymy filmy i przywracamy pamięć.

Tą żywą pamięcią jest dzisiejsze nasze zgromadzenie eucharystyczne, gdy wpisujemy ich osobistą historię w historię zbawienia dokonaną przez Krew Jezusa Chrystusa. Oni też walczyli o to, byśmy byli wolni od zła. Byśmy byli suwerenni w tym, co najważniejsze, byśmy mogli również wyznawać najwyższe dobro, jakim jest Bóg, Miłość nieskończona. I dlatego dzisiaj sztandary się pochylają, dzisiaj nasze pieśni kierują się do nich i do miłosiernego Boga, by był ich nagrodą i wybawieniem.

Bóg upomina się o swoje

Dzisiaj też wspominamy inny obraz ich losu, o którym pisze prorok Ezechiasz. Pisze on o dolinie, w której były kości: „Bóg postawił proroka pośród doliny. Była ona pełna kości. I było ich na obszarze doliny bardzo wiele. Były one zupełnie wyschłe”. Myślimy w tej chwili o tych, którzy pracują na Łączce, na cmentarzu Powązkowskim czy w katowni białostockiej, gdzie już wykopano trzysta szkieletów.

I dzieje się coś niezwykłego, te kości są adresatami Bożego Słowa. „Wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana. Tak mówi Pan Bóg: oto Ja wam daję ducha, po to, abyście stały się żywe. Chcę was otoczyć ścięgnami i sprawić, byście obrosły ciałem i przybrać was w skórę, i dać wam ducha po to, abyście ożyły i poznały, że ja jestem Pan” (Ez 37,4-6), który wskrzesza. Ten, który przywraca godność człowieka, która jest jednocześnie godnością Boga. Bóg upomina się o swoje.

I pisze dalej prorok: „Patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich ducha” (Ez 37,8).

Tak powiada Pan Bóg: „’Z czterech wiatrów przybądź, duchu, i powiej po tych pobitych, aby ożyli’. Wtedy prorokowałem tak, jak mi nakazał, i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach – wojsko bardzo, bardzo wielkie” (Ez 37,9-10). Wielkie wielkością ducha, wielkie wielkością serca, wielkie zdolnością ofiary dla innych. Przecież Żołnierze Niezłomni ryzykowali życiem. Nie mieli żadnego interesu osobistego w tym szaleńczym zrywie walki przeciwko kolejnej niewoli, kolejnemu zhańbieniu.

Tak mówi Pan Bóg: „’Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobu, ludu mój. I poznacie, że ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobu was wydobędę, ludu mój. […] Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam’” (Ez 37,12-14). Te słowa nie są tylko skierowane do tych zabitych i poległych, i pohańbionych, których teraz pamięć przywracamy. Których widzimy już na zdjęciach jakby okrytych na nowo ścięgnami, mięśniami, skórą. Odkrywamy ich twarze, ich młodość, odkrywamy ich radość życia i optymizm, którym żyli. Ale jednocześnie, czy my nie stajemy się z kolei grobami pobielanymi? Czy nam nie zabrakło ducha w dzisiejszych czasach, czy jesteśmy godnymi spadkobiercami tych, którzy nie dawali się wciągnąć w ułudę i iluzję tego, co im propaganda podawała? Tego, co ówczesne media typu goebbelsowskiego pisały i jakie wartości przypisywali społeczeństwu niewolników?

A zatem zróbmy dzisiaj rachunek sumienia. Gdzie jest ten duch, który ma ożywiać? Gdzie jest ten duch, który ma mówić, że Bóg jest najwyższym dobrem człowieka? Że poza tym dobrem człowiek staje się niegodny swego człowieczeństwa. I dlatego modlimy się, wspominamy, by jednocześnie lepiej żyć, by byli oni naszym wzorem i modelem, by byli tymi, którzy i nam pozwolą śpiewać z całym zaufaniem do Bożej Opatrzności: „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy”.

Niech nasze życie będzie ciągłym zmartwychwstawaniem naszego kraju. Kraju, który w planach Bożych ma dużą rolę do spełnienia.

Amen.

NaszDziennik.pl