Został Ksiądz Arcybiskup nowym krajowym duszpasterzem ludzi pracy. To duszpasterstwo odegrało w Polsce bardzo ważną rolę. A jakie najważniejsze wyzwania stoją przed nim dziś?
– Duszpasterstwo zawsze ma jeden cel: prowadzić człowieka do zbawienia. W tym kontekście nic się nie zmieniło i jako główne zadanie stojące przed wszystkimi duszpasterzami widzę taką służbę ludziom pracy, by we współczesnym świecie, wśród różnych uwarunkowań być znakiem tego, że Jezus jest obecny w życiu każdego z nas. Takim znakiem Kościół może być tylko wtedy, gdy będzie pamiętał o najsłabszych, ubogich, odrzucanych, pogardzanych, wyzyskiwanych. Duszpasterstwo ludzi pracy zawsze przejmowało na siebie obowiązek bycia głosem tych, którym ten głos był odbierany, albo którzy ze względu na różne represje bali się mówić i upominać o należne im prawa. Jestem przekonany, że to zadanie ciągle pozostaje aktualne.
Istnieje biblijny midrasz pewnego rabina żyjącego w XII w. Przywoływał go kilkakrotnie Papież Franciszek. Opowiada on historię budowy wieży Babel i mówi, że do jej powstania potrzebne były cegły. Oznaczało to, że trzeba najpierw pracować nad ich produkcją: mieszać glinę, nosić słomę, wszystko przygotować, a potem włożyć do pieca. Kiedy cegła była gotowa, musiała być wyniesiona na górę. Ze względu na ilość włożonej pracy cegła była skarbem. Kiedy spadała i rozbijała się, była to narodowa tragedia, a robotnik, który temu zawinił, był karany. Kiedy jednak spadał robotnik, to tak, jakby nic się nie stało. To samo dzieje się dzisiaj: kiedy inwestycje w bankach tracą wartość, jest tragedia, ale jeśli ludzie umierają z głodu, nie mają właściwej opieki zdrowotnej, warunków do rozwoju swojej rodziny, to mało kto tym się interesuje. Takiej filozofii trzeba powiedzieć stanowcze „nie” i na pewno jest to także zadanie duszpasterzy.
Niedawne protesty lekarzy, górników czy rolników ukazały próby napuszczania jednych grup społecznych na drugie. Jak odbierać takie podejście do rozwiązywania konfliktów społecznych?
– Takie działanie jest szkodliwe społecznie i nie służy rozwiązywaniu problemów, ale je pomnaża i prowadzi do jeszcze większego niezadowolenia społecznego. Potem, zamiast dialogu przy stole, mamy do czynienia z protestami na ulicy.
Wyzwaniem, które w ostatnim czasie wydaje się bardzo palące, jest deficyt zaufania społecznego. Może nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale życie nasze stanie się nie do zniesienia, jeśli jedni nie będą ufać drugim, jeśli będziemy podejrzewać o złe intencje osoby, z którymi współpracujemy. Niestety, ten kryzys zaufania widoczny jest już we wszystkich obszarach naszego życia.
Czy z tym nie łączy się problem znieczulicy, zobojętnienia w sferze społecznej, o której wspominał Ksiądz Arcybiskup w wielkopostnym liście?
– Wiąże się to z osłabieniem więzi społecznych, co jest dużym problemem we współczesnym świecie, w którym panuje kultura odrzucenia, starcia i podziału. Jeśli ktoś nie jest potrzebny, zostaje odrzucony. Efektem tego jest wspomniany kryzys zaufania. Społeczeństwo się atomizuje. Ludzie stają się jak atomy, żyjąc obok siebie, ale nie z sobą. Ktoś powiedział, że nasze domy często przypominają wielopoziomowe skrzyżowania, gdzie członkowie rodziny jedynie się mijają, ale nie spotykają. Jak w tym kontekście mówić o odpowiedzialności za drugich i o tym, by jeden nosił brzemiona drugiego? Tylko tworząc kulturę przyjaźni, będziemy mogli spotkać się z drugim człowiekiem, nawet z tym, który nie myśli tak samo jak my.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

