logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Naród zorganizowany oddolnie

Środa, 24 lutego 2016 (18:50)

Aktualizacja: Środa, 24 lutego 2016 (19:10)

Uwagi o polskiej samorządności.

Samorządność w I Rzeczypospolitej definiowana była jako wolność, wszak tu angażowały się politycznie najszersze rzesze narodu szlacheckiego (przykład: sejmiki szlacheckie). Życie zbiorowe w naszej cywilizacji jest rozumiane jako oddolne zorganizowanie narodu i nie sposób w dłuższej perspektywie wyobrazić sobie innej metody ułożenia stosunków społecznych w naszej Ojczyźnie. Bizantyńsko-biurokratyczna formuła charakterystyczna dla współczesnej Unii Europejskiej jest dla duszy polskiej nie do zniesienia. Absurdalność różnych zarządzeń, mnogość niepomierna niezliczonej ilości urzędów (bardzo kosztownych zresztą) czy też brak podmiotowego traktowania obywatela jest nie do zaakceptowania.

Również typowe na dzisiejszym Zachodzie życie partyjne jako takie nie mieści się w formule łacińskiej samorządności. Partyjność zakłada niejako z definicji cząstkowe spojrzenie na państwo, przyjmuje ona za podstawę podziały ideologiczne w narodzie. Samorządność najpełniej jest w stanie realizować się tam, gdzie jest najbliższy kontakt urzędników z obywatelami, gdzie jest inicjatywa oddolna. Nie ulega wątpliwości, że taką wspólnotą może być gmina. Głosy tych, którzy krytycznie od tej strony podchodzą do powiatów i sejmików wojewódzkich, nie są bezzasadne. Widać wyraźnie, że wybory do sejmików mają partyjny charakter. Sympatie wyborcze ogólnopaństwowe przekładają się wprost na województwa. Jaki zatem sens ma utrzymywanie samorządności (partyjnej) w tym wymiarze? Zadania stojące przed sejmikami spokojnie mogłyby przejąć urzędy wojewódzkie. Czasem oczywiście zdarza się (jest tak np. dzisiaj), że w sejmikach rządzi inna koalicja, a w Sejmie inna. Powoduje to różne napięcia, zwykle niekorzystne dla wspólnot lokalnych.

Zatem samorządność rozwijać się powinna nade wszystko na poziomie gminnym. Samorządność nie oznacza jednak upartyjnienia. Nie oznacza to też, że samorządowcy mają wydawać środki wedle wzorca narzuconego z góry. Tak jest dzisiaj np. w przypadku pieniędzy unijnych. Są do pozyskania środki na różne projekty, które bywają nieraz w ogóle niepotrzebne w danym miejscu lub które nie są najważniejsze. Normalne powinno być, że miejscowa społeczność podejmuje refleksję, jakie są potrzeby, jakie chce zrealizować plany – później następuje poszukiwanie środków. Tymczasem pieniądze unijne i rządowe są dziś w różny sposób „znaczone”. A więc powstają stadiony, baseny, parki rozrywki, a nie ma w danym miejscu rzeczy podstawowej – zakładów pracy. Ten sposób funkcjonowania samorządu, który się rządzi tylko wedle wymyślonych przez Brukselę (bo zwykle nawet nie Warszawę) szablonów, wygląda dość karykaturalnie. I to na pewno trzeba zmienić.

Oczywiście życie lokalne może podlegać podobnym procesom patologizacji jak życie polityczne w centrali. Bardzo boleśnie doświadczają tego mieszkańcy mniejszych miejscowości, w których ulokował się układ klientelistyczny, przybierający czasem formę paramafijną (doskonale widać to na przykładzie działalności zadawnionych układów koteryjnych w wielu polskich wsiach i małych miasteczkach). Przy dzisiejszym dużym bezrobociu wójt czy burmistrz jest w stanie stworzyć sobie układ, który zapewni mu niemal dozgonną reelekcję. Stanowiska pracy obecne w obszarze decyzyjnym samorządu stanowią coś w rodzaju „łapówki”, za którą kupuje się głosy lub pacyfikuje opór. Aby tego typu patologiczne układy przecinać, należałoby wprowadzić jakąś formę kadencyjności władzy wykonawczej w samorządach. Taka kadencyjność daje większą szansę lokalnej społeczności na zorganizowanie się po to, aby w dogodnej sytuacji przystąpić do walki o uzdrowienie miejscowej polityki.

Szkoła postaw obywatelskich

Krytyka partyjności w samorządach idzie w poprzek codziennej praktyki w polityce polskiej. Rządząca prawica układa się wszak wedle klucza partyjnego i tak tworzy strukturę instytucji państwowych. Poniekąd jest to w dzisiejszej dobie pewną koniecznością, choć powinna być to sytuacja przejściowa. Dzieje się tak z uwagi na to, iż mamy do czynienia w naszej Ojczyźnie z zastanym układem wybitnie klientelistycznym. Rozbicie tego układu trudno sobie wyobrazić bez użycia silnej struktury politycznej. Wiemy, że karność i lojalność są tutaj zasadami, które powodują największą skuteczność w działaniu parlamentarnym. Rzeczywiście nie sposób zmienić patologii ustawowych, wygrać zmagań z nomenklaturą w spółkach czy w mediach bez karnych kadr partyjnych. Jednakże gdy takie oczyszczenie się już dokona, należy pomyśleć o kolejnych reformach. Jednak w dalszej perspektywie całkowite upartyjnienie życia państwowego musi rodzić patologie. Nie sposób wszak stworzyć kompetentnej administracji w oparciu jedynie o zasadę lojalności. Nie sposób kreować elit politycznych tylko wedle tego wzorca. Potrzeba zatem zmian, dzięki którym samorząd w niedługiej perspektywie mógłby stać się ważnym, pozapartyjnym miejscem kreowania wykwalifikowanych elit, zdolnych w sposób sprawny prowadzić bieg spraw publicznych. Odsączenie życia samorządowego od naleciałości ideologicznych i od patologii charakterystycznych dla walk partyjnych to szkoła wychowania obywatelskiego. Prawica zatem będzie musiała w pewnym momencie zdecydować się na odważny krok w tym kierunku. Zbyt mało osób w Polsce jest czynnie zaangażowanych w życie publiczne. Zbyt zamknięte są kanały dopływu nowych elit do ważnych w życiu publicznym stanowisk.

Przez ostatnie lata Polska lokalna skazana została przez rządzących niemalże na stopniowe wymieranie. Zadawnione elity ludowo-liberalno-postkomunistyczne zarządzały jakby czymś w rodzaju masy upadłościowej. Młodzi ludzie masowo wyjeżdżali z polskiej prowincji za granicę lub do wielkich metropolii. Trudno jest mówić o klasycznej samorządności w potężnych aglomeracjach, takich jak Warszawa. Centra takie są przeludnione, ludzie zasadniczo są anonimowi. Rządowy program reindustrializacji kraju (również polskiej prowincji) połączony z prawdziwą samorządnością na poziomie gmin mógłby stać się zaczynem obudzenia politycznego Narodu. Nieustanna absencja w wyborach niemal połowy Polaków mogłaby być w perspektywie jakiegoś czasu przełamana. Jak już wspomniałem, życie państwowo-narodowe w cywilizacji łacińskiej organizowane jest oddolnie. Należy zrobić wszystko, aby tę sferę ożywić, aby coraz szersze rzesze obywateli przejmowały odpowiedzialność za Polskę. Doskonałym miejscem realizacji tego celu może stać się samorząd.

Dlatego ogromnie ważne jest dzisiaj wychowanie obywatelskie, które powinno się zaczynać od szkoły i mediów publicznych. Należy skończyć z machiawelistyczną definicją polityki (sztuka zdobycia i utrzymania władzy) i powrócić do wzorców klasycznych (do troski o dobro wspólne). Zachęcanie i przygotowywanie ludzi do odpowiedzialności za najmniejsze nawet wspólnoty na sposób oddolny da w przyszłości szansę na prawdziwą naprawę Rzeczypospolitej. Bez szerokiego zaangażowania całego Narodu taki proces udać się nie może.

Prof. Mieczysław Ryba

Nasz Dziennik