Nasz system edukacji od lat jest powszechnie krytykowany, niezadowoleni są zarówno rodzice, nauczyciele, jak i politycy. Uczestnicy rozpoczynającej się jutro w Lublinie XV Ogólnopolskiej Konferencji Nauczycieli i Wychowawców przyjrzą się kryzysowi polskiej edukacji.
– Można powiedzieć, że przy edukacji następuje ciągłe „majsterkowanie”. Dotyczy ono zresztą wszystkich dziedzin kultury, ale edukacja jest położona najbliżej przedpola kultury, bo chodzi w niej o przyszłe pokolenia, stąd nasilenie tego typu działań.
Z czego one wynikają?
– Największym nieszczęściem współczesnej edukacji, szkoły jako instytucji czy też pedagogiki, która określa zarówno aspekt teoretyczny kształcenia i wychowania, jak i aspekt praktyczny, jest upaństwowienie tych dziedzin. Szkoła stała się narzędziem polityki podległym ideologii państwowej. „Die Schule ist ein Politikum”, jak mawiają Niemcy. W związku z tym edukacja, szkolnictwo stało się domeną państwa. Państwo nie tylko decyduje o formie nauczania, ale przede wszystkim o jego treści. A więc apriorycznie określa, czego należy uczyć, w jaki sposób i jak wychowywać młodego człowieka, aby stał się funkcjonariuszem państwa realizującym jego ideologię.
Jakie są korzenie tej totalitarnej w zasadzie uzurpacji?
– Dobrze wyjaśnia tę kwestię rozróżnienie Feliksa Konecznego wskazujące, że w Europie konkurują ze sobą dwie cywilizacje: łacińska, inaczej personalistyczna, która jest matką narodowych kultur europejskich, oraz pochodząca ze Wschodu cywilizacja gromadna, inaczej totalitarna, która rości pretensje do zawłaszczania wszystkich bez wyjątku sfer ludzkiego życia, w której człowiek jest jedynie anonimową jednostką (ludzie różnią się jedynie numerycznie), funkcją państwa i tworzywem jego ideologii. Proces naporu na tradycję łacińską, pojawienie się tych obcych tendencji zaczęło się na dobre od drugiego rozpadu chrześcijaństwa w XV wieku i pojawienia się protestantyzmu. Tradycja protestancka hołdowała zasadzie „cuius regio, eius religio”, a więc przyjmowała, że kto posiada władzę, ten rozstrzyga kwestie prawd wiary i tym samym kwestię ostatecznego celu ludzkiego życia, jego sensu. Pojawia się równocześnie cezaropapizm, czyli cesarz, a na Wschodzie car, stają się jednowładcami, samodzierżcami, którzy decydują o wszystkim.
Ale to już dość odległa historia.
– Lecz kontynuowana do dziś. Po upadku tronów w Europie zalęga się nowy pomysł, owoc idealizmu myślowego i jego pseudofilozofii, nowa odmiana gromadności – socjalizm. W wieku XIX i XX zaczyna się walka socjalizmów o panowanie nad Europą, a następnie nad światem (globalizm). Jego pierwszą odmianą był liberalizm, znany jako kapitalizm, reakcją na jego zwyrodnienia cywilizacyjne są kolejno komunizm, faszyzm i nazizm. Każdy z wymienionych socjalizmów dążył za wszelką cenę do podporządkowania sobie człowieka i życia społecznego we wszystkich aspektach. W miejsce rządów tyrańskich cesarza, cara, króla czy księcia pojawiły się partie ze swoimi ideologiami. Dziś mówi się o tzw. przełomie postmodernistycznym, czyli odejściu od modernistycznych socjalizmów monopartyjnych, jakimi były komunizm, nazizm i faszyzm, ku socjalizmowi wielopartyjnemu, czyli liberalizmowi. Na tym właśnie polega lansowana tzw. transformacja ustrojowa, czyli w istocie powrót do liberalizmu (kapitalizmu), a więc transformacja jedynie kosmetyczna.
Jak można wybrnąć z tego cywilizacyjnego pata?
– Cóż, wśród różnych partii politycznych w gruncie rzeczy kierujących się jakąś ideologią znajdują się partie będące spadkobiercami – niektóre tylko nominalnie, niektóre realnie – tradycji łacińskiej i naszego rodzimego personalizmu. One podejmują w Polsce próbę powrotu do tradycji łacińskiej. Miejmy nadzieję, że coś z tego będzie. Ale – jak widzimy – jest to proces bardzo trudny. Unia Europejska, opanowana przez cywilizację gromadną, nie sprzyja tym zmianom w Polsce. Na dobrą sprawę jesteśmy ostatnim depozytariuszem łacińskości, personalizmu w Europie.
Na jakich podstawach należy oprzeć reformę polskiej edukacji?
– Przede wszystkim na mocnej antropologii, na realistycznej teorii człowieka, a więc na naszym rodzimym dziedzictwie europejskim. I jednocześnie należy uświadomić pedagogom – począwszy od rodziców, przez nauczycieli, po profesorów uniwersytetu – że zarówno w Polsce, jak i w Europie toczy się dziś spór o człowieka, o jego rozumienie, o to, czy człowiek to jedynie funkcjonariusz ideologii socjalizmu wcielonej w państwo i przedmiot partyjnych rozgrywek, czy też suweren bytowy, podmiot prawa, byt osobowy, czyli cel i dobro polityki, która pełni wobec niego funkcję służebną. Trzeba pamiętać, że clou łacińskości i personalizmu jest teza, według której obowiązkiem państwa jest wyłącznie troska o urządzenia i byt materialny niezbędny do istnienia wszystkich instytucji społecznych. Inaczej mówiąc, celem państwa jest dobro życia społecznego. Natomiast w kwestii edukacji, czyli czynności kształcenia rozumu i kształtowania woli, obowiązek spoczywa na pedagogach. Mamy w tym względzie bardzo bogatą tradycję, ogromny dorobek poznawczy i wielkie nazwiska. Trzeba po prostu wrócić do tradycji, wrócić do pism klasyków, a przede wszystkim uświadomić sobie, że wszystko w kulturze zależy od filozofii i że pseudofilozofia rodzi ideologie i prowadzi życie ludzkie na manowce bezsensu. Największym nieszczęściem współczesnej kultury europejskiej jest odcięcie się od tradycji. Historia poucza, że jeśli człowiek wyprze się tradycji lub zapomni o niej, to w konsekwencji skazuje samego siebie na zaczynanie wszystkiego od nowa i na pokusę wprowadzania ciągłych transformacji i reform lub – co gorsza – chętnie sięga po obce „recepty” cywilizacyjne.

