logo
logo

EUROPA DROGA I JĘZYK

Opactwo św. Michała Archanioła w Mont-Saint-Michel we Francji Zdjęcie: / Inne

Chrześcijaństwo jest drogą

Czwartek, 21 kwietnia 2016 (19:58)

Czy Europa jest dla współczesnego świata istotnie ważna w sytuacji, gdy dopuszcza się samozagłady i samobójstwa?

Na początku lat sześćdziesiątych XX wieku Arnold Toynbee pisał: „spośród dwudziestu ośmiu kultur, jakie zidentyfikowaliśmy, […] osiemnaście wymarło, a dziewięć spośród pozostałych dziesięciu – faktycznie wszystkie, z wyjątkiem naszej – okazuje się, że już otrzymały śmiertelny cios”.

Czy dzisiaj jesteśmy w stanie powiedzieć z dumą te same słowa – iż wszystkie kultury z wyjątkiem naszej, europejskiej, zachodniej, chrześcijańskiej, zostały unicestwione? A w ogóle, nawet jeśli istnieją ślady naszej europejskiej kultury wykazujące jakieś oznaki życia, rodzi się pytanie, czy kultura europejska ma się sprowadzać jedynie do cywilizacji technicznej lub przemysłowej. Bo to właśnie te elementy kultury europejskiej wykazują oznaki życia i te elementy zostały przekazane światu.

Zmierzch Europy?

Kilka lat temu ks. kard. Joseph Ratzinger zastanawiał się: „Czy nie jest to raczej cywilizacja post-europejska, która się narodziła jako skutek upadku starych europejskich kultur? Dostrzegam tu paradoksalną zbieżność czasową: wraz ze zwycięstwem posteuropejskiego świata techniki i laicyzmu, z upowszechnieniem się jego wzorów życia i myślenia, pogłębia się w całym świecie, a zwłaszcza w ściśle nie-europejskich częściach Azji i Afryki wrażenie, iż świat wartości właściwy dla Europy (jej kultura i jej wiara, to, na czym opiera się jej tożsamość) sięga swego kresu i właściwie już zniknął ze sceny, że oto nadeszła godzina systemu wartości innych światów: Ameryki prekolumbijskiej, islamu, azjatyckich doktryn mistycznych. Europa, i to właśnie teraz, w tym momencie jej największych sukcesów, wydaje się wewnętrznie pusta, w pewnym sensie sparaliżowana zanikiem systemu krążenia; jest to kryzys wystawiający na ryzyko jej życie; musi ona ratować się przeszczepami, które w końcu przekreślą jej autentyczną tożsamość” („Europa – jej podwaliny dzisiaj i jutro”).

Pytanie, które rodzi się w dzisiejszych czasach, to pytanie o to, czym jest Europa. Czy jest społeczeństwem informacyjnym i nowoczesnych technologii, które ma aspiracje konkurować z amerykańską i azjatyckimi potęgami w dziedzinie nowoczesnych technologii? Mimo wszystkich ramowych projektów unijnych nie wydaje się to realne. Czy Europa jest wzorcowym dla świata modelem zachodniej demokracji? Z pewnością o to miano konkurować z nią będzie Ameryka. A może okaże się, że obie pretendentki zrezygnują z rywalizacji, gdy okaże się, że owa współczesna demokracja przypomina bardziej system równych i równiejszych opiewany przez Orwella niż ideał wypracowany w starożytnych Atenach i Rzymie.

Nadzieja chrześcijaństwa

Czy Europa jest dla współczesnego świata istotnie ważna w sytuacji, gdy dopuszcza się samozagłady i samobójstwa? Czy oznaką czego innego niż słabość jest uległość wobec arabskich i islamskich nachodźców? Czym jest motywowana? Solidarnością z prześladowanymi? To znaczy z tymi, których stać było na opłacenie przewodników, przeprawę tysięcy kilometrów, na wyrobienie fałszywych dokumentów? A może jest motywowana zwykłym egoizmem i chęcią zaradzenia deficytowi demograficznemu nową falą silnych rąk do pracy i wielodzietnych rodzin? Czy taki „pragmatyzm” nie jest wyrazem bezmyślności?

Wiele refleksji na temat współczesnej Europy, redukowanej w sposób ironiczny do wymiaru Unii Europejskiej, wywołuje smutek i niepokój. Jak bowiem pisał ks. kard. Ratzinger: „Z tym wyczerpaniem się duchowych energii idzie w parze fakt, że również od strony etnicznej Europa podąża drogą uwiądu. Widoczny jest niezrozumiały zupełnie brak woli przetrwania. Dzieci, do których należy wszelka przyszłość, postrzegane są jako zagrożenie dla teraźniejszości; istnieje pogląd, że pozbawiają nas one cząstki naszego życia. Nie patrzy się na nie jako na oczywistą nadzieję, lecz jako na ograniczenie teraźniejszości”.

Podjęcie El Camino jest wejściem na wielką drogę historii. Rozpoczyna się ona w momencie średniowiecza, rozwija się wraz z jego rozwojem, potem słabnie wraz okresem reformacji i podziału chrześcijaństwa. Brak jedności chrześcijan i wojny religijne rzutowały na powstanie granic między państwami i utrudnienia w ruchu. Potem przychodzi okres schyłkowy, okres zaniechania pielgrzymowania. Jest wreszcie odrodzenie, spowodowane w dużym stopniu za sprawą św. Jana Pawła II. Jest zatem nadzieja.

El Camino jest drogą zakorzenioną w historii, ale jeszcze bardziej w historii zbawienia. Pozwala odkryć istotę chrześcijaństwa, które jest drogą.

Pamiętam z moich podróży po Europie jeden dzień – kilka godzin Wielkiego Piątku spędzanego przed laty we Francji. Najpierw dane mi było zatrzymać się chwilę w Cluny. Dawne opactwo benedyktyńskie, które w szczytowym okresie – w XII wieku – posiadało, według różnych źródeł, od 800 do 1200 klasztorów podległych. W całej kongregacji kluniackiej żyło wtedy jakieś 20 tysięcy mnichów. Dziś z tej potęgi pozostały ruiny klasztoru, przez jego teren przebiega droga szybkiego ruchu, gdzieś na planach dawnego opactwa jest stadnina koni. Niewiele dalej od tego miejsca jest Taizé, ekumeniczna wspólnota. Gdy w tamten Wielki Piątek opuściłem opustoszałe Cluny i znalazłem miejsce w namiocie doczepionym do betonowego kościoła w Taizé, zrozumiałem wówczas, że chrześcijaństwo nie jest w stanie zakorzenić się w jednym miejscu. Pozostaje ono drogą. Na trasie do Santiago zobaczyłem bardzo czytelnie, że właściwa geografia Europy jest geografią zarysowaną drogami: Tego, który jest Drogą, Prawdą i Życiem, oraz człowieka, który jest drogą Kościoła.

Chrześcijaństwo ze swoimi wartościami, ze swoją zdolnością asymilacji kulturowej, ze swoją wiarą w Boga, która sprawiała, że człowiek stawał się realnie ubóstwiony, to chrześcijaństwo tworzyło Europę i wciąż pozostaje jej szansą.

Przypominam sobie słowa św. Jana Pawła II i znów zastanawiam się, kiedy były bardziej aktualne – w 1979 r. czy teraz, w roku 2016? „I tutaj właśnie, Drodzy Bracia, a zarazem umiłowani Synowie i Córki, jedna narzuca się odpowiedź, zasadnicza i podstawowa. Jeden zwrot ducha, jeden kierunek umysłu, woli i serca: ad Christum Redemptorem hominis, ad Christum Redemptorem mundi”.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

Nasz Dziennik