logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Kwatera „Łupaszki”

Sobota, 23 kwietnia 2016 (01:00)

Przychodzili nocą i znikali następnego dnia. Posiłek, krótki sen na wiązce słomy, ciepło domowego ogniska. Tu czuli się bezpiecznie, więc chętnie kwaterowali w ukrytym w Borach Tucholskich gospodarstwie. Żołnierze Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” zostawili po sobie dobrą pamięć w rodzinie Jerzego Łytkowskiego. Jednego z nielicznych dziś świadków, który poznał bohaterów, zanim stali się wspaniałą kartą historii. Komendant, „Inka”, „Żelazny”. Zapamiętał ich na zawsze.

Dom przetrwał, a okalające go lasy podchodzą już prawie pod sam próg. Jak trudno tu trafić, przekonujemy się, błądząc dłuższy czas po puszczańskich duktach przecinających we wszystkie strony rozległą wieś Zwierzyniec. Dla szwadronów 5. Wileńskiej Brygady AK, które w kwietniu 1946 roku rozpoczęły kampanię na Pomorzu, ustronne położenie leśnej kwatery miało same zalety. Ale było coś ważniejszego: gościnność i serdeczność gospodarzy. Leon i Marta Łytkowscy i ich troje dzieci z radością przyjmowali pod swój dach żołnierzy naprawdę wtedy wyklętych, zaciekle tropionych przez NKWD i UB.

Oficer w polskim mundurze

– Zaczęło się w kwietniu 1946 roku – rozpoczyna swoją opowieść Jerzy Łytkowski, były nauczyciel fizyki, wierny czytelnik „Naszego Dziennika” od pierwszego numeru. Miał wtedy zaledwie 10 lat, ale odwiedziny żołnierzy 5. Brygady wryły mu się tak mocno w pamięć, że odtwarza je z fotograficzną dokładnością.

Pierwszy przyszedł oddział Henryka Wieliczko „Lufy”. Pięciu żołnierzy i dowódca.

– Wyszli od strony lasu. Byli w polskich mundurach, któraś z sióstr ich zauważyła. „Lufa” zdjął rękawiczki, przywitał się z ojcem, przedstawił się, wyjaśnił, kim są i po co przyszli – wspomina pan Jerzy.

 

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Małgorzata Rutkowska

Nasz Dziennik